poniedziałek, 24 marca 2014


Tak wiem, przepraszam, bo dawno nic nie dodałam. Ogólnie to skończyłam pisać bloga i wszystko jest u mnie w dokumentach. Musicie mi wybaczyć. Nie mam wcale czasu dla siebie. Ciągle nauka i nauka. Powoli zaczyna mnie to męczyć. Taka piękna pogoda była ostatnimi czasy. Nikt już chyba nie chce zimy. Ja na pewno. Jak jest słońce to od razu chce się żyć. 




Znacie może pudełka Skinybox? Ja jeszcze nie, ale mam nadzieję poznać, dlatego biorę udział w konkursie. 
Ktoś chętny? Zapraszam


niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 54.

To chyba nie z mojego powodu? Po chwili usłyszałam głośniejsze krzyki i spojrzałam w tamtą stronę. Wtedy zauważyłam chłopaków z One Direction. Specjalne przeszłam przed nimi jak najbliżej się dało, bo fanki i Niall pocałował mnie.
-Co wy tu robicie?
-Przyleciałyśmy z Atlanty, a wy? Mieliście wrócić za dwa dni.
-Tak, ale wszystko się lekko skróciło.
Wróciliśmy jednym samochodem, bardzo uważaliśmy na Bellę, żeby jej nie zauważyli. To już robi się trochę bez sensu. W domu Nialler nosił córkę a ja przygotowałam kolacje.
-Boże jak ja się za wami stęskniłem. Przez skypa to nie to samo.
-To tak jak my. Tęskniłyśmy strasznie. Na ile przyjechaliście?
-Wiesz co chyba 3 miesiące. Mamy teraz nagrywać nowe kawałki, ale kilka dni pierwszych mam zarezerwowane specjalnie dla was. Będziemy siedzieć sami.
Zaśmiałam sie i zjedliśmy. Wreszcie zasnęłam w objęciach narzeczonego. Kolejnego dnia przy śniadaniu opowiedziałam o Rossie i Justinie
-Może ona powinna przylecieć do nas co?
-Proponowałam jej, ale ona nie chce. Dobrze jest jej u Ethana.
-Szkoda dziewczyny, kurczę przecież widać, że ona go bardzo kocha.
Po obiedzie wybraliśmy się na spacer, ale dopadł nas deszcz i musieliśmy szybko wrócić. Wieczorem posprzątałam kuchnię i salon a Niall poszedł uśpić dziecko. Coś długo mu to zajmuje. Weszłam na górę i Niall stał przy łóżeczku.
-Stało się coś?
-Nie, ona jest taka słodziutka.
Uśmiechnęłam się i przytuliłam. Ten wyjął aparat i zrobił nam zdjęcie, które wstawił na twittera. Wariat. Gdy leżałam już wieczorem w łóżku ten przyszedł do mnie z laptopem.
-Ej co jest?
-Nic. Coś ci pokarzę.
Pokazał mi nasze zdjęcie i komentarze. Wszystkie były bardzo miłe i mnóstwo było z prośbą o pokazanie dziecka. Zaśmiałam się, ale nic nie odpowiedziałam. Do późna rozmawiałam na ten temat, długo nam się nie uda ukryć małej. Dlatego może niech wstawi zdjęcie maleństwa? Zasnęłam z odpowiedzią. Rano jak się obudziłam to narzeczonego nie było. Odbyłam poranne czynności i zajrzałam do dziecka, Nial dziś robił naszemu skowronkowi zdjęcia. Dałam mu buziaka w policzek i popatrzyłam na nią. Przyniosłam aparat i zrobiłam sporo zdjęć. Jednak jedno z telefonu Nialla podobało mi się najbardziej. Zeszliśmy cichutko do jadalni a tam zastałam śniadanko.
-Kiedy ty to wszystko zrobiłeś?
-Ma się ten dar.
Dałam mu buziaka i zjedliśmy wspólnie. Później ja sprzątnęłam a Niall poszedł po nasze maleństwo. Porobiłam im sporo wspólnych zdjęć i wymieniliśmy się. Później mała znów spała a my siedzieliśmy na kanapie.
-Pokarz te zdjęcia z telefonu.
Dał mi telefon i przyglądał mi się. Wybrałam jedno najładniejsze zdjęcie i odparłam
-Wstaw na twittera.
-Ale jak to? Mieliśmy ją chronić.
-No chronić, chronić, ale jedno zdjęcie można wstawić. A co jeśli na spacerze zacznie płakać i będziemy musieli wyjąć ją z wózka?
Po kilku chwilach przemyśleń wstawił z podpisem
"Moje kochane maleństwo takie grzeczne. Kocham was"
Dałam mu buziaka i poszłam po nasze słonko. Kilka dni jeszcze spędziliśmy razem i Niall zaczął jeździć do studia z chłopakami. Gdy wraca do domu gra na gitarze, Isabell to uspakaja i zaczyna przyglądać się tacie. Te kilka miesięcy minęło dosyć szybko, maleństwo tak szybko rośnie. Dziś mija pół roku jak się urodziła, przychodzą chłopaki z dziewczynami i mamy troszkę świętować. Przygotowałam kolację i różne przekąski i wszyscy zaczęli się schodzić. Zabrali mi dziecko z rąk i zaczęli ją nosić. Poprzynosili dla niej jakieś prezenty, które zaczęłam rozpakowywać i pokazywać małej. Od Zayna dostała ślicznego misia, który śpiewa. Od Harrego maskotkę w kształcie kota, od Liama ślicznego gryzaka i ciuszki. A od Louisa śliczną sukieneczkę i koszulkę w paseczki.
-Tamta jest już pewnie za mała, więc kupiłem nową.
Uśmiechnęłam się i odłożyłam wszystko. Zjedliśmy kolacje i znów mi porwali dziecko. Posprzątałam po jedzeniu i pomógł mi Nialler.
-Kochanie możemy chwilę porozmawiać?
-Jasne skarbie.
-Bo wiesz, że za tydzień jedziemy w trasę nie?
-No tak.
-To jedźcie razem ze mną. Będziecie bezpieczne i będziemy razem. Tam pozwiedzamy.
-Ale fotoreporterzy będą razem z nami.
-No i co z tego? My będziemy się nią zajmować wspólnie. Nie chce jej tracić na kilka miesięcy znów. Jedźcie ze mną proszę. Rozmawiałem już z menadżerem i ten zgodził się.
-Czyli, że ty już wszystko załatwiłeś tak?
-No mniej więcej ustaliłem, ale to ty musisz się zgodzić. Proszę.
Ten podszedł do mnie, przysunął do siebie i zrobił oczy kota ze shreka. Uśmiechnęłam się
-To gdzie jedziemy?
-Turnee po Europie.
Pocałowałam go czule, ale przerwał nam Harry
-Nie chce was martwić, ale ją chyba trzeba przebrać.
-A co wujek Harry tylko do zabawy?
Kiwnął głową a ja zabrałam małą. Przebrałam ją i tym razem założyłam jej koszulkę w paseczki. Louis, gdy ją zobaczył to od razu zabrał mi ją. Wieczorem zasnęła a my siedzieliśmy jeszcze bardzo długo. Ten tydzień minął bardzo szybko, ostatnie dni spędziliśmy na pakowaniu. 3 miesiące to sporo czasu. Dziś już siedzimy w samolocie, prawie wszyscy śpią, jedynie ja siedzę i słucham muzyki. Kurczę ciężko będzie, ale jakoś musimy dać radę. Po kilku godzinach byliśmy na miejscu. Podjechaliśmy do hotelu i mała się rozpłakała. Przestraszyła się pewnie tego wrzasku. Uspokoiliśmy ją i nakarmiłam. Później chcieliśmy położyć spać, ale ona nie spała. Pełzała po łóżku i musieliśmy pilnować, żeby nie spadła. Po jakimś czasie przyszedł Zayn uśmiechnięty.
-Co jest?
-A ty co?
-Nudzi mi się. Tamci już śpią a ja jakoś nie mogę.
-I kto to mówi, nasz największy śpioch.
-No, a Bella czemu nie śpi?
Ten usiadł na naszym łóżku i zajął się małą. Po chwili z nim zasnęła.
-Jesteś naszym wybawcą.
Po niej my też się położyliśmy. Kilka dni było nudnych, bo padał deszcze a my siedziałyśmy w hotelu. Później zaczęłyśmy wychodzić na spacery. Fanki zaczepiały nas i mówiły, że mała jest śliczna. Chwile rozmawiałam z każdą z nich,
-Dziewczyno jak ty szybko schudłaś. W Grudniu urodziłaś dziecko a wyglądasz super.
-Dziękuję. Jeszcze nie wróciłam do dawnej wagi, ale staram się.
-Wyglądasz już świetnie.
Bardzo miłe te fanki chłopaków. Wróciłam do pokoju i zastałam tam śpiącego Nialla. Uśmiechnęłam się i zrobiłam mu zdjęcie. Te 3 miesiące minęły bardzo szybko, co kilka dni byliśmy w innym miejscu. Chłopaki patrzyli jak Isabell dorasta. Maleństwo już ładnie siedzi i chwyta zabawki w rączki. Nadal jesteśmy na etapie pakowania wszystkiego do buzi, więc nie dajemy jej małych przedmiotów. Dziś lecimy do Atlanty odwiedzić moich rodziców i przyjaciół a za kilka dni lecimy do Irlandi. Na miejscu tata odebrał nas z lotniska a Pattie zabrała nam dziecko. Widać jaka jest szczęśliwa. Justin nie zmienił się, nadal chce imprezować. We wszystkich gazetach o nim piszą, że pali, pije, bierze narkotyki. Szkoda mi przyjaciółki strasznie, bo musi na to patrzeć. Do wieczora siedzieliśmy w domu a kolejnego dnia odwiedziliśmy Rossie i Ethana. Przyjaciela nie było, bo praca, ale przyjaciółka owszem. Też już jest spora,
-Wyglądam strasznie. Jak jakiś wieloryb albo gorzej. -odparła Rossie.
-Daj spokój. Wyglądasz ślicznie jak zawsze. -odpowiedział Niall.
-Ej jestem zazdrosna...

czwartek, 30 stycznia 2014

Rozdział 53.

Obudziła ich mała, bo zaczęła płakać. Ogarnęli się i zjedli śniadanie. Później ogarnęli salon a ja zajęłam się dzieckiem. Do wieczora siedzieli z Isabell i co chwila kto inny ją nosił. Uśmiechałam się. Po dwóch miesiącach Niall musiał jechać w trasę. My zostałyśmy w domu, Isabell jest śliczna i coraz częściej uśmiecha się. Teraz jest już Luty, zima nadal trzyma, ale muszę wyjść na zakupy. Ubrałyśmy się i spacerkiem z fotoreporterami przeszłyśmy do sklepu. Ochrona na szczęście nie wpuściła ich do środka, całe szczęście. Bella smacznie sobie spała, więc spokojnie wybrałam najpotrzebniejsze produkty i wróciłam do domu. Nie udało im się zrobić zdjęcia małej, co mnie cieszy, bo nie chcę tego. Wiem, że kiedyś ją zobaczą, ale lepiej z tym poczekać. Narzeczony dzwoni codziennie na skypie, ale to nie to samo. Powinien być tutaj z nami. Jednak cieszę się, że spełnia swoje marzenia. Usiadłam z maleństwem na kanapie i włączyłam telewizje. Akurat leciał koncert chłopaków, przyciszyłam troszkę i maleństwo zasnęło. Później rozmawiałam z narzeczonym. Poczekałam aż Isabell skończyła 3 miesiąc i zamówiłam bilety do Atlanty. Dzisiaj spakowałam nas i ubrałam maleństwo. Niosłam ją w foteliku, bo trzeba jechać taksówką. Dodatkowo zabrałam ze sobą wózek i podjechałyśmy na miejsce. Tata wie o naszym przyjeździe i ma nas odebrać. Wsiadłam do samolotu i odkryłam Isabell. Już zaczynała płakać. Nakarmiłam ją i prawie całą podróż spała. Na miejscu znów zakryłam ją i wyszłyśmy. Skąd oni wiedzieli, że tutaj będę? Tata przywitał mnie i wiedział o co chodzi, dlatego jak najszybciej wsiedliśmy do samochodu. W domu Pattie przywitała nas i wzięła Isabell. Ja rozebrałam się spokojnie i zjedliśmy kolacje. Później położyłyśmy się w pokoju gościnnym. Rodzice przenieśli się do starego domu, bo tamten podobno był zbyt duży. Rano przy śniadaniu zaskoczyli mnie
-A Justin mieszka gdzieś niedaleko z Rossie tak?
-To ty nic nie wiesz? -zapytała Pattie.
-A co mam wiedzieć?
-My nie powinniśmy ci mówić. Musisz porozmawiać z Rossie. Justin mieszka w na obrzeżach Atlanty.
Dzwoniłam do Rossie i dowiedziałam się, że jest u Ethana w mieszkaniu. Tata zawiózł nas do nich, przyjaciółka mocno przytuliła mnie. Ethana nie było, bo ma już kilka siłowni i musi to wszystko ogarniać. Gdy Isabell zasnęła my mogłyśmy porozmawiać.
-Ej Rossie co się dzieje? Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś nic?
Perspektywa Rossie.
Od 2 miesięcy nie mam kontaktu z Justinem. Zerwaliśmy, bo nie mogłam patrzeć na to jak on się zmienia. Zaczął brać narkotyki, nie widywaliśmy się kłóciliśmy. To było już bez sensu. Szkoda, że po tym jak się rozstaliśmy to dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Teraz to już prawie 3 miesiąc. Dodatkowo pokłóciłam się z rodzicami i oni wyrzucili mnie z domu. Dobrze, że Ethan przyjął mnie do siebie, bo nie wiem gdzie bym trafiła. Pattie wie o swoim wnuku, bo nie miałam serca jej nie mówić. Widziałam w jej oczach iskierki jak rozmawialiśmy o dziecku Victorii. Jak byliśmy u nich na kolacji to mówiła, że bardzo by chciała mieć wnuki. Poprosiłam ją tylko, aby nie mówiła Justinowi, nie chce, żeby wiedział. Opowiedziałam wszystko Victorii i ta mocno mnie przytuliła.
Perspektywa Vicky.
-Rossie, dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś?
-Miałaś swoje problemy, dodatkowo dziecko. Nie chciałam cię martwić.
Przytuliłam mocno przyjaciółkę i chwile tak siedziałyśmy, ale zaczęła płakać Isabell. Nakarmiłam ją, przebrałam i siedziałyśmy we trzy do wieczora.
-Pattie powiedziała, że mi pomoże.
-Rossie powinnaś powiedzieć Justinowi o dziecku.
-Nie Vicky. Nie chce go widzieć, chce się wyszaleć, więc proszę bardzo. Niech się bawi, ale później będzie za późno. Nie chcemy takiego Justina.
-Ale może jak usłyszy o dziecku to uspokoi się. Pomyśli racjonalnie.
-Nie wiem. Obiecaj mi, że mu nic nie powiesz.
-Obiecuję, ale wiesz jakie jest moje zdanie.
Wieczorem jak wrócił Ethan to był zachwycony Bellą. Jak Rossie wyszła ja go zapytałam
-Jak sobie radzicie?
-Dobrze, Rossie trochę gorzej. Ale wiesz, że ja jej nie zostawię. Będzie mieszkać u mnie.
-Dziękuję Ethan.
-Nie masz za co. To moja przyjaciółka. Pomogę jej w wychowaniu dziecka jeśli nie powie Justinowi. A jemu mam ochotę wpieprzyć.
-No ja też, pojadę z nim porozmawiać.
Wieczorem wróciłam do domu a kolejnego dnia chciałam porozmawiać z bratem. Dzwoniłam do niego, ale nie odbierał.
-Pattie zostaniesz z Isabell?
-Oczywiście kochanie, nie ma problemu. Weź mój samochód a tutaj masz adres.
Podała mi karteczkę. Dałam jej buziaka i wyszłam. Podjechałam na miejsce i zatkało mnie. Niesamowity dom. Zapukałam, ale nikt mi nie otwierał. Nie zdziwiłam się jak drzwi były otwarte. Po schodach właśnie schodził Justin w spodenkach.
-Siostra jak ja dawno cię nie widziałem. Tęskniłem.
-Ja też tęskniłam.
Przytuliłam go i poczułam alkohol.
-Mogę wiedzieć co ty odpieprzasz?
-Ale o co ci chodzi?
-Chodzi o Rossie, tak mnie zapewniałeś, że jej nie skrzywdzisz, że nie zostawisz a teraz co?
-Musimy odpocząć trochę od siebie?
-Odpocząć a zerwać oświadczyny to zupełnie inne sprawy.
-Ale to ona zerwała oświadczyny.
-Dobrze, ale co ty wyczyniasz człowieku? Alkohol, ciągłe imprezy, narkotyki? Kim ty jesteś? Albo inaczej w kogo ty się zamieniłeś?
-Jestem sobą, ale muszę trochę odreagować. Jestem młody chcę się wyszaleć.
-A co z Rossie? Nie kochasz jej? To po co było to wszystko? Po co robiłeś dziewczynie nadzieje?
-A kto powiedział, ż jej nie kocham. Kocham, ale muszę się wyszaleć. Mam 20 lat. Nie chce zakładać rodziny tylko wyszaleć się, chodzić na imprezy.
-To kiedy chcesz założyć rodzinę?
-Nie wiem, może jak będę miał 26 może 27 lat.
-A nie pomyślałeś, że wtedy może być za późno? My z Niallem mamy dziecko i co? Później może być za późno.
Nie widziałam sensu rozmowy z nim, kiedy mówiłam ten zaczął palić. Odjechałam i wróciłam do domu.
-I jak mój skarbek?
-Dobrze, grzeczniutka jest. A jak rozmowa z Justinem?
-Nijak, on strasznie się zmienił? Chce się wyszaleć, więc proszę bardzo. A ja chcę zabrać Rossie do siebie, tam może przestanie myśleć o tym wszystkim.
-Nie wiem czy to jest dobry pomysł.
Później pojechałam odwiedzić Josha, on mieszka ze swoją narzeczoną i widać, że są bardzo szczęśliwi. Wieczorem wróciłam do domu taty i zostałam jeszcze kilka dni, ale trzeba wracać do Londynu. Dzisiaj tata odwiózł nas i pożegnał. W samolocie Isabell znów była grzeczna, ale tym razem nie spała. Rozglądała się bardzo uważnie, w Londynie było sporo paparazzich, ale i fanek. To chyba nie z mojego powodu? Po chwili usłyszałam....



Rozdział 52.

Perspektywa Nialla.
Ona tak strasznie krzyczy, nie wiem co mam robić. Trzymam ją za rękę a pielęgniarka karze mocno przeć. Po kilku godzinach krzyków Vicky usłyszeliśmy płacz naszej kruszynki. Ona jest taka malutka a Victoria wykończona. Mimowolnie po moim policzku spłynęła łza. Widziałam, że narzeczona też się rozpłakała. Chwilę potrzymaliśmy dziecko i zabrali ją na badania. Vicky też zabrali. Ja czekałem na nie przed salą. Zadzwoniłem w tym czasie do chłopaków
-Jesteście wszyscy razem?
-No tak. Chłopaki są ze mną.
-To włącz na głośno mówiący.
-Co jest Niall?
-Vicky właśnie urodziła. Słyszycie mam córkę. Jest taka śliczna.
-Cieszymy się.
Po jakimś czasie przywieźli je obie. Widać, że Victoria jest bardzo zmęczona. W sumie to jest już noc.
-Ja rozumiem, że jesteś tatą, ale przyjedź rano. Dziewczyny muszą odpocząć.
Pocałowałem córkę, narzeczoną i wróciłem do domu. Nie mogłem zasnąć a rano od razu napisałem do rodziców i do taty Vicky. Ogarnięty podjechałem do nich. Vicky spała a maleństwo leżało w łóżeczku. Pocałowałem córkę i wziąłem na ręce.
Spacerowałem z nią po sali i uśmiechałem się. Przyszła do nas pielęgniarka,
-Macie bardzo grzeczne dziecko. Prawie wcale nie płakała.
-Cieszę się. A co z nimi?
-Wszystko dobrze. Victoria jest bardzo zmęczona, bo to trwało dość długo. Powinna dużo wypoczywać. Więc lepiej jak dziś i jutro nikt nie będzie przychodził.
-Nie ma problemu. Dziewczyny są najważniejsze.
Po około pół godziny narzeczona obudziła się
-Bardzo zmęczona?
-Nie już nie. Prawie całą noc spałyśmy.
Vicky nakarmiła małą i ta zaraz zasnęła a ja usiadłem obok niej.
-Kochanie co z imieniem? Nie możemy mówić do niej malutka, maleństwo,kruszynka.
-Myślałem nad tym całą noc. Może Isabell?
-Isabell Horan. Cudnie.
-Może już niedługo i Victoria Horan co?
-Wiesz, że chcę zgubić ten brzuch.
-Nie śpieszmy się. Mamy czas.
-Kocham cię.
Cały dzisiejszy dzień i kolejny spędziłem u dziewczyn. Kolejnego też z rana pojechałem.
Perspektywa Vicky.
Isabell jest taka śliczna. Nasze maleństwo. Poród trwał sporo, ale warto było. Ona jest urocza. Nie mogę oderwać od niej wzroku. Niall też jest bardzo zakochany, ciągle ją nosi i trzyma na rękach. Dzisiaj też rano przyjechał do nas i siedzimy sobie. Ja już się czuję coraz lepiej. Widzę to maleństwo sam uśmiech wchodzi na moją twarz. Po obiedzie przyjechali chłopcy, ciągle nosili maleńką i przynieśli prezenty dla niej. Czuję, że oni będą ją rozpieszczać. Wieczorem pojechali a my zostałyśmy same. Po kilku kolejnych dniach wypisali nas. Ubrałam się i malutką a Niall przywiózł fotelik do samochodu. Wiem, że ona w nim utonie, bo jest taka malutka.
-Pod hotelem jest mnóstwo fotoreporterów i fanek.
-Oby jej tylko nie wystraszyli.
-Damy radę. Ja ją wezmę, przykryjemy ją kocykiem, żeby nie udało im się zrobić zdjęcia.
-Kocham cię.
-A ja kocham was.
Zabraliśmy wszystko i wyszliśmy. Przed wyjściem zakryliśmy ją dokładnie. Oczywiście po wyjściu mnóstwo zdjęć i ludzi, ale jakoś przepchnęliśmy się do samochodu i odjechaliśmy. W domu była taka cisza, tatuś rozebrał córeczkę i zaniósł do łóżeczka a ja zrobiłam na herbaty. Po około dwóch dniach wszystko już chyba mamy ustalone i jestem coraz lepsza w przewijaniu i kąpaniu. Początkowo wszystko wydawało się takie trudne, ale teraz jest łatwiej. Czuję, że mam to we krwi. Od kilku dni Niall tak jakby unika mnie, wcale nie podchodzi do Isabell ani nic. Wychodzi gdzieś i wraca późno. Wiedziałam, że on pojedzie w trasę, ale samej jest mi ciężko. Mam tego dość, po śniadaniu włożyłam Isabell do wózeczka i czekałam na narzeczonego. Gdy przyszedł chciał od razu wejść na górę.
-Niall musimy pogadać. Mamy problem.
-Jaki problem? Co się stało?
-To, że unikasz mnie i nasze dziecko. Co się dzieje? Potrzebuje twojej pomocy.
-No dobra, ale usiądźmy. -usiedliśmy na kanapie i ten popatrzył mi prosto w oczy.
-Niall przez te początkowe dni było super, radziłeś sobie świetnie. Co jest grane?
-Przestraszyłem się. Ona jest taka malutka, co jeśli ją upuszczę albo coś jej zrobię. Boję się rozumiesz. Zdałem sobie sprawę, że przy dziecku jest dużo obowiązków. Boję się, że sobie nie poradzę.
-Ale kochanie jesteśmy w tym razem. Mamy dopiero po 20 lat, ja też się boję. Ale poradzimy sobie słyszysz. Bez ciebie nie dam rady. Wiem, że jest dużo obowiązków, ale tylko spójrz na tąa kruszynkę.
-Przepraszam cię. Przepraszam was.
-Nie masz za co. Ja też się cholernie boję.
Ten pocałował mnie i mocno przytulił. W tym momencie Isa zaczęła płakać.
-Zostań ja po nią pójdę.
Wrócił dawny Nialler,nasz kochany szczęśliwy tatuś. Uśmiechnęłam się.
-Widzisz nie ma się czego bać.
-Ej może zaprosimy chłopaków za 2 dni? Bo oni bardzo chcą przyjechać do maleństwa.
-Zgoda. To trzeba coś przygotować.
Kolejnego dnia Niall został z dzieckiem a ja podjechałam na zakupy. Na życzenie narzeczonego kupiłam też alkohol. Po powrocie rozpakowaliśmy wszystko i nakarmiłam maleństwo. Nie mam pokarmu, dlatego od razu musimy karmić Isabell butelką. Przygotowałam dzisiaj ciasto a kolejnego dnia przygotowałam kolację i przyjechali chłopcy i Perrie. Cieszę się, że przyjechała z nimi, bo sama to bym zwariowała. Po zjedzeniu przenieśliśmy się do salonu i chłopaki zaczęli pić. Maleństwo zaczęło płakać, dlatego przygotowałam mleko i weszłam do niej do pokoju. Ona za nic się nie uspakajała. Przyszła Perrie, ale nic nie pomagało. Przestawała na chwilę, ale po chwili znów strasznie krzyczała. Boże co jej jest? Kilka dni temu było podobnie, ale nie krzyczała tak głośno. Jeść nie chciała, pić też nie.
-Ej Perrie może podgrzej nam pieluszkę co? W moim pokoju jest żelazko to przynieś tutaj i wyprasuj pieluszkę jak możesz.
Po chwili przyłożyliśmy jej ciepłą pieluszkę do brzuszka i wtedy przyszedł też wcięty Niall.
-Co jest?
-Sama nie wiem. Nie chce się uspokoić.
-A może ja ją wezmę co?
-Niall nie. Nie w takim stanie. Idź sobie proszę.
Rozpłakałam się już, bo ona tak cierpi. Już miałam zamiar dzwonić po lekarza, ale przestała płakać po tej pieluszce. Bardzo ulżyło mi. Jednak nadal nie mogłam jej odłożyć, bo zaczynała płakać. Chodziłam z nią, ale jak zasnęła to usiadłam na kanapie, którą chłopaki wstawili.
-Nienawidzę jak ona tak płacze.
-Nikt nie lubi jak jego dzieci płaczą. Przynieść ci coś?
-Może wody?
Perrie przyniosła mi wodę i dodatkowo kawałek ciasta. Delikatnie napiłam się, ale jedząc obudziła się. Perrie wzięła ją i uspokoiła. Odłożyła ją i ta spała. Uspokoiłam się wreszcie, ale wychodząc usłyszałam krzyk chłopaków i płacz.
-Cholera jasna.
Mała znów nie chciała zasnąć, nosiłam ją a jak chciałam odłożyć to zaczynała płakać. Perrie zeszła na dół, ale słyszałam co mów
-Czy wy do cholery nie możecie się zachowywać ciszej? Przed momentem swoimi wrzaskami obudziliście maleństwo.
Ona jest świetna, po chwili wróciła a na dole była cisza. Siedziałyśmy dosyć długo w pokoiku malutkiej. Wreszcie jak zasnęła to zeszłyśmy do salonu a chłopaki spali.
-Ładnie ich uspokoiłaś.
-Dziękuję, ale trzeba ich obudzić, bo jedziemy do domów.
-Daj spokój. Mieszkają niedaleko, więc niech zostaną już.
-No dobrze, ale ja muszę wracać. Jutro mam próbę i wywiad. Więc uciekam do domku.
-Jasne, to do zobaczenia.
Dałam jej buziaka i pojechała a ja tylko przykryłam chłopaków i weszłam do siebie. W nocy obudziła mnie Isabell, więc resztę nocy spała ze mną. Rano jak się obudziłam to ta już patrzyła. Dałam jej buziaka i podniosłyśmy się. Przebrałam ją i sama ogarnęłam się szybko. Zeszłam na dół a oni jeszcze spali. Jak dzieci. Maleństwo leżało w wózeczku a ja przygotowałam śniadanie.


środa, 29 stycznia 2014

Rozdział 51.

Kolejnego dnia wieczorem oglądałyśmy koncert chłopaków, miałyśmy niezły ubaw. Na pytaniach zaskoczyłam się, bo jedno pytanie było o mnie. Dokładnie o córkę
"Czy to prawda, że Victoria jest w ciąży? Niall tylko szczerze."
Uśmiechnęłam się i pokazali mojego narzeczonego. Ten uśmiechnął się i popatrzył na chłopaków. Wreszcie zaczął
-Tak to prawda, Victoria jest w ciąży i już za kilka miesięcy urodzi nasze dziecko.
Uśmiechnęłam się a wszystkie fanki zaczęły piszczeć jeszcze głośniej niż do tej pory. Ten speszył się, bo zrobił się cały czerwony. Schował twarz w dłonie a chłopaki przytulili go. Po chwili śpiewali Little Things i chłopaki zachowywali się tak jakbym była na miejscu. Było tak jak wtedy w dniu oświadczyn tylko do kamery. Uśmiechnęłam się i obejrzeliśmy do końca. Później dostałam sms "Kochanie jestem najszczęśliwszym chłopakiem na ziemi mając was dwie. Bardzo was kocham. N:*"
"Też cię kochamy. Wszystko widziałyśmy. V:*"
Kolejnego po obudzeniu od razu zostałam ściągnięta do salonu.
-Szybko słuchaj.
-No już.
-Ciiiiii.
Oczywiście wywiad chłopaków, a ta drze się jak szalona.
-Czy to prawda, że jeden z was w niedługim czasie zostanie ojcem?
Wszyscy patrzyli na siebie i uśmiechali się.
-Tak to prawda.
-Niall jak się czujesz jako przyszły tatuś?
-Świetnie. Jestem bardzo podekscytowany i szczęśliwy.
-To prawda chłopaki?
-Oczywiście, odkąd się dowiedzieli ten oszalał na punkcie dziecka. Wszyscy nie możemy się doczekać tego dnia.
-A kiedy to będzie?
-W grudniu. Przed świętami będziemy szczęśliwymi wujkami.
Zaśmiałam się i zrobiłam śniadanie.
-Boże jaki on jest szczęśliwy. Taki podjarany tą sytuacją.
Po kilku kolejnych dniach Rossie poleciała do Atlanty a wrócił Nialler. Podjarane dziecko, skakał mi po salonie i śpiewał.
-Możesz się uspokoić?
-Ale jestem taki szczęśliwy.
-Ale możesz się uspokoić?
Wieczorem zasnął na moich kolanach a kolejnego dnia obudził się o 13.
-Dzień dobry kochanie.
-Dzień dobry? Przespałeś pół dnia.
-Nie mogłaś mnie obudzić?
-Widziałam wczoraj, że jesteś zmęczony.
-A ty dawno nie śpisz?
-No troszkę. Kruszynka coraz częściej się przemieszcza.
-Ojjj mój skarbek nie daje mamusi spać? Nie ładnie kochanie. Daj mamusi spać.
To było urocze. Zaśmiałam się i zjedliśmy obiad. Po kilku dniach pojechaliśmy na zakupy do pokoju dziecka.
-Te są super.
-Kochanie, ale wiesz, że będziemy mieli córeczkę? A to są mebelki dla chłopca?
-Dobra dobra. Przecież żartuje. Chodźmy dalej.
W końcu znaleźliśmy odpowiednie mebelki. Kupiliśmy też farbę, bo trzeba jakoś pomalować ten pokój. Znów mieliśmy zrobione zdjęcia, a piszą o nas chyba we wszystkich gazetach. Przestałam się tym przejmować. Na twitterze Nialla jest pełno gratulacji i propozycji imion. Wszyscy się zastanawiają czy to będzie chłopiec czy dziewczynka i jak damy dziecku na imię. Bawi mnie to coraz bardziej. Niestety martwi mnie fakt, że jestem coraz bardziej grubsza. Wiem, że dopiero końcówka 5 miesiąca, ale już mam spory brzuch. Zawsze byłam szczupła a tu teraz taka zmiana. Po powrocie do domu napiłam się soku i Niall powiedział, że sam pomaluje ten pokój. Robił w tym pokoju coś przez całą noc. Rano jak weszłam do pokoju maleństwa to Niall był ubrudzony farbą do tego spał na podłodze powyginany we wszystkie strony. Zaprowadziłam go do sypialni i zeszłam do salonu. Cały dzień i noc spał a rano zadzwoniłam po chłopaków. Przyjechali po godzinie
-Wzywałaś pomoc w malowaniu pokoju?
-Tak. Wieczorem przyjadą mebelki a Niall Horan nie może poradzić sobie z malowaniem.
-Wcale, że nie.
-Oj przestań.
-To idziemy malować pokój naszej kochanej kruszynki. -odparł Zayn i pomaszerował na górę. Chłopaki siedzieli w pokoju do 15, ale wszystko skończyli. Umyci zeszli do mnie i zjedliśmy śniadanie. Później składali meble, które przyjechały, ale z tym było gorzej. Całą noc stukali a rano jak do nich weszłam to spali na kartonach, ale na ścianie wisiał ich plakat. Zaśmiałam się i porobiłam kilka zdjęć. Zrobiłam im śniadanie i po zjedzeniu dokończyli pokój.
Wyglądał prześlicznie, chłopaki postarali się. Przygotowałam im obiad w ramach podziękowania. Po tygodniu poszliśmy z Niallem do lekarza, przed szpitalem czekali na nas fotoreporterzy. Zrobili nas zdjęcia i pytali o płeć dziecka. Nic nie powiedzieliśmy, ale wracając odparł
-Ej a może wstawię dzisiaj na fcb zdjęcie uzg z podpisem, moja kochana córeczka.
-Nie ma problemu. Może znikną te dziwne domysły, ale jak się urodzi to nie chciałabym jej pokazywać tak od razu.
-Nie ma żadnego problemy. Też tak uważam, nie chce jej pokazywać światu. Chce ją chronić. Chce chronić was obie.
Wieczorem dodał to zdjęcie i od razu fanki zaczęły komentować. Teraz są bardzo miłe dla nas. Po kolejnym tygodniu chłopaki pojechali znów w trasę. Ja napisałam do Perrie czy wybierze się ze mną na zakupy, bo nasze dziecko ma mało ubrań. Chodziłyśmy po centrum i kupowałyśmy ciuchy. Kupiłam sobie sukienkę i sporo ubranek dla małej. Tak bardzo nie mogę się doczekać tego 10 Grudnia. Te miesiące minęły dosyć szybko, teraz wyglądam już strasznie. Nialler jest przy mnie już od dwóch dni i spełnia moje zachcianki. Ostatnio odwiedził mnie tata z Pattie, później był Justin, Josh z narzeczoną i Noah. Wszyscy robili sobie ze mną zdjęcia a ja wyglądam jak wieloryb. Dosłownie. Mała już tak kopie, że chyba zostanie tancerką albo piłkarzem. Tatuś mówi do niej codziennie i śpiewa jej kołysanki. W Londynie zrobiła się zima, spadł śnieg i jest zimno. Dziś już 10 grudnia a u mnie nic się nie dzieje. Kolejne 2 dni i nic, ciągle jestem w domu, ale pani doktor kazała mi jutro przyjechać. Spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy do szpitala już tydzień temu i codziennie coś dopakowuje. Najważniejsze to ubranka dla dziecka. Rano obudziłam się ze skurczami chyba, po śniadaniu z Niallem pojechaliśmy do szpitala. Tam wszystkie badania i lekarze sprawdzali tętno dziecka. Skurcze są coraz mocniejsze, dostałam jakąś kroplówkę. Niall jest przy mnie i trzyma mnie za rękę. Wszystko mnie tak bardzo boli. Czuję się jakby miało mnie rozerwać.

wtorek, 28 stycznia 2014

Rozdział 50.

Z Niallerem ustaliliśmy, że wprowadzimy się jak on już wróci, ale ja chcę mu zrobić niespodziankę. Dobrze, że zostawił mi samochód. Spakowałam wszystkie swoje rzeczy w kartony i po trochu zawożę do nowego domu. Narzeczony nie kazał mi się przemęczać, ale ja zwariuję jakbym miała siedzieć bezczynnie. Nie dźwigam nic jak zalecała doktor. Robię wszystko spokojnie i bez stresu. Prawie wszystko jest już przewiezione, teraz zostały jeszcze niektóre ciuchy. Nialler wraca za 3 dni a ja już chce mieć wszystko przeniesione. Dzisiaj jadę do centrum na zakupy, bo jeszcze wszystkiego nie kupiliśmy dodatków. Pokupowałam przeróżne ręczniki, sztućce, garnki, talerze itp. Wróciłam do domu i wszystko rozpakowywałam dwa razy dłużej. Do powrotu Nialla spałam w swoim mieszkaniu. Dzisiaj chłopaki przyjeżdżają, od rana pojechałam na zakupy i kupiłam jedzenie. Przygotowałam obiad i usłyszałam telefon.
-Hej skarbie gdzie jesteś? Jestem pod drzwiami i nikt mi nie otwiera.
-Hej. Nie otwieram, bo nie ma mnie w mieszkaniu. Przyjedź do domu mam niespodziankę.
Przebrałam się i narzeczony przyjechał. Od razu mocno go przytuliłam i pocałowałam.
-Łał jak to wszystko ślicznie wygląda. A ty co tu robisz?
-Przygotowałam obiad i chcę ci powiedzieć, że wszystkie moje rzeczy są już tutaj, więc mogę od dzisiaj tutaj mieszkać.
-Skarbie mówiłem, żebyś się nie przemęczała.
-Oj daj spokój. Robiłam wszystko spokojnie i delikatnie. Nic nam nie jest.
-Cieszę się. Teraz musimy przewieść moje rzeczy i witaj nasz nowy domku.
Zjedliśmy obiad i zostaliśmy już w domu. Nialler skoczył tylko po kilka swoich rzeczy i wrócił. Po dwóch dniach pojechaliśmy do szpitala. Już dziś dowiemy się czy to będzie dziewczynka czy chłopiec. Niall od samego rana chodzi niecierpliwy i szczęśliwy. Skacze z radości i co chwila coś nuci. Ubrałam się w sukienkę która jest jeszcze luźna, brzuch jest coraz większy i w większość rzeczy się nie mieszcze. To straszne, bo co będzie za dwa miesiące? Podjechaliśmy na miejsce i poszliśmy na Uzg.
-Chcecie znać płeć czy pozostawić was w niepewności?
-Oczywiście, że chcemy. Nie mogliśmy się doczekać tego spotkania.
-No dobrze, więc patrzmy.
Jeździła mi po tym brzuchu
-Wasze dziecko ostawiło się tak, że widać, że to dziewczynka. Tylko zobaczcie.
Po chwili nasza kruszynka przekręciła się,
-Widać, że dziecko będzie ruchliwe, już bardzo się rusza. Tutaj możecie zobaczyć jej rączki, nóżki, główkę i słychać bicie serduszka.
Popłakałam się jak słyszałam to malutkie serduszko. Nialler pocałował mnie i zakończyliśmy badanie.
-Kolejny raz ci powiem, żebyś uważała na siebie. Zdrowo odżywiała, nie denerwowała, nie przemęczała.
-Dobrze. Narzeczony mi nie pozwoli.
Wyszliśmy od mojego lekarza, ale jeszcze Niall poszedł przebadać się. Czekałam na niego na korytarzu a później pojechaliśmy na obiad. Po nim podjechaliśmy do domu chłopaków. Oni leżeli przed telewizorem i dołączyłam do nich.
-I jak byliście u lekarza?
-Tak. Przed obiadem.
-I co mam kupować prezenty dla chłopca czy dziewczynki?
-Dziewczynki. Będziemy mieć córkę.
-To cudownie, wujek ma pomysł na ubranka dla niej. -odparł Lou a my zaśmialiśmy się.
-A chcecie powiedzieć mediom?
-No raczej tak, bo już długo tego nie ukryję. Spójrzcie na mój brzuch. Jest duży.
-Nie chce cię martwić, ale będzie większy -oparł Harry i dostał ode mnie poduszką.
Po kilku dniach przywieźliśmy resztę rzeczy Nialla, wnosząc ostatni karton blondyn wbiegł przede mną i po chwili wrócił. Wziął mnie na ręce i przeniósł mnie drzwi.
-Co to miało być?
-Wejście do naszego domu. Wszystko już przewiezione, więc oficjalnie mieszkamy w naszym domu. Trzeba zrobić jakąś imprezę.
-Może grila co? Zaprosimy chłopaków, dziewczyny.
-Super. Może za 2 dni?
-Świetnie.
Tego samego dnia wieczorem siedzieliśmy na kanapie z laptopem. Ten wszedł na twittera i zabaczył mnóstwo pytań od fanek typu
"To prawda, że Victoria jest w ciąży?
-Niall skąd oni to wiedzą już co?
-Sam nie wiem.
Po chwili zadzwonił do nas Zayn i podał nazwę strony. Weszliśmy na nią i zobaczyliśmy zdjęcia z dzisiaj i jak wychodzimy ze szpitala. Oczywiście długi artykuł o tym, że podejrzewają, że jestem w ciąży.
-I co teraz?
-No co trzeba powiedzieć, nie ukryjemy tego dłużej. Spójrz na mnie.
-Wyglądasz pięknie. A może powiem na koncercie co?
-Zgoda.
Kolejnego dnia pojechaliśmy na zakupy, ubrałam większą sukienkę i nie było aż tak widać. Kupiliśmy wszystko na tego grila i zaprosiliśmy przyjaciół. Do końca dnia Niall wygłupiał się, później siedzieliśmy z laptopem i robiliśmy sobie zdjęcia. Kolejnego dnia wstałam 0 8 i przygotowałam śniadanie. Później staliśmy w kuchni i przygotowaliśmy jedzenie na grilla. Niall na koniec poszedł rozłożyć stolik, krzesła i najważniejsze grilla. Zrobiłam mu kilka zdjęć i stwierdziłam, że trzeba kupić jakąś huśtawkę dla ogrodu. Na 16 przyjechali wszyscy i zaczęliśmy można powiedzieć, że imprezę. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Nie obyło się oczywiście bez prezentów, Lou oczywiście kupił dla naszej córeczki body w paseczki i czerwone spodenki.
-Ale jak ją ubierzecie w to, to zadzwońcie do mnie i ja też się tak ubiorę.
-Dobra, dobra.
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, chłopaki później biegali po ogrodzie i grali w piłkę a my siedziałyśmy przy stole.
-Wiecie już jk ją nazwiecie? -spytała Eleanor
-W sumie to nie zastanawialiśmy się nad tym. Mamy jeszcze trochę czasu.
-A myśleliście nad ślubem? -spytała Danielle.
-W sumie to nie, ale ja nie chce iść do ołtarza z brzuchem. Teraz to chyba poczekamy aż urodzę. Może na drugi rok na lato, może za dwa lata.
-Oczywiście nasza trójka jest druhnami -odparła Perrie.
-No oczywiście, wasza trójka i Rossie, bo jej to obiecywałam od dzieciństwa.
Siedzieliśmy bardzo długo i rozmawialiśmy. Chłopcy troszkę za dużo wypili i zostali u nas na noc. Rano z dziewczynami przygotowałyśmy śniadanie, dziś założyłam bokserkę, bo było gorąco. Teraz dokładnie widać mój brzuch i w nocy czułam jak nasza córeczka się porusza. Przy śniadaniu też poczułam jak uderza mnie chyba nogą. Chłopaki są troszeczkę skacowani, dlatego po śniadaniu położyli się na kanapie. My z dziewczynami na internecie oglądałyśmy mebelki do pokoju dziecka.
-Dobra dziewczyny, ale mamy we dwójkę wybrać mebelki jak Niall wróci z trasy.
-To super, że chce się angażować w życie dziecka od początku.
Wieczorem wszyscy pojechali a my leżeliśmy na kanapie.
-Chcesz coś do picia?
-Może soku? Dziękuję.
Siedzieliśmy na ogrodzie, bo bardzo ładny wieczór mamy dziś. Późno położyliśmy się a po dwóch dniach Niall pojechał z chłopakami dokończyć trasę. Do mnie dzwoniła Rossie, że przylatuje mnie odwiedzić. Strasznie się cieszę, bo stęskniłam się za nią. Staram się nie wychodzić z domu, aby nie było niepotrzebnych zdjęć, ale dzisiaj muszę jechać na zakupy i po przyjaciółkę. Ubrałam jak zwykle luźną sukienkę, ale to jest ciężkie teraz. Niall ma powiedzieć na wywiadzie, że będzie miał dziecko. Nie mogę się doczekać. Kupiłam wszystko co potrzebne i oczywiście pełno paparazzich mnie śledziło. To już jest męczące. Podjechałam na lotnisko i przyjaciółka mnie mocno przytuliła.
-Jak wy się czujecie?
-Ale ciszej, bo tutaj pełno dodatkowych uszu. Chodź po drodze do domu porozmawiamy.
Po drodze rozmawiałyśmy i w domu też przy obiedzie rozmawiałyśmy. Teraz mamy mnóstwo czasu na rozmowę,
-Jak malutka?
-Dobrze, mogę ci ją pokazać chodź.
Wieczorem leżąc przed telewizorem przyjaciółka poczuła moją córeczkę.
-Najważniejsze jak ją nazwiecie?
-Nie zastanawialiśmy się nad tym. A masz jakieś propozycje?
-No pewnie. Rossie, Isabell.
-Cudne, Rossie najpiękniejsze.
Kolejnego dnia wieczorem oglądałyśmy koncert chłopaków, miałyśmy niezły ubaw. Na pytaniach zaskoczyłam się...

Rozdział 49.

Czas jakoś szybko zleciał, ale denerwowałam się. Nie wiem jacy oni są. Taksówką podjechaliśmy na miejsce i rodzice narzeczonego mocno mnie przytulili. Od razu czułam się lepiej, zjedliśmy obiad i Niall poszedł gdzieś z tatą a ja rozmawiałam z jego mamą.
-Kochanie a jak ty się czujesz? Jak dziecko?
-Dobrze. Wczoraj byliśmy na UZG i maleństwo rośnie.
-A macie to zdjęcie?
-Oczywiście zaraz pani pokarzę.
Znalazłam w torebce zdjęcie i pokazałam pani Maurze. Ta uśmiechnęła się i pokazała mężowi. Do wieczora siedzieliśmy w salonie i rozmawialiśmy. Kolejnego dnia przyjechał starszy brat Nialla Greg z żoną Denise i synkiem Theo. To dziecko jest takie słodziutkie. Już niedługo my będziemy mieli takiego słodziaka. Widać, że Niall jest w nim zakochany, bo od razu wziął go na ręce i nie chciał oddać mamie. My przygotowaliśmy produktu na grilla, zrobiłam z Denise sałatkę.
-Denise nie bałaś się, że nie będziesz umiała się zająć małym?
-Początkowo byłam przerażona, ale mama pomogła mi. Najgorsze są pierwsze dni, a ja miałam doświadczenie z maluchami, bo mam młodsze rodzeństwo. A ty nie masz rodzeństwa?
-Niestety nie, jestem jedynaczką odkąd mój starszy brat zginął z mamą.
-Tak mi przykro. To ja ci mogę wszystko pokazać.
Gdy Denise przebierała małego to poszłam z nią i wyjaśniła mi. I tak bardzo się denerwuje, Co jeśli nie dam sobie rady? Kolejnego dnia Niall zabrał mnie na spacer, akurat był jakiś festiwal i było bardzo kolorowo. Idąc ulicą mijaliśmy bardzo dużo ludzi, fanki podchodziły do nas i prosiły o zdjęcia z idolem. W pewnym momencie zauważyliśmy tańczące dzieci, podeszliśmy bliżej i zobaczyliśmy, że tańczą taniec irlandzki. Uśmiechnęłam się i przeszliśmy dalej. Niall bardzo często tak tańczy w domu i na wywiadach. Wieczorem wróciliśmy do domu a po kilku dniach wróciliśmy do Londynu. Tam przechodząc koło kiosku zobaczyłam siebie z Niallem na okładce. Kupiłam gazetę i wróciłam do mieszkania.
"W zeszłym tygodniu Niall Horan wraz ze swoją narzeczoną Victorią odwiedzili rodziców chłopaka. Jednego dnia wyszli na spacer po festynie. Victoria tego dnia założyłam obcisłą bluzkę, która podkreślała jej zaokrąglony brzuch. Czy dziewczyna jest w ciąży czy też ostatnio jej się trochę przytyło? Nie zapominajmy, że jej narzeczony bardzo dużo je. Co chwila można go zobaczyć z różnymi słodyczami i fast foodami. Może to on zaraził ją miłością do jedzenia?"
To jest kpina, może tamtego dnia zapomniałam założyć coś luźnego, ale to nie jest powód, żeby twierdzić, że przytyłam. Odłożyłam gazetę i zjadłam śniadanie. Wtedy usłyszałam dzwonek.
-Hej Vicky mam dla ciebie niespodziankę. Zejdziesz na dół?
-Jasne. Tylko się przebiorę.
Co ten Niall kombinuje? Założyłam sukienkę i zeszłam do chłopaka.
-Gdzie jedziemy skarbie?
-Zaraz zobaczysz.
Podjechaliśmy pod śliczny dom i weszliśmy do środka.
-Kochanie to nasz nowy dom.
-Niall mówisz serio?
-Oczywiście. Nie urządzony jeszcze, ale to niedługo. Pod koniec wakacji będziemy mogli się wprowadzić.
-Ale jak nie jest urządzone to ja chce wszystko zaplanować.
-Ale nie powinnaś się przemęczać.
-To będzie dla mnie przyjemność.
Jestem taka podekscytowana, od razu wymierzyłam wszystkie pokoje.
-Ej spokojnie, nie musisz wszystkiego od razu planować.
-Ale chciałabym już mieszkać z tobą kochanie.
Ten pocałował mnie czule i jeszcze pospacerowałam po domu i wyszłam na ogród. Tutaj jest pięknie.
-Ale chodź, pokarzę ci coś jeszcze.
Zamknęliśmy dom i spacerowaliśmy po okolicy. Poznawałam tą okolicę, to tutaj Zayn ma swój dom.
-Tutaj mieszka Lou, Liam, Harry i Zayn.
-To wspaniale. A oni pokazali dziewczynom domy?
-Jeszcze nie. Oni chcą im pokazać wszystko urządzone.
Pocałowałam narzeczonego i późno odwiózł mnie do domu. Po dwóch tygodniach wyjechał w trasę, ale zostawił mi samochód i klucze do domu. Ja siedzę w dresie i rysuje plany. Za tydzień chłopaki przyjadą na kilka dni i wtedy wspólnie wybierzemy meble. Dzisiaj mam dodatkowo rozmowę z panem Willem. Umówiliśmy się w kawiarni. Mój brzuch jest coraz bardziej widoczny, ale nadal noszę luźne ciuchy, żeby nie było widać. Nikt narazie nic nie podejrzewa. Datę porodu mam wyznaczoną na 10 grudnia, środek zimy. Ubrałam się i wyszłam na spotkanie.
-Dzień dobry.
-Witaj Victoria. Jak się masz?
-Bardzo dobrze. A pan?
-A dobrze.
Rozmawialiśmy przy ciastku
-Mam dla ciebie propozycje pracy. Bo potrzebuję architekta, otworzyłem swój salon i chciałbym, żebyś w nim pracowała.
-Bardzo dobra wiadomość, ale niestety muszę odmówić, bo jestem w ciąży. Nie chcę się przemęczać. Mam jeszcze swój dom do ogarnięcia.
-Rozumiem. Wielka szkoda, ale jak będziesz chciała wrócić do pracy to masz moją wizytówkę. W każdej chwili jestem w stanie cię przyjąć.
-Dziękuję serdecznie.
Wracając spacerowałam trochę po centrum. Kupiłam sobie kawałek ciasta i wróciłam. Zajęłam się tym naszym domem. Siedziałam nad nim kilka dni, ale większość obrysowałam. Został pokój dla dziecka, ale to mamy zrobić wspólnie z Niallem. Dzisiaj mam strasznego lenia, po obudzeniu założyłam dresy bokserkę i leżę przed telewizorem. Przerwał mi telefon
-Hej piękna co robisz?
-Hej Perrie, leżę przed telewizorem. A co u ciebie?
-A nudzę się, mamy dzień wolnego. Mogę wpaść do ciebie?
-Jasne. Zapraszam.
Zanim przyjaciółka przyjechała to ogarnęłam mieszkanie. Nalałam dla nas soku i usiadłyśmy w salonie. Ta przyniosła ciastkami i prezent.
-Nie musiałaś kupować prezentów.
-Ale nie mogłam się powstrzymać.
Otworzyłam a tam śliczne
body i skarpetki. Sama ostatnio jak przechodziłam koło sklepu dla dzieci to chciałam tam wejść, ale media mnie śledziły a oni nie wiedzą o ciąży.
-Jakie śliczne. Ale nie musiałaś.
-Dziecko od początku musi wyglądać ślicznie.
Do wieczora siedziałyśmy razem i żartowałyśmy. Chciałabym już wiedzieć czy to chłopiec czy dziewczynka, ale trzeba czekać aż do 5 miesiąca.
Kolejnego dnia przyjechał do mnie narzeczony i przez te dni, które był w Londynie pokazałam mu projekty i jeździliśmy wybierając meble. Pokój dziecięcy mamy przygotować dopiero pod koniec wakacji. Niall tym razem poleciał do Europy a ja wynajęłam ekipę remontową i od dzisiaj zaczynają pracę nad naszym domem. Pilnuję wszystkiego i mam oko nad tym. Ogólnie to zeszło im półtora miesiąca. Z Niallerem ustaliliśmy, że wprowadzimy się jak on już wróci, ale ja chcę mu zrobić niespodziankę. Dobrze, że zostawił mi samochód.