Obudziła ich mała, bo zaczęła płakać. Ogarnęli się i zjedli śniadanie. Później ogarnęli salon a ja zajęłam się dzieckiem. Do wieczora siedzieli z Isabell i co chwila kto inny ją nosił. Uśmiechałam się. Po dwóch miesiącach Niall musiał jechać w trasę. My zostałyśmy w domu, Isabell jest śliczna i coraz częściej uśmiecha się. Teraz jest już Luty, zima nadal trzyma, ale muszę wyjść na zakupy. Ubrałyśmy się i spacerkiem z fotoreporterami przeszłyśmy do sklepu. Ochrona na szczęście nie wpuściła ich do środka, całe szczęście. Bella smacznie sobie spała, więc spokojnie wybrałam najpotrzebniejsze produkty i wróciłam do domu. Nie udało im się zrobić zdjęcia małej, co mnie cieszy, bo nie chcę tego. Wiem, że kiedyś ją zobaczą, ale lepiej z tym poczekać. Narzeczony dzwoni codziennie na skypie, ale to nie to samo. Powinien być tutaj z nami. Jednak cieszę się, że spełnia swoje marzenia. Usiadłam z maleństwem na kanapie i włączyłam telewizje. Akurat leciał koncert chłopaków, przyciszyłam troszkę i maleństwo zasnęło. Później rozmawiałam z narzeczonym. Poczekałam aż Isabell skończyła 3 miesiąc i zamówiłam bilety do Atlanty. Dzisiaj spakowałam nas i ubrałam maleństwo. Niosłam ją w foteliku, bo trzeba jechać taksówką. Dodatkowo zabrałam ze sobą wózek i podjechałyśmy na miejsce. Tata wie o naszym przyjeździe i ma nas odebrać. Wsiadłam do samolotu i odkryłam Isabell. Już zaczynała płakać. Nakarmiłam ją i prawie całą podróż spała. Na miejscu znów zakryłam ją i wyszłyśmy. Skąd oni wiedzieli, że tutaj będę? Tata przywitał mnie i wiedział o co chodzi, dlatego jak najszybciej wsiedliśmy do samochodu. W domu Pattie przywitała nas i wzięła Isabell. Ja rozebrałam się spokojnie i zjedliśmy kolacje. Później położyłyśmy się w pokoju gościnnym. Rodzice przenieśli się do starego domu, bo tamten podobno był zbyt duży. Rano przy śniadaniu zaskoczyli mnie
-A Justin mieszka gdzieś niedaleko z Rossie tak?
-To ty nic nie wiesz? -zapytała Pattie.
-A co mam wiedzieć?
-My nie powinniśmy ci mówić. Musisz porozmawiać z Rossie. Justin mieszka w na obrzeżach Atlanty.
Dzwoniłam do Rossie i dowiedziałam się, że jest u Ethana w mieszkaniu. Tata zawiózł nas do nich, przyjaciółka mocno przytuliła mnie. Ethana nie było, bo ma już kilka siłowni i musi to wszystko ogarniać. Gdy Isabell zasnęła my mogłyśmy porozmawiać.
-Ej Rossie co się dzieje? Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś nic?
Perspektywa Rossie.
Od 2 miesięcy nie mam kontaktu z Justinem. Zerwaliśmy, bo nie mogłam patrzeć na to jak on się zmienia. Zaczął brać narkotyki, nie widywaliśmy się kłóciliśmy. To było już bez sensu. Szkoda, że po tym jak się rozstaliśmy to dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Teraz to już prawie 3 miesiąc. Dodatkowo pokłóciłam się z rodzicami i oni wyrzucili mnie z domu. Dobrze, że Ethan przyjął mnie do siebie, bo nie wiem gdzie bym trafiła. Pattie wie o swoim wnuku, bo nie miałam serca jej nie mówić. Widziałam w jej oczach iskierki jak rozmawialiśmy o dziecku Victorii. Jak byliśmy u nich na kolacji to mówiła, że bardzo by chciała mieć wnuki. Poprosiłam ją tylko, aby nie mówiła Justinowi, nie chce, żeby wiedział. Opowiedziałam wszystko Victorii i ta mocno mnie przytuliła.
Perspektywa Vicky.
-Rossie, dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś?
-Miałaś swoje problemy, dodatkowo dziecko. Nie chciałam cię martwić.
Przytuliłam mocno przyjaciółkę i chwile tak siedziałyśmy, ale zaczęła płakać Isabell. Nakarmiłam ją, przebrałam i siedziałyśmy we trzy do wieczora.
-Pattie powiedziała, że mi pomoże.
-Rossie powinnaś powiedzieć Justinowi o dziecku.
-Nie Vicky. Nie chce go widzieć, chce się wyszaleć, więc proszę bardzo. Niech się bawi, ale później będzie za późno. Nie chcemy takiego Justina.
-Ale może jak usłyszy o dziecku to uspokoi się. Pomyśli racjonalnie.
-Nie wiem. Obiecaj mi, że mu nic nie powiesz.
-Obiecuję, ale wiesz jakie jest moje zdanie.
Wieczorem jak wrócił Ethan to był zachwycony Bellą. Jak Rossie wyszła ja go zapytałam
-Jak sobie radzicie?
-Dobrze, Rossie trochę gorzej. Ale wiesz, że ja jej nie zostawię. Będzie mieszkać u mnie.
-Dziękuję Ethan.
-Nie masz za co. To moja przyjaciółka. Pomogę jej w wychowaniu dziecka jeśli nie powie Justinowi. A jemu mam ochotę wpieprzyć.
-No ja też, pojadę z nim porozmawiać.
Wieczorem wróciłam do domu a kolejnego dnia chciałam porozmawiać z bratem. Dzwoniłam do niego, ale nie odbierał.
-Pattie zostaniesz z Isabell?
-Oczywiście kochanie, nie ma problemu. Weź mój samochód a tutaj masz adres.
Podała mi karteczkę. Dałam jej buziaka i wyszłam. Podjechałam na miejsce i zatkało mnie. Niesamowity dom. Zapukałam, ale nikt mi nie otwierał. Nie zdziwiłam się jak drzwi były otwarte. Po schodach właśnie schodził Justin w spodenkach.
-Siostra jak ja dawno cię nie widziałem. Tęskniłem.
-Ja też tęskniłam.
Przytuliłam go i poczułam alkohol.
-Mogę wiedzieć co ty odpieprzasz?
-Ale o co ci chodzi?
-Chodzi o Rossie, tak mnie zapewniałeś, że jej nie skrzywdzisz, że nie zostawisz a teraz co?
-Musimy odpocząć trochę od siebie?
-Odpocząć a zerwać oświadczyny to zupełnie inne sprawy.
-Ale to ona zerwała oświadczyny.
-Dobrze, ale co ty wyczyniasz człowieku? Alkohol, ciągłe imprezy, narkotyki? Kim ty jesteś? Albo inaczej w kogo ty się zamieniłeś?
-Jestem sobą, ale muszę trochę odreagować. Jestem młody chcę się wyszaleć.
-A co z Rossie? Nie kochasz jej? To po co było to wszystko? Po co robiłeś dziewczynie nadzieje?
-A kto powiedział, ż jej nie kocham. Kocham, ale muszę się wyszaleć. Mam 20 lat. Nie chce zakładać rodziny tylko wyszaleć się, chodzić na imprezy.
-To kiedy chcesz założyć rodzinę?
-Nie wiem, może jak będę miał 26 może 27 lat.
-A nie pomyślałeś, że wtedy może być za późno? My z Niallem mamy dziecko i co? Później może być za późno.
Nie widziałam sensu rozmowy z nim, kiedy mówiłam ten zaczął palić. Odjechałam i wróciłam do domu.
-I jak mój skarbek?
-Dobrze, grzeczniutka jest. A jak rozmowa z Justinem?
-Nijak, on strasznie się zmienił? Chce się wyszaleć, więc proszę bardzo. A ja chcę zabrać Rossie do siebie, tam może przestanie myśleć o tym wszystkim.
-Nie wiem czy to jest dobry pomysł.
Później pojechałam odwiedzić Josha, on mieszka ze swoją narzeczoną i widać, że są bardzo szczęśliwi. Wieczorem wróciłam do domu taty i zostałam jeszcze kilka dni, ale trzeba wracać do Londynu. Dzisiaj tata odwiózł nas i pożegnał. W samolocie Isabell znów była grzeczna, ale tym razem nie spała. Rozglądała się bardzo uważnie, w Londynie było sporo paparazzich, ale i fanek. To chyba nie z mojego powodu? Po chwili usłyszałam....
czwartek, 30 stycznia 2014
Rozdział 52.
Perspektywa Nialla.
Ona tak strasznie krzyczy, nie wiem co mam robić. Trzymam ją za rękę a pielęgniarka karze mocno przeć. Po kilku godzinach krzyków Vicky usłyszeliśmy płacz naszej kruszynki. Ona jest taka malutka a Victoria wykończona. Mimowolnie po moim policzku spłynęła łza. Widziałam, że narzeczona też się rozpłakała. Chwilę potrzymaliśmy dziecko i zabrali ją na badania. Vicky też zabrali. Ja czekałem na nie przed salą. Zadzwoniłem w tym czasie do chłopaków
-Jesteście wszyscy razem?
-No tak. Chłopaki są ze mną.
-To włącz na głośno mówiący.
-Co jest Niall?
-Vicky właśnie urodziła. Słyszycie mam córkę. Jest taka śliczna.
-Cieszymy się.
Po jakimś czasie przywieźli je obie. Widać, że Victoria jest bardzo zmęczona. W sumie to jest już noc.
-Ja rozumiem, że jesteś tatą, ale przyjedź rano. Dziewczyny muszą odpocząć.
Pocałowałem córkę, narzeczoną i wróciłem do domu. Nie mogłem zasnąć a rano od razu napisałem do rodziców i do taty Vicky. Ogarnięty podjechałem do nich. Vicky spała a maleństwo leżało w łóżeczku. Pocałowałem córkę i wziąłem na ręce.
Spacerowałem z nią po sali i uśmiechałem się. Przyszła do nas pielęgniarka,
-Macie bardzo grzeczne dziecko. Prawie wcale nie płakała.
-Cieszę się. A co z nimi?
-Wszystko dobrze. Victoria jest bardzo zmęczona, bo to trwało dość długo. Powinna dużo wypoczywać. Więc lepiej jak dziś i jutro nikt nie będzie przychodził.
-Nie ma problemu. Dziewczyny są najważniejsze.
Po około pół godziny narzeczona obudziła się
-Bardzo zmęczona?
-Nie już nie. Prawie całą noc spałyśmy.
Vicky nakarmiła małą i ta zaraz zasnęła a ja usiadłem obok niej.
-Kochanie co z imieniem? Nie możemy mówić do niej malutka, maleństwo,kruszynka.
-Myślałem nad tym całą noc. Może Isabell?
-Isabell Horan. Cudnie.
-Może już niedługo i Victoria Horan co?
-Wiesz, że chcę zgubić ten brzuch.
-Nie śpieszmy się. Mamy czas.
-Kocham cię.
Cały dzisiejszy dzień i kolejny spędziłem u dziewczyn. Kolejnego też z rana pojechałem.
Perspektywa Vicky.
Isabell jest taka śliczna. Nasze maleństwo. Poród trwał sporo, ale warto było. Ona jest urocza. Nie mogę oderwać od niej wzroku. Niall też jest bardzo zakochany, ciągle ją nosi i trzyma na rękach. Dzisiaj też rano przyjechał do nas i siedzimy sobie. Ja już się czuję coraz lepiej. Widzę to maleństwo sam uśmiech wchodzi na moją twarz. Po obiedzie przyjechali chłopcy, ciągle nosili maleńką i przynieśli prezenty dla niej. Czuję, że oni będą ją rozpieszczać. Wieczorem pojechali a my zostałyśmy same. Po kilku kolejnych dniach wypisali nas. Ubrałam się i malutką a Niall przywiózł fotelik do samochodu. Wiem, że ona w nim utonie, bo jest taka malutka.
-Pod hotelem jest mnóstwo fotoreporterów i fanek.
-Oby jej tylko nie wystraszyli.
-Damy radę. Ja ją wezmę, przykryjemy ją kocykiem, żeby nie udało im się zrobić zdjęcia.
-Kocham cię.
-A ja kocham was.
Zabraliśmy wszystko i wyszliśmy. Przed wyjściem zakryliśmy ją dokładnie. Oczywiście po wyjściu mnóstwo zdjęć i ludzi, ale jakoś przepchnęliśmy się do samochodu i odjechaliśmy. W domu była taka cisza, tatuś rozebrał córeczkę i zaniósł do łóżeczka a ja zrobiłam na herbaty. Po około dwóch dniach wszystko już chyba mamy ustalone i jestem coraz lepsza w przewijaniu i kąpaniu. Początkowo wszystko wydawało się takie trudne, ale teraz jest łatwiej. Czuję, że mam to we krwi. Od kilku dni Niall tak jakby unika mnie, wcale nie podchodzi do Isabell ani nic. Wychodzi gdzieś i wraca późno. Wiedziałam, że on pojedzie w trasę, ale samej jest mi ciężko. Mam tego dość, po śniadaniu włożyłam Isabell do wózeczka i czekałam na narzeczonego. Gdy przyszedł chciał od razu wejść na górę.
-Niall musimy pogadać. Mamy problem.
-Jaki problem? Co się stało?
-To, że unikasz mnie i nasze dziecko. Co się dzieje? Potrzebuje twojej pomocy.
-No dobra, ale usiądźmy. -usiedliśmy na kanapie i ten popatrzył mi prosto w oczy.
-Niall przez te początkowe dni było super, radziłeś sobie świetnie. Co jest grane?
-Przestraszyłem się. Ona jest taka malutka, co jeśli ją upuszczę albo coś jej zrobię. Boję się rozumiesz. Zdałem sobie sprawę, że przy dziecku jest dużo obowiązków. Boję się, że sobie nie poradzę.
-Ale kochanie jesteśmy w tym razem. Mamy dopiero po 20 lat, ja też się boję. Ale poradzimy sobie słyszysz. Bez ciebie nie dam rady. Wiem, że jest dużo obowiązków, ale tylko spójrz na tąa kruszynkę.
-Przepraszam cię. Przepraszam was.
-Nie masz za co. Ja też się cholernie boję.
Ten pocałował mnie i mocno przytulił. W tym momencie Isa zaczęła płakać.
-Zostań ja po nią pójdę.
Wrócił dawny Nialler,nasz kochany szczęśliwy tatuś. Uśmiechnęłam się.
-Widzisz nie ma się czego bać.
-Ej może zaprosimy chłopaków za 2 dni? Bo oni bardzo chcą przyjechać do maleństwa.
-Zgoda. To trzeba coś przygotować.
Kolejnego dnia Niall został z dzieckiem a ja podjechałam na zakupy. Na życzenie narzeczonego kupiłam też alkohol. Po powrocie rozpakowaliśmy wszystko i nakarmiłam maleństwo. Nie mam pokarmu, dlatego od razu musimy karmić Isabell butelką. Przygotowałam dzisiaj ciasto a kolejnego dnia przygotowałam kolację i przyjechali chłopcy i Perrie. Cieszę się, że przyjechała z nimi, bo sama to bym zwariowała. Po zjedzeniu przenieśliśmy się do salonu i chłopaki zaczęli pić. Maleństwo zaczęło płakać, dlatego przygotowałam mleko i weszłam do niej do pokoju. Ona za nic się nie uspakajała. Przyszła Perrie, ale nic nie pomagało. Przestawała na chwilę, ale po chwili znów strasznie krzyczała. Boże co jej jest? Kilka dni temu było podobnie, ale nie krzyczała tak głośno. Jeść nie chciała, pić też nie.
-Ej Perrie może podgrzej nam pieluszkę co? W moim pokoju jest żelazko to przynieś tutaj i wyprasuj pieluszkę jak możesz.
Po chwili przyłożyliśmy jej ciepłą pieluszkę do brzuszka i wtedy przyszedł też wcięty Niall.
-Co jest?
-Sama nie wiem. Nie chce się uspokoić.
-A może ja ją wezmę co?
-Niall nie. Nie w takim stanie. Idź sobie proszę.
Rozpłakałam się już, bo ona tak cierpi. Już miałam zamiar dzwonić po lekarza, ale przestała płakać po tej pieluszce. Bardzo ulżyło mi. Jednak nadal nie mogłam jej odłożyć, bo zaczynała płakać. Chodziłam z nią, ale jak zasnęła to usiadłam na kanapie, którą chłopaki wstawili.
-Nienawidzę jak ona tak płacze.
-Nikt nie lubi jak jego dzieci płaczą. Przynieść ci coś?
-Może wody?
Perrie przyniosła mi wodę i dodatkowo kawałek ciasta. Delikatnie napiłam się, ale jedząc obudziła się. Perrie wzięła ją i uspokoiła. Odłożyła ją i ta spała. Uspokoiłam się wreszcie, ale wychodząc usłyszałam krzyk chłopaków i płacz.
-Cholera jasna.
Mała znów nie chciała zasnąć, nosiłam ją a jak chciałam odłożyć to zaczynała płakać. Perrie zeszła na dół, ale słyszałam co mów
-Czy wy do cholery nie możecie się zachowywać ciszej? Przed momentem swoimi wrzaskami obudziliście maleństwo.
Ona jest świetna, po chwili wróciła a na dole była cisza. Siedziałyśmy dosyć długo w pokoiku malutkiej. Wreszcie jak zasnęła to zeszłyśmy do salonu a chłopaki spali.
-Ładnie ich uspokoiłaś.
-Dziękuję, ale trzeba ich obudzić, bo jedziemy do domów.
-Daj spokój. Mieszkają niedaleko, więc niech zostaną już.
-No dobrze, ale ja muszę wracać. Jutro mam próbę i wywiad. Więc uciekam do domku.
-Jasne, to do zobaczenia.
Dałam jej buziaka i pojechała a ja tylko przykryłam chłopaków i weszłam do siebie. W nocy obudziła mnie Isabell, więc resztę nocy spała ze mną. Rano jak się obudziłam to ta już patrzyła. Dałam jej buziaka i podniosłyśmy się. Przebrałam ją i sama ogarnęłam się szybko. Zeszłam na dół a oni jeszcze spali. Jak dzieci. Maleństwo leżało w wózeczku a ja przygotowałam śniadanie.
Ona tak strasznie krzyczy, nie wiem co mam robić. Trzymam ją za rękę a pielęgniarka karze mocno przeć. Po kilku godzinach krzyków Vicky usłyszeliśmy płacz naszej kruszynki. Ona jest taka malutka a Victoria wykończona. Mimowolnie po moim policzku spłynęła łza. Widziałam, że narzeczona też się rozpłakała. Chwilę potrzymaliśmy dziecko i zabrali ją na badania. Vicky też zabrali. Ja czekałem na nie przed salą. Zadzwoniłem w tym czasie do chłopaków
-Jesteście wszyscy razem?
-No tak. Chłopaki są ze mną.
-To włącz na głośno mówiący.
-Co jest Niall?
-Vicky właśnie urodziła. Słyszycie mam córkę. Jest taka śliczna.
-Cieszymy się.
Po jakimś czasie przywieźli je obie. Widać, że Victoria jest bardzo zmęczona. W sumie to jest już noc.
-Ja rozumiem, że jesteś tatą, ale przyjedź rano. Dziewczyny muszą odpocząć.
Pocałowałem córkę, narzeczoną i wróciłem do domu. Nie mogłem zasnąć a rano od razu napisałem do rodziców i do taty Vicky. Ogarnięty podjechałem do nich. Vicky spała a maleństwo leżało w łóżeczku. Pocałowałem córkę i wziąłem na ręce.
Spacerowałem z nią po sali i uśmiechałem się. Przyszła do nas pielęgniarka,
-Macie bardzo grzeczne dziecko. Prawie wcale nie płakała.
-Cieszę się. A co z nimi?
-Wszystko dobrze. Victoria jest bardzo zmęczona, bo to trwało dość długo. Powinna dużo wypoczywać. Więc lepiej jak dziś i jutro nikt nie będzie przychodził.
-Nie ma problemu. Dziewczyny są najważniejsze.
Po około pół godziny narzeczona obudziła się
-Bardzo zmęczona?
-Nie już nie. Prawie całą noc spałyśmy.
Vicky nakarmiła małą i ta zaraz zasnęła a ja usiadłem obok niej.
-Kochanie co z imieniem? Nie możemy mówić do niej malutka, maleństwo,kruszynka.
-Myślałem nad tym całą noc. Może Isabell?
-Isabell Horan. Cudnie.
-Może już niedługo i Victoria Horan co?
-Wiesz, że chcę zgubić ten brzuch.
-Nie śpieszmy się. Mamy czas.
-Kocham cię.
Cały dzisiejszy dzień i kolejny spędziłem u dziewczyn. Kolejnego też z rana pojechałem.
Perspektywa Vicky.
Isabell jest taka śliczna. Nasze maleństwo. Poród trwał sporo, ale warto było. Ona jest urocza. Nie mogę oderwać od niej wzroku. Niall też jest bardzo zakochany, ciągle ją nosi i trzyma na rękach. Dzisiaj też rano przyjechał do nas i siedzimy sobie. Ja już się czuję coraz lepiej. Widzę to maleństwo sam uśmiech wchodzi na moją twarz. Po obiedzie przyjechali chłopcy, ciągle nosili maleńką i przynieśli prezenty dla niej. Czuję, że oni będą ją rozpieszczać. Wieczorem pojechali a my zostałyśmy same. Po kilku kolejnych dniach wypisali nas. Ubrałam się i malutką a Niall przywiózł fotelik do samochodu. Wiem, że ona w nim utonie, bo jest taka malutka.
-Pod hotelem jest mnóstwo fotoreporterów i fanek.
-Oby jej tylko nie wystraszyli.
-Damy radę. Ja ją wezmę, przykryjemy ją kocykiem, żeby nie udało im się zrobić zdjęcia.
-Kocham cię.
-A ja kocham was.
Zabraliśmy wszystko i wyszliśmy. Przed wyjściem zakryliśmy ją dokładnie. Oczywiście po wyjściu mnóstwo zdjęć i ludzi, ale jakoś przepchnęliśmy się do samochodu i odjechaliśmy. W domu była taka cisza, tatuś rozebrał córeczkę i zaniósł do łóżeczka a ja zrobiłam na herbaty. Po około dwóch dniach wszystko już chyba mamy ustalone i jestem coraz lepsza w przewijaniu i kąpaniu. Początkowo wszystko wydawało się takie trudne, ale teraz jest łatwiej. Czuję, że mam to we krwi. Od kilku dni Niall tak jakby unika mnie, wcale nie podchodzi do Isabell ani nic. Wychodzi gdzieś i wraca późno. Wiedziałam, że on pojedzie w trasę, ale samej jest mi ciężko. Mam tego dość, po śniadaniu włożyłam Isabell do wózeczka i czekałam na narzeczonego. Gdy przyszedł chciał od razu wejść na górę.
-Niall musimy pogadać. Mamy problem.
-Jaki problem? Co się stało?
-To, że unikasz mnie i nasze dziecko. Co się dzieje? Potrzebuje twojej pomocy.
-No dobra, ale usiądźmy. -usiedliśmy na kanapie i ten popatrzył mi prosto w oczy.
-Niall przez te początkowe dni było super, radziłeś sobie świetnie. Co jest grane?
-Przestraszyłem się. Ona jest taka malutka, co jeśli ją upuszczę albo coś jej zrobię. Boję się rozumiesz. Zdałem sobie sprawę, że przy dziecku jest dużo obowiązków. Boję się, że sobie nie poradzę.
-Ale kochanie jesteśmy w tym razem. Mamy dopiero po 20 lat, ja też się boję. Ale poradzimy sobie słyszysz. Bez ciebie nie dam rady. Wiem, że jest dużo obowiązków, ale tylko spójrz na tąa kruszynkę.
-Przepraszam cię. Przepraszam was.
-Nie masz za co. Ja też się cholernie boję.
Ten pocałował mnie i mocno przytulił. W tym momencie Isa zaczęła płakać.
-Zostań ja po nią pójdę.
Wrócił dawny Nialler,nasz kochany szczęśliwy tatuś. Uśmiechnęłam się.
-Widzisz nie ma się czego bać.
-Ej może zaprosimy chłopaków za 2 dni? Bo oni bardzo chcą przyjechać do maleństwa.
-Zgoda. To trzeba coś przygotować.
Kolejnego dnia Niall został z dzieckiem a ja podjechałam na zakupy. Na życzenie narzeczonego kupiłam też alkohol. Po powrocie rozpakowaliśmy wszystko i nakarmiłam maleństwo. Nie mam pokarmu, dlatego od razu musimy karmić Isabell butelką. Przygotowałam dzisiaj ciasto a kolejnego dnia przygotowałam kolację i przyjechali chłopcy i Perrie. Cieszę się, że przyjechała z nimi, bo sama to bym zwariowała. Po zjedzeniu przenieśliśmy się do salonu i chłopaki zaczęli pić. Maleństwo zaczęło płakać, dlatego przygotowałam mleko i weszłam do niej do pokoju. Ona za nic się nie uspakajała. Przyszła Perrie, ale nic nie pomagało. Przestawała na chwilę, ale po chwili znów strasznie krzyczała. Boże co jej jest? Kilka dni temu było podobnie, ale nie krzyczała tak głośno. Jeść nie chciała, pić też nie.
-Ej Perrie może podgrzej nam pieluszkę co? W moim pokoju jest żelazko to przynieś tutaj i wyprasuj pieluszkę jak możesz.
Po chwili przyłożyliśmy jej ciepłą pieluszkę do brzuszka i wtedy przyszedł też wcięty Niall.
-Co jest?
-Sama nie wiem. Nie chce się uspokoić.
-A może ja ją wezmę co?
-Niall nie. Nie w takim stanie. Idź sobie proszę.
Rozpłakałam się już, bo ona tak cierpi. Już miałam zamiar dzwonić po lekarza, ale przestała płakać po tej pieluszce. Bardzo ulżyło mi. Jednak nadal nie mogłam jej odłożyć, bo zaczynała płakać. Chodziłam z nią, ale jak zasnęła to usiadłam na kanapie, którą chłopaki wstawili.
-Nienawidzę jak ona tak płacze.
-Nikt nie lubi jak jego dzieci płaczą. Przynieść ci coś?
-Może wody?
Perrie przyniosła mi wodę i dodatkowo kawałek ciasta. Delikatnie napiłam się, ale jedząc obudziła się. Perrie wzięła ją i uspokoiła. Odłożyła ją i ta spała. Uspokoiłam się wreszcie, ale wychodząc usłyszałam krzyk chłopaków i płacz.
-Cholera jasna.
Mała znów nie chciała zasnąć, nosiłam ją a jak chciałam odłożyć to zaczynała płakać. Perrie zeszła na dół, ale słyszałam co mów
-Czy wy do cholery nie możecie się zachowywać ciszej? Przed momentem swoimi wrzaskami obudziliście maleństwo.
Ona jest świetna, po chwili wróciła a na dole była cisza. Siedziałyśmy dosyć długo w pokoiku malutkiej. Wreszcie jak zasnęła to zeszłyśmy do salonu a chłopaki spali.
-Ładnie ich uspokoiłaś.
-Dziękuję, ale trzeba ich obudzić, bo jedziemy do domów.
-Daj spokój. Mieszkają niedaleko, więc niech zostaną już.
-No dobrze, ale ja muszę wracać. Jutro mam próbę i wywiad. Więc uciekam do domku.
-Jasne, to do zobaczenia.
Dałam jej buziaka i pojechała a ja tylko przykryłam chłopaków i weszłam do siebie. W nocy obudziła mnie Isabell, więc resztę nocy spała ze mną. Rano jak się obudziłam to ta już patrzyła. Dałam jej buziaka i podniosłyśmy się. Przebrałam ją i sama ogarnęłam się szybko. Zeszłam na dół a oni jeszcze spali. Jak dzieci. Maleństwo leżało w wózeczku a ja przygotowałam śniadanie.
środa, 29 stycznia 2014
Rozdział 51.
Kolejnego dnia wieczorem oglądałyśmy koncert chłopaków, miałyśmy niezły ubaw. Na pytaniach zaskoczyłam się, bo jedno pytanie było o mnie. Dokładnie o córkę
"Czy to prawda, że Victoria jest w ciąży? Niall tylko szczerze."
Uśmiechnęłam się i pokazali mojego narzeczonego. Ten uśmiechnął się i popatrzył na chłopaków. Wreszcie zaczął
-Tak to prawda, Victoria jest w ciąży i już za kilka miesięcy urodzi nasze dziecko.
Uśmiechnęłam się a wszystkie fanki zaczęły piszczeć jeszcze głośniej niż do tej pory. Ten speszył się, bo zrobił się cały czerwony. Schował twarz w dłonie a chłopaki przytulili go. Po chwili śpiewali Little Things i chłopaki zachowywali się tak jakbym była na miejscu. Było tak jak wtedy w dniu oświadczyn tylko do kamery. Uśmiechnęłam się i obejrzeliśmy do końca. Później dostałam sms "Kochanie jestem najszczęśliwszym chłopakiem na ziemi mając was dwie. Bardzo was kocham. N:*"
"Też cię kochamy. Wszystko widziałyśmy. V:*"
Kolejnego po obudzeniu od razu zostałam ściągnięta do salonu.
-Szybko słuchaj.
-No już.
-Ciiiiii.
Oczywiście wywiad chłopaków, a ta drze się jak szalona.
-Czy to prawda, że jeden z was w niedługim czasie zostanie ojcem?
Wszyscy patrzyli na siebie i uśmiechali się.
-Tak to prawda.
-Niall jak się czujesz jako przyszły tatuś?
-Świetnie. Jestem bardzo podekscytowany i szczęśliwy.
-To prawda chłopaki?
-Oczywiście, odkąd się dowiedzieli ten oszalał na punkcie dziecka. Wszyscy nie możemy się doczekać tego dnia.
-A kiedy to będzie?
-W grudniu. Przed świętami będziemy szczęśliwymi wujkami.
Zaśmiałam się i zrobiłam śniadanie.
-Boże jaki on jest szczęśliwy. Taki podjarany tą sytuacją.
Po kilku kolejnych dniach Rossie poleciała do Atlanty a wrócił Nialler. Podjarane dziecko, skakał mi po salonie i śpiewał.
-Możesz się uspokoić?
-Ale jestem taki szczęśliwy.
-Ale możesz się uspokoić?
Wieczorem zasnął na moich kolanach a kolejnego dnia obudził się o 13.
-Dzień dobry kochanie.
-Dzień dobry? Przespałeś pół dnia.
-Nie mogłaś mnie obudzić?
-Widziałam wczoraj, że jesteś zmęczony.
-A ty dawno nie śpisz?
-No troszkę. Kruszynka coraz częściej się przemieszcza.
-Ojjj mój skarbek nie daje mamusi spać? Nie ładnie kochanie. Daj mamusi spać.
To było urocze. Zaśmiałam się i zjedliśmy obiad. Po kilku dniach pojechaliśmy na zakupy do pokoju dziecka.
-Te są super.
-Kochanie, ale wiesz, że będziemy mieli córeczkę? A to są mebelki dla chłopca?
-Dobra dobra. Przecież żartuje. Chodźmy dalej.
W końcu znaleźliśmy odpowiednie mebelki. Kupiliśmy też farbę, bo trzeba jakoś pomalować ten pokój. Znów mieliśmy zrobione zdjęcia, a piszą o nas chyba we wszystkich gazetach. Przestałam się tym przejmować. Na twitterze Nialla jest pełno gratulacji i propozycji imion. Wszyscy się zastanawiają czy to będzie chłopiec czy dziewczynka i jak damy dziecku na imię. Bawi mnie to coraz bardziej. Niestety martwi mnie fakt, że jestem coraz bardziej grubsza. Wiem, że dopiero końcówka 5 miesiąca, ale już mam spory brzuch. Zawsze byłam szczupła a tu teraz taka zmiana. Po powrocie do domu napiłam się soku i Niall powiedział, że sam pomaluje ten pokój. Robił w tym pokoju coś przez całą noc. Rano jak weszłam do pokoju maleństwa to Niall był ubrudzony farbą do tego spał na podłodze powyginany we wszystkie strony. Zaprowadziłam go do sypialni i zeszłam do salonu. Cały dzień i noc spał a rano zadzwoniłam po chłopaków. Przyjechali po godzinie
-Wzywałaś pomoc w malowaniu pokoju?
-Tak. Wieczorem przyjadą mebelki a Niall Horan nie może poradzić sobie z malowaniem.
-Wcale, że nie.
-Oj przestań.
-To idziemy malować pokój naszej kochanej kruszynki. -odparł Zayn i pomaszerował na górę. Chłopaki siedzieli w pokoju do 15, ale wszystko skończyli. Umyci zeszli do mnie i zjedliśmy śniadanie. Później składali meble, które przyjechały, ale z tym było gorzej. Całą noc stukali a rano jak do nich weszłam to spali na kartonach, ale na ścianie wisiał ich plakat. Zaśmiałam się i porobiłam kilka zdjęć. Zrobiłam im śniadanie i po zjedzeniu dokończyli pokój.
Wyglądał prześlicznie, chłopaki postarali się. Przygotowałam im obiad w ramach podziękowania. Po tygodniu poszliśmy z Niallem do lekarza, przed szpitalem czekali na nas fotoreporterzy. Zrobili nas zdjęcia i pytali o płeć dziecka. Nic nie powiedzieliśmy, ale wracając odparł
-Ej a może wstawię dzisiaj na fcb zdjęcie uzg z podpisem, moja kochana córeczka.
-Nie ma problemu. Może znikną te dziwne domysły, ale jak się urodzi to nie chciałabym jej pokazywać tak od razu.
-Nie ma żadnego problemy. Też tak uważam, nie chce jej pokazywać światu. Chce ją chronić. Chce chronić was obie.
Wieczorem dodał to zdjęcie i od razu fanki zaczęły komentować. Teraz są bardzo miłe dla nas. Po kolejnym tygodniu chłopaki pojechali znów w trasę. Ja napisałam do Perrie czy wybierze się ze mną na zakupy, bo nasze dziecko ma mało ubrań. Chodziłyśmy po centrum i kupowałyśmy ciuchy. Kupiłam sobie sukienkę i sporo ubranek dla małej. Tak bardzo nie mogę się doczekać tego 10 Grudnia. Te miesiące minęły dosyć szybko, teraz wyglądam już strasznie. Nialler jest przy mnie już od dwóch dni i spełnia moje zachcianki. Ostatnio odwiedził mnie tata z Pattie, później był Justin, Josh z narzeczoną i Noah. Wszyscy robili sobie ze mną zdjęcia a ja wyglądam jak wieloryb. Dosłownie. Mała już tak kopie, że chyba zostanie tancerką albo piłkarzem. Tatuś mówi do niej codziennie i śpiewa jej kołysanki. W Londynie zrobiła się zima, spadł śnieg i jest zimno. Dziś już 10 grudnia a u mnie nic się nie dzieje. Kolejne 2 dni i nic, ciągle jestem w domu, ale pani doktor kazała mi jutro przyjechać. Spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy do szpitala już tydzień temu i codziennie coś dopakowuje. Najważniejsze to ubranka dla dziecka. Rano obudziłam się ze skurczami chyba, po śniadaniu z Niallem pojechaliśmy do szpitala. Tam wszystkie badania i lekarze sprawdzali tętno dziecka. Skurcze są coraz mocniejsze, dostałam jakąś kroplówkę. Niall jest przy mnie i trzyma mnie za rękę. Wszystko mnie tak bardzo boli. Czuję się jakby miało mnie rozerwać.
"Czy to prawda, że Victoria jest w ciąży? Niall tylko szczerze."
Uśmiechnęłam się i pokazali mojego narzeczonego. Ten uśmiechnął się i popatrzył na chłopaków. Wreszcie zaczął
-Tak to prawda, Victoria jest w ciąży i już za kilka miesięcy urodzi nasze dziecko.
Uśmiechnęłam się a wszystkie fanki zaczęły piszczeć jeszcze głośniej niż do tej pory. Ten speszył się, bo zrobił się cały czerwony. Schował twarz w dłonie a chłopaki przytulili go. Po chwili śpiewali Little Things i chłopaki zachowywali się tak jakbym była na miejscu. Było tak jak wtedy w dniu oświadczyn tylko do kamery. Uśmiechnęłam się i obejrzeliśmy do końca. Później dostałam sms "Kochanie jestem najszczęśliwszym chłopakiem na ziemi mając was dwie. Bardzo was kocham. N:*"
"Też cię kochamy. Wszystko widziałyśmy. V:*"
Kolejnego po obudzeniu od razu zostałam ściągnięta do salonu.
-Szybko słuchaj.
-No już.
-Ciiiiii.
Oczywiście wywiad chłopaków, a ta drze się jak szalona.
-Czy to prawda, że jeden z was w niedługim czasie zostanie ojcem?
Wszyscy patrzyli na siebie i uśmiechali się.
-Tak to prawda.
-Niall jak się czujesz jako przyszły tatuś?
-Świetnie. Jestem bardzo podekscytowany i szczęśliwy.
-To prawda chłopaki?
-Oczywiście, odkąd się dowiedzieli ten oszalał na punkcie dziecka. Wszyscy nie możemy się doczekać tego dnia.
-A kiedy to będzie?
-W grudniu. Przed świętami będziemy szczęśliwymi wujkami.
Zaśmiałam się i zrobiłam śniadanie.
-Boże jaki on jest szczęśliwy. Taki podjarany tą sytuacją.
Po kilku kolejnych dniach Rossie poleciała do Atlanty a wrócił Nialler. Podjarane dziecko, skakał mi po salonie i śpiewał.
-Możesz się uspokoić?
-Ale jestem taki szczęśliwy.
-Ale możesz się uspokoić?
Wieczorem zasnął na moich kolanach a kolejnego dnia obudził się o 13.
-Dzień dobry kochanie.
-Dzień dobry? Przespałeś pół dnia.
-Nie mogłaś mnie obudzić?
-Widziałam wczoraj, że jesteś zmęczony.
-A ty dawno nie śpisz?
-No troszkę. Kruszynka coraz częściej się przemieszcza.
-Ojjj mój skarbek nie daje mamusi spać? Nie ładnie kochanie. Daj mamusi spać.
To było urocze. Zaśmiałam się i zjedliśmy obiad. Po kilku dniach pojechaliśmy na zakupy do pokoju dziecka.
-Te są super.
-Kochanie, ale wiesz, że będziemy mieli córeczkę? A to są mebelki dla chłopca?
-Dobra dobra. Przecież żartuje. Chodźmy dalej.
W końcu znaleźliśmy odpowiednie mebelki. Kupiliśmy też farbę, bo trzeba jakoś pomalować ten pokój. Znów mieliśmy zrobione zdjęcia, a piszą o nas chyba we wszystkich gazetach. Przestałam się tym przejmować. Na twitterze Nialla jest pełno gratulacji i propozycji imion. Wszyscy się zastanawiają czy to będzie chłopiec czy dziewczynka i jak damy dziecku na imię. Bawi mnie to coraz bardziej. Niestety martwi mnie fakt, że jestem coraz bardziej grubsza. Wiem, że dopiero końcówka 5 miesiąca, ale już mam spory brzuch. Zawsze byłam szczupła a tu teraz taka zmiana. Po powrocie do domu napiłam się soku i Niall powiedział, że sam pomaluje ten pokój. Robił w tym pokoju coś przez całą noc. Rano jak weszłam do pokoju maleństwa to Niall był ubrudzony farbą do tego spał na podłodze powyginany we wszystkie strony. Zaprowadziłam go do sypialni i zeszłam do salonu. Cały dzień i noc spał a rano zadzwoniłam po chłopaków. Przyjechali po godzinie
-Wzywałaś pomoc w malowaniu pokoju?
-Tak. Wieczorem przyjadą mebelki a Niall Horan nie może poradzić sobie z malowaniem.
-Wcale, że nie.
-Oj przestań.
-To idziemy malować pokój naszej kochanej kruszynki. -odparł Zayn i pomaszerował na górę. Chłopaki siedzieli w pokoju do 15, ale wszystko skończyli. Umyci zeszli do mnie i zjedliśmy śniadanie. Później składali meble, które przyjechały, ale z tym było gorzej. Całą noc stukali a rano jak do nich weszłam to spali na kartonach, ale na ścianie wisiał ich plakat. Zaśmiałam się i porobiłam kilka zdjęć. Zrobiłam im śniadanie i po zjedzeniu dokończyli pokój.
Wyglądał prześlicznie, chłopaki postarali się. Przygotowałam im obiad w ramach podziękowania. Po tygodniu poszliśmy z Niallem do lekarza, przed szpitalem czekali na nas fotoreporterzy. Zrobili nas zdjęcia i pytali o płeć dziecka. Nic nie powiedzieliśmy, ale wracając odparł
-Ej a może wstawię dzisiaj na fcb zdjęcie uzg z podpisem, moja kochana córeczka.
-Nie ma problemu. Może znikną te dziwne domysły, ale jak się urodzi to nie chciałabym jej pokazywać tak od razu.
-Nie ma żadnego problemy. Też tak uważam, nie chce jej pokazywać światu. Chce ją chronić. Chce chronić was obie.
Wieczorem dodał to zdjęcie i od razu fanki zaczęły komentować. Teraz są bardzo miłe dla nas. Po kolejnym tygodniu chłopaki pojechali znów w trasę. Ja napisałam do Perrie czy wybierze się ze mną na zakupy, bo nasze dziecko ma mało ubrań. Chodziłyśmy po centrum i kupowałyśmy ciuchy. Kupiłam sobie sukienkę i sporo ubranek dla małej. Tak bardzo nie mogę się doczekać tego 10 Grudnia. Te miesiące minęły dosyć szybko, teraz wyglądam już strasznie. Nialler jest przy mnie już od dwóch dni i spełnia moje zachcianki. Ostatnio odwiedził mnie tata z Pattie, później był Justin, Josh z narzeczoną i Noah. Wszyscy robili sobie ze mną zdjęcia a ja wyglądam jak wieloryb. Dosłownie. Mała już tak kopie, że chyba zostanie tancerką albo piłkarzem. Tatuś mówi do niej codziennie i śpiewa jej kołysanki. W Londynie zrobiła się zima, spadł śnieg i jest zimno. Dziś już 10 grudnia a u mnie nic się nie dzieje. Kolejne 2 dni i nic, ciągle jestem w domu, ale pani doktor kazała mi jutro przyjechać. Spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy do szpitala już tydzień temu i codziennie coś dopakowuje. Najważniejsze to ubranka dla dziecka. Rano obudziłam się ze skurczami chyba, po śniadaniu z Niallem pojechaliśmy do szpitala. Tam wszystkie badania i lekarze sprawdzali tętno dziecka. Skurcze są coraz mocniejsze, dostałam jakąś kroplówkę. Niall jest przy mnie i trzyma mnie za rękę. Wszystko mnie tak bardzo boli. Czuję się jakby miało mnie rozerwać.
wtorek, 28 stycznia 2014
Rozdział 50.
Z Niallerem ustaliliśmy, że wprowadzimy się jak on już wróci, ale ja chcę mu zrobić niespodziankę. Dobrze, że zostawił mi samochód. Spakowałam wszystkie swoje rzeczy w kartony i po trochu zawożę do nowego domu. Narzeczony nie kazał mi się przemęczać, ale ja zwariuję jakbym miała siedzieć bezczynnie. Nie dźwigam nic jak zalecała doktor. Robię wszystko spokojnie i bez stresu. Prawie wszystko jest już przewiezione, teraz zostały jeszcze niektóre ciuchy. Nialler wraca za 3 dni a ja już chce mieć wszystko przeniesione. Dzisiaj jadę do centrum na zakupy, bo jeszcze wszystkiego nie kupiliśmy dodatków. Pokupowałam przeróżne ręczniki, sztućce, garnki, talerze itp. Wróciłam do domu i wszystko rozpakowywałam dwa razy dłużej. Do powrotu Nialla spałam w swoim mieszkaniu. Dzisiaj chłopaki przyjeżdżają, od rana pojechałam na zakupy i kupiłam jedzenie. Przygotowałam obiad i usłyszałam telefon.
-Hej skarbie gdzie jesteś? Jestem pod drzwiami i nikt mi nie otwiera.
-Hej. Nie otwieram, bo nie ma mnie w mieszkaniu. Przyjedź do domu mam niespodziankę.
Przebrałam się i narzeczony przyjechał. Od razu mocno go przytuliłam i pocałowałam.
-Łał jak to wszystko ślicznie wygląda. A ty co tu robisz?
-Przygotowałam obiad i chcę ci powiedzieć, że wszystkie moje rzeczy są już tutaj, więc mogę od dzisiaj tutaj mieszkać.
-Skarbie mówiłem, żebyś się nie przemęczała.
-Oj daj spokój. Robiłam wszystko spokojnie i delikatnie. Nic nam nie jest.
-Cieszę się. Teraz musimy przewieść moje rzeczy i witaj nasz nowy domku.
Zjedliśmy obiad i zostaliśmy już w domu. Nialler skoczył tylko po kilka swoich rzeczy i wrócił. Po dwóch dniach pojechaliśmy do szpitala. Już dziś dowiemy się czy to będzie dziewczynka czy chłopiec. Niall od samego rana chodzi niecierpliwy i szczęśliwy. Skacze z radości i co chwila coś nuci. Ubrałam się w sukienkę która jest jeszcze luźna, brzuch jest coraz większy i w większość rzeczy się nie mieszcze. To straszne, bo co będzie za dwa miesiące? Podjechaliśmy na miejsce i poszliśmy na Uzg.
-Chcecie znać płeć czy pozostawić was w niepewności?
-Oczywiście, że chcemy. Nie mogliśmy się doczekać tego spotkania.
-No dobrze, więc patrzmy.
Jeździła mi po tym brzuchu
-Wasze dziecko ostawiło się tak, że widać, że to dziewczynka. Tylko zobaczcie.
Po chwili nasza kruszynka przekręciła się,
-Widać, że dziecko będzie ruchliwe, już bardzo się rusza. Tutaj możecie zobaczyć jej rączki, nóżki, główkę i słychać bicie serduszka.
Popłakałam się jak słyszałam to malutkie serduszko. Nialler pocałował mnie i zakończyliśmy badanie.
-Kolejny raz ci powiem, żebyś uważała na siebie. Zdrowo odżywiała, nie denerwowała, nie przemęczała.
-Dobrze. Narzeczony mi nie pozwoli.
Wyszliśmy od mojego lekarza, ale jeszcze Niall poszedł przebadać się. Czekałam na niego na korytarzu a później pojechaliśmy na obiad. Po nim podjechaliśmy do domu chłopaków. Oni leżeli przed telewizorem i dołączyłam do nich.
-I jak byliście u lekarza?
-Tak. Przed obiadem.
-I co mam kupować prezenty dla chłopca czy dziewczynki?
-Dziewczynki. Będziemy mieć córkę.
-To cudownie, wujek ma pomysł na ubranka dla niej. -odparł Lou a my zaśmialiśmy się.
-A chcecie powiedzieć mediom?
-No raczej tak, bo już długo tego nie ukryję. Spójrzcie na mój brzuch. Jest duży.
-Nie chce cię martwić, ale będzie większy -oparł Harry i dostał ode mnie poduszką.
Po kilku dniach przywieźliśmy resztę rzeczy Nialla, wnosząc ostatni karton blondyn wbiegł przede mną i po chwili wrócił. Wziął mnie na ręce i przeniósł mnie drzwi.
-Co to miało być?
-Wejście do naszego domu. Wszystko już przewiezione, więc oficjalnie mieszkamy w naszym domu. Trzeba zrobić jakąś imprezę.
-Może grila co? Zaprosimy chłopaków, dziewczyny.
-Super. Może za 2 dni?
-Świetnie.
Tego samego dnia wieczorem siedzieliśmy na kanapie z laptopem. Ten wszedł na twittera i zabaczył mnóstwo pytań od fanek typu
"To prawda, że Victoria jest w ciąży?
-Niall skąd oni to wiedzą już co?
-Sam nie wiem.
Po chwili zadzwonił do nas Zayn i podał nazwę strony. Weszliśmy na nią i zobaczyliśmy zdjęcia z dzisiaj i jak wychodzimy ze szpitala. Oczywiście długi artykuł o tym, że podejrzewają, że jestem w ciąży.
-I co teraz?
-No co trzeba powiedzieć, nie ukryjemy tego dłużej. Spójrz na mnie.
-Wyglądasz pięknie. A może powiem na koncercie co?
-Zgoda.
Kolejnego dnia pojechaliśmy na zakupy, ubrałam większą sukienkę i nie było aż tak widać. Kupiliśmy wszystko na tego grila i zaprosiliśmy przyjaciół. Do końca dnia Niall wygłupiał się, później siedzieliśmy z laptopem i robiliśmy sobie zdjęcia. Kolejnego dnia wstałam 0 8 i przygotowałam śniadanie. Później staliśmy w kuchni i przygotowaliśmy jedzenie na grilla. Niall na koniec poszedł rozłożyć stolik, krzesła i najważniejsze grilla. Zrobiłam mu kilka zdjęć i stwierdziłam, że trzeba kupić jakąś huśtawkę dla ogrodu. Na 16 przyjechali wszyscy i zaczęliśmy można powiedzieć, że imprezę. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Nie obyło się oczywiście bez prezentów, Lou oczywiście kupił dla naszej córeczki body w paseczki i czerwone spodenki.
-Ale jak ją ubierzecie w to, to zadzwońcie do mnie i ja też się tak ubiorę.
-Dobra, dobra.
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, chłopaki później biegali po ogrodzie i grali w piłkę a my siedziałyśmy przy stole.
-Wiecie już jk ją nazwiecie? -spytała Eleanor
-W sumie to nie zastanawialiśmy się nad tym. Mamy jeszcze trochę czasu.
-A myśleliście nad ślubem? -spytała Danielle.
-W sumie to nie, ale ja nie chce iść do ołtarza z brzuchem. Teraz to chyba poczekamy aż urodzę. Może na drugi rok na lato, może za dwa lata.
-Oczywiście nasza trójka jest druhnami -odparła Perrie.
-No oczywiście, wasza trójka i Rossie, bo jej to obiecywałam od dzieciństwa.
Siedzieliśmy bardzo długo i rozmawialiśmy. Chłopcy troszkę za dużo wypili i zostali u nas na noc. Rano z dziewczynami przygotowałyśmy śniadanie, dziś założyłam bokserkę, bo było gorąco. Teraz dokładnie widać mój brzuch i w nocy czułam jak nasza córeczka się porusza. Przy śniadaniu też poczułam jak uderza mnie chyba nogą. Chłopaki są troszeczkę skacowani, dlatego po śniadaniu położyli się na kanapie. My z dziewczynami na internecie oglądałyśmy mebelki do pokoju dziecka.
-Dobra dziewczyny, ale mamy we dwójkę wybrać mebelki jak Niall wróci z trasy.
-To super, że chce się angażować w życie dziecka od początku.
Wieczorem wszyscy pojechali a my leżeliśmy na kanapie.
-Chcesz coś do picia?
-Może soku? Dziękuję.
Siedzieliśmy na ogrodzie, bo bardzo ładny wieczór mamy dziś. Późno położyliśmy się a po dwóch dniach Niall pojechał z chłopakami dokończyć trasę. Do mnie dzwoniła Rossie, że przylatuje mnie odwiedzić. Strasznie się cieszę, bo stęskniłam się za nią. Staram się nie wychodzić z domu, aby nie było niepotrzebnych zdjęć, ale dzisiaj muszę jechać na zakupy i po przyjaciółkę. Ubrałam jak zwykle luźną sukienkę, ale to jest ciężkie teraz. Niall ma powiedzieć na wywiadzie, że będzie miał dziecko. Nie mogę się doczekać. Kupiłam wszystko co potrzebne i oczywiście pełno paparazzich mnie śledziło. To już jest męczące. Podjechałam na lotnisko i przyjaciółka mnie mocno przytuliła.
-Jak wy się czujecie?
-Ale ciszej, bo tutaj pełno dodatkowych uszu. Chodź po drodze do domu porozmawiamy.
Po drodze rozmawiałyśmy i w domu też przy obiedzie rozmawiałyśmy. Teraz mamy mnóstwo czasu na rozmowę,
-Jak malutka?
-Dobrze, mogę ci ją pokazać chodź.
Wieczorem leżąc przed telewizorem przyjaciółka poczuła moją córeczkę.
-Najważniejsze jak ją nazwiecie?
-Nie zastanawialiśmy się nad tym. A masz jakieś propozycje?
-No pewnie. Rossie, Isabell.
-Cudne, Rossie najpiękniejsze.
Kolejnego dnia wieczorem oglądałyśmy koncert chłopaków, miałyśmy niezły ubaw. Na pytaniach zaskoczyłam się...
-Hej skarbie gdzie jesteś? Jestem pod drzwiami i nikt mi nie otwiera.
-Hej. Nie otwieram, bo nie ma mnie w mieszkaniu. Przyjedź do domu mam niespodziankę.
Przebrałam się i narzeczony przyjechał. Od razu mocno go przytuliłam i pocałowałam.
-Łał jak to wszystko ślicznie wygląda. A ty co tu robisz?
-Przygotowałam obiad i chcę ci powiedzieć, że wszystkie moje rzeczy są już tutaj, więc mogę od dzisiaj tutaj mieszkać.
-Skarbie mówiłem, żebyś się nie przemęczała.
-Oj daj spokój. Robiłam wszystko spokojnie i delikatnie. Nic nam nie jest.
-Cieszę się. Teraz musimy przewieść moje rzeczy i witaj nasz nowy domku.
Zjedliśmy obiad i zostaliśmy już w domu. Nialler skoczył tylko po kilka swoich rzeczy i wrócił. Po dwóch dniach pojechaliśmy do szpitala. Już dziś dowiemy się czy to będzie dziewczynka czy chłopiec. Niall od samego rana chodzi niecierpliwy i szczęśliwy. Skacze z radości i co chwila coś nuci. Ubrałam się w sukienkę która jest jeszcze luźna, brzuch jest coraz większy i w większość rzeczy się nie mieszcze. To straszne, bo co będzie za dwa miesiące? Podjechaliśmy na miejsce i poszliśmy na Uzg.
-Chcecie znać płeć czy pozostawić was w niepewności?
-Oczywiście, że chcemy. Nie mogliśmy się doczekać tego spotkania.
-No dobrze, więc patrzmy.
Jeździła mi po tym brzuchu
-Wasze dziecko ostawiło się tak, że widać, że to dziewczynka. Tylko zobaczcie.
Po chwili nasza kruszynka przekręciła się,
-Widać, że dziecko będzie ruchliwe, już bardzo się rusza. Tutaj możecie zobaczyć jej rączki, nóżki, główkę i słychać bicie serduszka.
Popłakałam się jak słyszałam to malutkie serduszko. Nialler pocałował mnie i zakończyliśmy badanie.
-Kolejny raz ci powiem, żebyś uważała na siebie. Zdrowo odżywiała, nie denerwowała, nie przemęczała.
-Dobrze. Narzeczony mi nie pozwoli.
Wyszliśmy od mojego lekarza, ale jeszcze Niall poszedł przebadać się. Czekałam na niego na korytarzu a później pojechaliśmy na obiad. Po nim podjechaliśmy do domu chłopaków. Oni leżeli przed telewizorem i dołączyłam do nich.
-I jak byliście u lekarza?
-Tak. Przed obiadem.
-I co mam kupować prezenty dla chłopca czy dziewczynki?
-Dziewczynki. Będziemy mieć córkę.
-To cudownie, wujek ma pomysł na ubranka dla niej. -odparł Lou a my zaśmialiśmy się.
-A chcecie powiedzieć mediom?
-No raczej tak, bo już długo tego nie ukryję. Spójrzcie na mój brzuch. Jest duży.
-Nie chce cię martwić, ale będzie większy -oparł Harry i dostał ode mnie poduszką.
Po kilku dniach przywieźliśmy resztę rzeczy Nialla, wnosząc ostatni karton blondyn wbiegł przede mną i po chwili wrócił. Wziął mnie na ręce i przeniósł mnie drzwi.
-Co to miało być?
-Wejście do naszego domu. Wszystko już przewiezione, więc oficjalnie mieszkamy w naszym domu. Trzeba zrobić jakąś imprezę.
-Może grila co? Zaprosimy chłopaków, dziewczyny.
-Super. Może za 2 dni?
-Świetnie.
Tego samego dnia wieczorem siedzieliśmy na kanapie z laptopem. Ten wszedł na twittera i zabaczył mnóstwo pytań od fanek typu
"To prawda, że Victoria jest w ciąży?
-Niall skąd oni to wiedzą już co?
-Sam nie wiem.
Po chwili zadzwonił do nas Zayn i podał nazwę strony. Weszliśmy na nią i zobaczyliśmy zdjęcia z dzisiaj i jak wychodzimy ze szpitala. Oczywiście długi artykuł o tym, że podejrzewają, że jestem w ciąży.
-I co teraz?
-No co trzeba powiedzieć, nie ukryjemy tego dłużej. Spójrz na mnie.
-Wyglądasz pięknie. A może powiem na koncercie co?
-Zgoda.
Kolejnego dnia pojechaliśmy na zakupy, ubrałam większą sukienkę i nie było aż tak widać. Kupiliśmy wszystko na tego grila i zaprosiliśmy przyjaciół. Do końca dnia Niall wygłupiał się, później siedzieliśmy z laptopem i robiliśmy sobie zdjęcia. Kolejnego dnia wstałam 0 8 i przygotowałam śniadanie. Później staliśmy w kuchni i przygotowaliśmy jedzenie na grilla. Niall na koniec poszedł rozłożyć stolik, krzesła i najważniejsze grilla. Zrobiłam mu kilka zdjęć i stwierdziłam, że trzeba kupić jakąś huśtawkę dla ogrodu. Na 16 przyjechali wszyscy i zaczęliśmy można powiedzieć, że imprezę. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Nie obyło się oczywiście bez prezentów, Lou oczywiście kupił dla naszej córeczki body w paseczki i czerwone spodenki.
-Ale jak ją ubierzecie w to, to zadzwońcie do mnie i ja też się tak ubiorę.
-Dobra, dobra.
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, chłopaki później biegali po ogrodzie i grali w piłkę a my siedziałyśmy przy stole.
-Wiecie już jk ją nazwiecie? -spytała Eleanor
-W sumie to nie zastanawialiśmy się nad tym. Mamy jeszcze trochę czasu.
-A myśleliście nad ślubem? -spytała Danielle.
-W sumie to nie, ale ja nie chce iść do ołtarza z brzuchem. Teraz to chyba poczekamy aż urodzę. Może na drugi rok na lato, może za dwa lata.
-Oczywiście nasza trójka jest druhnami -odparła Perrie.
-No oczywiście, wasza trójka i Rossie, bo jej to obiecywałam od dzieciństwa.
Siedzieliśmy bardzo długo i rozmawialiśmy. Chłopcy troszkę za dużo wypili i zostali u nas na noc. Rano z dziewczynami przygotowałyśmy śniadanie, dziś założyłam bokserkę, bo było gorąco. Teraz dokładnie widać mój brzuch i w nocy czułam jak nasza córeczka się porusza. Przy śniadaniu też poczułam jak uderza mnie chyba nogą. Chłopaki są troszeczkę skacowani, dlatego po śniadaniu położyli się na kanapie. My z dziewczynami na internecie oglądałyśmy mebelki do pokoju dziecka.
-Dobra dziewczyny, ale mamy we dwójkę wybrać mebelki jak Niall wróci z trasy.
-To super, że chce się angażować w życie dziecka od początku.
Wieczorem wszyscy pojechali a my leżeliśmy na kanapie.
-Chcesz coś do picia?
-Może soku? Dziękuję.
Siedzieliśmy na ogrodzie, bo bardzo ładny wieczór mamy dziś. Późno położyliśmy się a po dwóch dniach Niall pojechał z chłopakami dokończyć trasę. Do mnie dzwoniła Rossie, że przylatuje mnie odwiedzić. Strasznie się cieszę, bo stęskniłam się za nią. Staram się nie wychodzić z domu, aby nie było niepotrzebnych zdjęć, ale dzisiaj muszę jechać na zakupy i po przyjaciółkę. Ubrałam jak zwykle luźną sukienkę, ale to jest ciężkie teraz. Niall ma powiedzieć na wywiadzie, że będzie miał dziecko. Nie mogę się doczekać. Kupiłam wszystko co potrzebne i oczywiście pełno paparazzich mnie śledziło. To już jest męczące. Podjechałam na lotnisko i przyjaciółka mnie mocno przytuliła.
-Jak wy się czujecie?
-Ale ciszej, bo tutaj pełno dodatkowych uszu. Chodź po drodze do domu porozmawiamy.
Po drodze rozmawiałyśmy i w domu też przy obiedzie rozmawiałyśmy. Teraz mamy mnóstwo czasu na rozmowę,
-Jak malutka?
-Dobrze, mogę ci ją pokazać chodź.
Wieczorem leżąc przed telewizorem przyjaciółka poczuła moją córeczkę.
-Najważniejsze jak ją nazwiecie?
-Nie zastanawialiśmy się nad tym. A masz jakieś propozycje?
-No pewnie. Rossie, Isabell.
-Cudne, Rossie najpiękniejsze.
Kolejnego dnia wieczorem oglądałyśmy koncert chłopaków, miałyśmy niezły ubaw. Na pytaniach zaskoczyłam się...
Rozdział 49.
Czas jakoś szybko zleciał, ale denerwowałam się. Nie wiem jacy oni są. Taksówką podjechaliśmy na miejsce i rodzice narzeczonego mocno mnie przytulili. Od razu czułam się lepiej, zjedliśmy obiad i Niall poszedł gdzieś z tatą a ja rozmawiałam z jego mamą.
-Kochanie a jak ty się czujesz? Jak dziecko?
-Dobrze. Wczoraj byliśmy na UZG i maleństwo rośnie.
-A macie to zdjęcie?
-Oczywiście zaraz pani pokarzę.
Znalazłam w torebce zdjęcie i pokazałam pani Maurze. Ta uśmiechnęła się i pokazała mężowi. Do wieczora siedzieliśmy w salonie i rozmawialiśmy. Kolejnego dnia przyjechał starszy brat Nialla Greg z żoną Denise i synkiem Theo. To dziecko jest takie słodziutkie. Już niedługo my będziemy mieli takiego słodziaka. Widać, że Niall jest w nim zakochany, bo od razu wziął go na ręce i nie chciał oddać mamie. My przygotowaliśmy produktu na grilla, zrobiłam z Denise sałatkę.
-Denise nie bałaś się, że nie będziesz umiała się zająć małym?
-Początkowo byłam przerażona, ale mama pomogła mi. Najgorsze są pierwsze dni, a ja miałam doświadczenie z maluchami, bo mam młodsze rodzeństwo. A ty nie masz rodzeństwa?
-Niestety nie, jestem jedynaczką odkąd mój starszy brat zginął z mamą.
-Tak mi przykro. To ja ci mogę wszystko pokazać.
Gdy Denise przebierała małego to poszłam z nią i wyjaśniła mi. I tak bardzo się denerwuje, Co jeśli nie dam sobie rady? Kolejnego dnia Niall zabrał mnie na spacer, akurat był jakiś festiwal i było bardzo kolorowo. Idąc ulicą mijaliśmy bardzo dużo ludzi, fanki podchodziły do nas i prosiły o zdjęcia z idolem. W pewnym momencie zauważyliśmy tańczące dzieci, podeszliśmy bliżej i zobaczyliśmy, że tańczą taniec irlandzki. Uśmiechnęłam się i przeszliśmy dalej. Niall bardzo często tak tańczy w domu i na wywiadach. Wieczorem wróciliśmy do domu a po kilku dniach wróciliśmy do Londynu. Tam przechodząc koło kiosku zobaczyłam siebie z Niallem na okładce. Kupiłam gazetę i wróciłam do mieszkania.
"W zeszłym tygodniu Niall Horan wraz ze swoją narzeczoną Victorią odwiedzili rodziców chłopaka. Jednego dnia wyszli na spacer po festynie. Victoria tego dnia założyłam obcisłą bluzkę, która podkreślała jej zaokrąglony brzuch. Czy dziewczyna jest w ciąży czy też ostatnio jej się trochę przytyło? Nie zapominajmy, że jej narzeczony bardzo dużo je. Co chwila można go zobaczyć z różnymi słodyczami i fast foodami. Może to on zaraził ją miłością do jedzenia?"
To jest kpina, może tamtego dnia zapomniałam założyć coś luźnego, ale to nie jest powód, żeby twierdzić, że przytyłam. Odłożyłam gazetę i zjadłam śniadanie. Wtedy usłyszałam dzwonek.
-Hej Vicky mam dla ciebie niespodziankę. Zejdziesz na dół?
-Jasne. Tylko się przebiorę.
Co ten Niall kombinuje? Założyłam sukienkę i zeszłam do chłopaka.
-Gdzie jedziemy skarbie?
-Zaraz zobaczysz.
Podjechaliśmy pod śliczny dom i weszliśmy do środka.
-Kochanie to nasz nowy dom.
-Niall mówisz serio?
-Oczywiście. Nie urządzony jeszcze, ale to niedługo. Pod koniec wakacji będziemy mogli się wprowadzić.
-Ale jak nie jest urządzone to ja chce wszystko zaplanować.
-Ale nie powinnaś się przemęczać.
-To będzie dla mnie przyjemność.
Jestem taka podekscytowana, od razu wymierzyłam wszystkie pokoje.
-Ej spokojnie, nie musisz wszystkiego od razu planować.
-Ale chciałabym już mieszkać z tobą kochanie.
Ten pocałował mnie czule i jeszcze pospacerowałam po domu i wyszłam na ogród. Tutaj jest pięknie.
-Ale chodź, pokarzę ci coś jeszcze.
Zamknęliśmy dom i spacerowaliśmy po okolicy. Poznawałam tą okolicę, to tutaj Zayn ma swój dom.
-Tutaj mieszka Lou, Liam, Harry i Zayn.
-To wspaniale. A oni pokazali dziewczynom domy?
-Jeszcze nie. Oni chcą im pokazać wszystko urządzone.
Pocałowałam narzeczonego i późno odwiózł mnie do domu. Po dwóch tygodniach wyjechał w trasę, ale zostawił mi samochód i klucze do domu. Ja siedzę w dresie i rysuje plany. Za tydzień chłopaki przyjadą na kilka dni i wtedy wspólnie wybierzemy meble. Dzisiaj mam dodatkowo rozmowę z panem Willem. Umówiliśmy się w kawiarni. Mój brzuch jest coraz bardziej widoczny, ale nadal noszę luźne ciuchy, żeby nie było widać. Nikt narazie nic nie podejrzewa. Datę porodu mam wyznaczoną na 10 grudnia, środek zimy. Ubrałam się i wyszłam na spotkanie.
-Dzień dobry.
-Witaj Victoria. Jak się masz?
-Bardzo dobrze. A pan?
-A dobrze.
Rozmawialiśmy przy ciastku
-Mam dla ciebie propozycje pracy. Bo potrzebuję architekta, otworzyłem swój salon i chciałbym, żebyś w nim pracowała.
-Bardzo dobra wiadomość, ale niestety muszę odmówić, bo jestem w ciąży. Nie chcę się przemęczać. Mam jeszcze swój dom do ogarnięcia.
-Rozumiem. Wielka szkoda, ale jak będziesz chciała wrócić do pracy to masz moją wizytówkę. W każdej chwili jestem w stanie cię przyjąć.
-Dziękuję serdecznie.
Wracając spacerowałam trochę po centrum. Kupiłam sobie kawałek ciasta i wróciłam. Zajęłam się tym naszym domem. Siedziałam nad nim kilka dni, ale większość obrysowałam. Został pokój dla dziecka, ale to mamy zrobić wspólnie z Niallem. Dzisiaj mam strasznego lenia, po obudzeniu założyłam dresy bokserkę i leżę przed telewizorem. Przerwał mi telefon
-Hej piękna co robisz?
-Hej Perrie, leżę przed telewizorem. A co u ciebie?
-A nudzę się, mamy dzień wolnego. Mogę wpaść do ciebie?
-Jasne. Zapraszam.
Zanim przyjaciółka przyjechała to ogarnęłam mieszkanie. Nalałam dla nas soku i usiadłyśmy w salonie. Ta przyniosła ciastkami i prezent.
-Nie musiałaś kupować prezentów.
-Ale nie mogłam się powstrzymać.
Otworzyłam a tam śliczne
body i skarpetki. Sama ostatnio jak przechodziłam koło sklepu dla dzieci to chciałam tam wejść, ale media mnie śledziły a oni nie wiedzą o ciąży.
-Jakie śliczne. Ale nie musiałaś.
-Dziecko od początku musi wyglądać ślicznie.
Do wieczora siedziałyśmy razem i żartowałyśmy. Chciałabym już wiedzieć czy to chłopiec czy dziewczynka, ale trzeba czekać aż do 5 miesiąca.
Kolejnego dnia przyjechał do mnie narzeczony i przez te dni, które był w Londynie pokazałam mu projekty i jeździliśmy wybierając meble. Pokój dziecięcy mamy przygotować dopiero pod koniec wakacji. Niall tym razem poleciał do Europy a ja wynajęłam ekipę remontową i od dzisiaj zaczynają pracę nad naszym domem. Pilnuję wszystkiego i mam oko nad tym. Ogólnie to zeszło im półtora miesiąca. Z Niallerem ustaliliśmy, że wprowadzimy się jak on już wróci, ale ja chcę mu zrobić niespodziankę. Dobrze, że zostawił mi samochód.
-Kochanie a jak ty się czujesz? Jak dziecko?
-Dobrze. Wczoraj byliśmy na UZG i maleństwo rośnie.
-A macie to zdjęcie?
-Oczywiście zaraz pani pokarzę.
Znalazłam w torebce zdjęcie i pokazałam pani Maurze. Ta uśmiechnęła się i pokazała mężowi. Do wieczora siedzieliśmy w salonie i rozmawialiśmy. Kolejnego dnia przyjechał starszy brat Nialla Greg z żoną Denise i synkiem Theo. To dziecko jest takie słodziutkie. Już niedługo my będziemy mieli takiego słodziaka. Widać, że Niall jest w nim zakochany, bo od razu wziął go na ręce i nie chciał oddać mamie. My przygotowaliśmy produktu na grilla, zrobiłam z Denise sałatkę.
-Denise nie bałaś się, że nie będziesz umiała się zająć małym?
-Początkowo byłam przerażona, ale mama pomogła mi. Najgorsze są pierwsze dni, a ja miałam doświadczenie z maluchami, bo mam młodsze rodzeństwo. A ty nie masz rodzeństwa?
-Niestety nie, jestem jedynaczką odkąd mój starszy brat zginął z mamą.
-Tak mi przykro. To ja ci mogę wszystko pokazać.
Gdy Denise przebierała małego to poszłam z nią i wyjaśniła mi. I tak bardzo się denerwuje, Co jeśli nie dam sobie rady? Kolejnego dnia Niall zabrał mnie na spacer, akurat był jakiś festiwal i było bardzo kolorowo. Idąc ulicą mijaliśmy bardzo dużo ludzi, fanki podchodziły do nas i prosiły o zdjęcia z idolem. W pewnym momencie zauważyliśmy tańczące dzieci, podeszliśmy bliżej i zobaczyliśmy, że tańczą taniec irlandzki. Uśmiechnęłam się i przeszliśmy dalej. Niall bardzo często tak tańczy w domu i na wywiadach. Wieczorem wróciliśmy do domu a po kilku dniach wróciliśmy do Londynu. Tam przechodząc koło kiosku zobaczyłam siebie z Niallem na okładce. Kupiłam gazetę i wróciłam do mieszkania.
"W zeszłym tygodniu Niall Horan wraz ze swoją narzeczoną Victorią odwiedzili rodziców chłopaka. Jednego dnia wyszli na spacer po festynie. Victoria tego dnia założyłam obcisłą bluzkę, która podkreślała jej zaokrąglony brzuch. Czy dziewczyna jest w ciąży czy też ostatnio jej się trochę przytyło? Nie zapominajmy, że jej narzeczony bardzo dużo je. Co chwila można go zobaczyć z różnymi słodyczami i fast foodami. Może to on zaraził ją miłością do jedzenia?"
To jest kpina, może tamtego dnia zapomniałam założyć coś luźnego, ale to nie jest powód, żeby twierdzić, że przytyłam. Odłożyłam gazetę i zjadłam śniadanie. Wtedy usłyszałam dzwonek.
-Hej Vicky mam dla ciebie niespodziankę. Zejdziesz na dół?
-Jasne. Tylko się przebiorę.
Co ten Niall kombinuje? Założyłam sukienkę i zeszłam do chłopaka.
-Gdzie jedziemy skarbie?
-Zaraz zobaczysz.
Podjechaliśmy pod śliczny dom i weszliśmy do środka.
-Kochanie to nasz nowy dom.
-Niall mówisz serio?
-Oczywiście. Nie urządzony jeszcze, ale to niedługo. Pod koniec wakacji będziemy mogli się wprowadzić.
-Ale jak nie jest urządzone to ja chce wszystko zaplanować.
-Ale nie powinnaś się przemęczać.
-To będzie dla mnie przyjemność.
Jestem taka podekscytowana, od razu wymierzyłam wszystkie pokoje.
-Ej spokojnie, nie musisz wszystkiego od razu planować.
-Ale chciałabym już mieszkać z tobą kochanie.
Ten pocałował mnie czule i jeszcze pospacerowałam po domu i wyszłam na ogród. Tutaj jest pięknie.
-Ale chodź, pokarzę ci coś jeszcze.
Zamknęliśmy dom i spacerowaliśmy po okolicy. Poznawałam tą okolicę, to tutaj Zayn ma swój dom.
-Tutaj mieszka Lou, Liam, Harry i Zayn.
-To wspaniale. A oni pokazali dziewczynom domy?
-Jeszcze nie. Oni chcą im pokazać wszystko urządzone.
Pocałowałam narzeczonego i późno odwiózł mnie do domu. Po dwóch tygodniach wyjechał w trasę, ale zostawił mi samochód i klucze do domu. Ja siedzę w dresie i rysuje plany. Za tydzień chłopaki przyjadą na kilka dni i wtedy wspólnie wybierzemy meble. Dzisiaj mam dodatkowo rozmowę z panem Willem. Umówiliśmy się w kawiarni. Mój brzuch jest coraz bardziej widoczny, ale nadal noszę luźne ciuchy, żeby nie było widać. Nikt narazie nic nie podejrzewa. Datę porodu mam wyznaczoną na 10 grudnia, środek zimy. Ubrałam się i wyszłam na spotkanie.
-Dzień dobry.
-Witaj Victoria. Jak się masz?
-Bardzo dobrze. A pan?
-A dobrze.
Rozmawialiśmy przy ciastku
-Mam dla ciebie propozycje pracy. Bo potrzebuję architekta, otworzyłem swój salon i chciałbym, żebyś w nim pracowała.
-Bardzo dobra wiadomość, ale niestety muszę odmówić, bo jestem w ciąży. Nie chcę się przemęczać. Mam jeszcze swój dom do ogarnięcia.
-Rozumiem. Wielka szkoda, ale jak będziesz chciała wrócić do pracy to masz moją wizytówkę. W każdej chwili jestem w stanie cię przyjąć.
-Dziękuję serdecznie.
Wracając spacerowałam trochę po centrum. Kupiłam sobie kawałek ciasta i wróciłam. Zajęłam się tym naszym domem. Siedziałam nad nim kilka dni, ale większość obrysowałam. Został pokój dla dziecka, ale to mamy zrobić wspólnie z Niallem. Dzisiaj mam strasznego lenia, po obudzeniu założyłam dresy bokserkę i leżę przed telewizorem. Przerwał mi telefon
-Hej Perrie, leżę przed telewizorem. A co u ciebie?
-A nudzę się, mamy dzień wolnego. Mogę wpaść do ciebie?
-Jasne. Zapraszam.
-Nie musiałaś kupować prezentów.
-Ale nie mogłam się powstrzymać.
Otworzyłam a tam śliczne
body i skarpetki. Sama ostatnio jak przechodziłam koło sklepu dla dzieci to chciałam tam wejść, ale media mnie śledziły a oni nie wiedzą o ciąży.
-Jakie śliczne. Ale nie musiałaś.
-Dziecko od początku musi wyglądać ślicznie.
Do wieczora siedziałyśmy razem i żartowałyśmy. Chciałabym już wiedzieć czy to chłopiec czy dziewczynka, ale trzeba czekać aż do 5 miesiąca.
Kolejnego dnia przyjechał do mnie narzeczony i przez te dni, które był w Londynie pokazałam mu projekty i jeździliśmy wybierając meble. Pokój dziecięcy mamy przygotować dopiero pod koniec wakacji. Niall tym razem poleciał do Europy a ja wynajęłam ekipę remontową i od dzisiaj zaczynają pracę nad naszym domem. Pilnuję wszystkiego i mam oko nad tym. Ogólnie to zeszło im półtora miesiąca. Z Niallerem ustaliliśmy, że wprowadzimy się jak on już wróci, ale ja chcę mu zrobić niespodziankę. Dobrze, że zostawił mi samochód.
Rozdział 48.
To co tam zobaczyłam załamało mnie, mnóstwo dziewczyn wyzywało mnie i mówiły, żebym lepiej nie pokazywała się na ulicy.
"Jesteś paskudna. Nie pasujesz do naszego Niallerka."
"Co on w tobie widzi?"
"Jesteś z Niallem tylko dla pieniędzy. Jak można być kimś takim. "
Nie mogłam więcej na to patrzeć, zamknęłam laptopa i rozpłakałam się. To jakaś masakra. Jak one tak mogą.
Perspektywa Zayna.
Wszedłem na twittera, aby odpisać fankom i zobaczyłem, że wiele z nich najeżdża strasznie na Vicky. Czym oni im zawiniła? Ciekawe czy ona to widziała. Napisałem tweet
"Czemu na nią najeżdżacie? Nie widzicie jaki Niall jest szczęśliwy? To jest kolejna dziewczyna, której nie możecie zaakceptować. Eleanor, Danielle, Perrie. To jest męczące. Vicky my znamy prawdę. "
Chłopaki po chwili zeszli z pokoi i zapytali
-Widziałeś co one nagadały?
-Widziałem, napisałem coś na ten temat.
-Ciekawe czy Vicky widziała. -odparł Harry.
Każdy coś napisał w obronie przyjaciółki. Najbardziej zdenerwował się Niall,
-Niall jutro mamy wywiad, powiemy coś na ten temat.
-Kurwa ja rozumiem, że one mnie kochają, ale ja chyba też mam prawo być szczęśliwy. Przecież logiczne, że nie będę z każdą z nich.
Zabrał kurtkę i wyszedł.
Perspektywa Nialla.
Mam dość tego kurwa. Czy nie widzą, że jestem szczęśliwy z Victorią? Kocham swoje fanki, ale one przesadzają. Podjechałem szybko do Vicky a ta leżała na kanapie. Widziałem, że płacze.
-Vicky skarbie, nie płacz. Serce mi pęknie.
Przytuliłem ją mocno i tak siedzieliśmy.
-Jadłaś coś?
-Obiad.
-To idziemy do kuchni coś przygotować.
Posadziłem narzeczoną na blacie i zacząłem przygotowywać naleśniki. Przy tym wygłupiałem się, aby poprawić jej humor. Całe szczęście udało mi się.
-To jak przestaniesz się tym przejmować?
-Może, ale nadal nie rozumiem tego.
-Słonko nikt tego nie rozumie. Ale to samo spotkało Eleanor, Danielle, Perrie i każdą dziewczynę, z którą się spotykaliśmy. Usiedliśmy z laptopem i pokazałem jej te wszystkie komentarze od chłopaków.
Perspektywa Vicky.
Może nie powinnam brać tego do siebie, ale nie lubię jak ktoś mnie hejtuje. To strasznie boli. Widząc miłe komentarze od chłopaków uśmiechnęłam się i napisałam
"Dziękuję NiallOfficial, zaynmalik, Louis_Tomlinson, Real_Liam_Payne, Harry_Styles. "
Od razu dostałam odpowiedź.
"Nie ma za co. Jesteś częścią naszej rodziny. A o rodzinę trzeba dbać. "
Niall został u mnie na noc a rano odwiózł do szkoły. Po powrocie do domu włączyłam telewizor i zobaczyłam wywiad chłopaków. Była chyba połowa, ale pojawiły się pytania o mnie. Niall odpowiadał szczerze nie wyjawiając szczegółów. O ciąży nie powiedzieli nic, na koniec narzeczony poprosił
-Czy mogę na koniec coś powiedzieć?
-Oczywiście, ale masz chwilkę.
-Dobrze. Chcę poprosić wszystkie fanki o wyrozumiałość. My mamy prawo do miłości i zakochani. Bez urazy, ale z wszystkimi z was nie będziemy. Jest nam bardzo przykro, że tak traktujecie nasze dziewczyny czy narzeczone. Nie chce, żeby był kolejny raz. Nie rańcie naszych wybranek.
-To bardzo poważne wyznanie. Chodzi o ostatnią sytuację na twitterze?
-Chodzi o wszystkie sytuacje na twitterze. Mamy wszyscy tego dość, dziewczyny cierpią przez te słowa, może niektóre z was robią to pod wpływem emocji, ale zastanówcie się zanim kogoś wyzywacie.
-Dobrze dziękujemy za ten wywiad. Mamy nadzieję, że wasze słowa dotrą do fanek. A wam życzymy szczęścia.
Uśmiechnęłam się i napisałam do narzeczonego.
"To było cudowne. Tak wspaniale nas broniłeś, dziękuję. Kocham cię."
Minęły dwa tygodnie i już jutro wizyta u lekarza. Niall uparł się, że pojedzie ze mną, ale cieszę się, że chce brać aktywny udział w życiu maluszka. Po zajęciach czekał na mnie narzeczony. Razem podjechaliśmy do lekarki, weszliśmy razem szczęśliwi.
-Widzę z narzeczonym tym razem?
-Tak. Bardzo chciał tutaj przyjechać.
-Dobrze, to cudowne. Były jakieś objawy, komplikacje?
-Nie, przez ten miesiąc czułam się świetnie.
Zrobiła mi UZG i Niall miał iskierki w oczach. Po wyjściu podjechaliśmy do centrum. Nialler coś wymyślił, ale mi kazał usiąść w kawiarni. Wrócił po 15 minutach z jakąś torbą,
-Co tam masz?
-Zobaczysz w mieszkaniu chodź.
Podjechaliśmy na miejsce i ten rozpakował. Kupił książkę dla dziecka, gdzie wkleja się wszystkie zdjęcia maleństwa. Dodatkowo kupił buciki dziecka,
-Zwariowałeś a jak ktoś cię zobaczył?
-Spoko. Nikt mnie nie widział. Byłem dyskretny jak ninja.
Zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcia i Niall wstawił na twittera jak całuję go w policzek.
"Z miłością mojego życia. Vicky kocham Cię. "
Uśmiechnęłam się i położyłam spać. Ten miesiąc szkoły minął szybko, dzisiaj idę ostatni dzień. Dostanę jakiś dyplom czy coś. Założyłam sukienkę w której nie będzie widać, mojego zaokrąglonego brzucha. Uśmiechnęłam się i wyszłam. Na miejscu dyrektor coś powiedział i mogliśmy wyjść. Dobrze, że Nialler nie widzi mnie w tych szpilkach, bo twierdzi, że nie powinnam w ciąży w nich chodzić. Wychodząc z budynku zauważyłam narzeczonego.
-Co ty tu robisz?
-Przyjechaliśmy z trasy z chłopakami, bo wczoraj był ostatni koncert. A nie mogę przyjechać po narzeczoną?
-Możesz, możesz. Cieszę się, że cię widzę.
-Ej chwila. Dlaczego masz szpilki?
-Bo inne buty mi nie pasowały.
-Mówiłem ci coś. A pomyślałem, że moglibyśmy lecieć do moich rodziców co? Ostatnio jak z nimi rozmawiałem to mówili, że chcą cię bliżej poznać.
-Fajny pomysł. Ale za za dwa dni najwcześniej. Teraz muszę odespać.
-Zgoda, ale najpierw zabieram cię na obiad.
Zjedliśmy obiad w restauracji i Niallowi odbijało. Zaczął mnie karmić i wygłupiać się. Wychodząc zauważyliśmy paparazzich, serdecznie uśmiechałam się do zdjęć. Muszę się do tego przyzwyczaić. Podjechaliśmy do mnie do mieszkania i od razu przebrałam się. Położyłam się na kanapie a Niall obok mnie z żelkami. Po chwili położył rękę na moim brzuchu i zaczął mówić do fasolki. Zaśmiałam się, ale to było urocze. Później położył się na moich kolanach i śpiewał. Uwielbiam jego głos i te iskierki w oczach kiedy śpiewa. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam a obudziłam jak usłyszałam odgłos tłuczonego szkła. Podniosłam się i zobaczyłam Nialla w kuchni.
-Przepraszam nie chciałem.
-Nic ci nie jest?
-Nie, tylko talerz się potłukł.
-To tylko talerz misiu.
Kolejnego dnia podjechaliśmy do lekarza na kolejne UZG. Fasolka już jest coraz większa, ale dziwne mówić fasolka o dziecku. Ale ono jest takie malutkie, jak rączka. Podjechaliśmy do domu chłopaków, ale oni pakowali się. Nialler też poszedł się spakować a ja przygotowałam dla nich kolację. Wieczorem narzeczony odwiózł mnie do mieszkania i tam spakowałam się. Rano przyjechał po mnie i pojechaliśmy na lotnisko. Szybko przeszliśmy przez odprawę i usiedliśmy na swoich miejscach. W czasie lotu rozmawialiśmy i słuchaliśmy muzyki. Czas jakoś szybko zleciał, ale denerwowałam się. Nie wiem jacy oni są....
"Jesteś paskudna. Nie pasujesz do naszego Niallerka."
"Co on w tobie widzi?"
"Jesteś z Niallem tylko dla pieniędzy. Jak można być kimś takim. "
Nie mogłam więcej na to patrzeć, zamknęłam laptopa i rozpłakałam się. To jakaś masakra. Jak one tak mogą.
Perspektywa Zayna.
Wszedłem na twittera, aby odpisać fankom i zobaczyłem, że wiele z nich najeżdża strasznie na Vicky. Czym oni im zawiniła? Ciekawe czy ona to widziała. Napisałem tweet
"Czemu na nią najeżdżacie? Nie widzicie jaki Niall jest szczęśliwy? To jest kolejna dziewczyna, której nie możecie zaakceptować. Eleanor, Danielle, Perrie. To jest męczące. Vicky my znamy prawdę. "
Chłopaki po chwili zeszli z pokoi i zapytali
-Widziałeś co one nagadały?
-Widziałem, napisałem coś na ten temat.
-Ciekawe czy Vicky widziała. -odparł Harry.
Każdy coś napisał w obronie przyjaciółki. Najbardziej zdenerwował się Niall,
-Niall jutro mamy wywiad, powiemy coś na ten temat.
-Kurwa ja rozumiem, że one mnie kochają, ale ja chyba też mam prawo być szczęśliwy. Przecież logiczne, że nie będę z każdą z nich.
Zabrał kurtkę i wyszedł.
Perspektywa Nialla.
Mam dość tego kurwa. Czy nie widzą, że jestem szczęśliwy z Victorią? Kocham swoje fanki, ale one przesadzają. Podjechałem szybko do Vicky a ta leżała na kanapie. Widziałem, że płacze.
-Vicky skarbie, nie płacz. Serce mi pęknie.
Przytuliłem ją mocno i tak siedzieliśmy.
-Jadłaś coś?
-Obiad.
-To idziemy do kuchni coś przygotować.
Posadziłem narzeczoną na blacie i zacząłem przygotowywać naleśniki. Przy tym wygłupiałem się, aby poprawić jej humor. Całe szczęście udało mi się.
-To jak przestaniesz się tym przejmować?
-Może, ale nadal nie rozumiem tego.
-Słonko nikt tego nie rozumie. Ale to samo spotkało Eleanor, Danielle, Perrie i każdą dziewczynę, z którą się spotykaliśmy. Usiedliśmy z laptopem i pokazałem jej te wszystkie komentarze od chłopaków.
Perspektywa Vicky.
Może nie powinnam brać tego do siebie, ale nie lubię jak ktoś mnie hejtuje. To strasznie boli. Widząc miłe komentarze od chłopaków uśmiechnęłam się i napisałam
"Dziękuję NiallOfficial, zaynmalik, Louis_Tomlinson, Real_Liam_Payne, Harry_Styles. "
Od razu dostałam odpowiedź.
"Nie ma za co. Jesteś częścią naszej rodziny. A o rodzinę trzeba dbać. "
Niall został u mnie na noc a rano odwiózł do szkoły. Po powrocie do domu włączyłam telewizor i zobaczyłam wywiad chłopaków. Była chyba połowa, ale pojawiły się pytania o mnie. Niall odpowiadał szczerze nie wyjawiając szczegółów. O ciąży nie powiedzieli nic, na koniec narzeczony poprosił
-Czy mogę na koniec coś powiedzieć?
-Oczywiście, ale masz chwilkę.
-Dobrze. Chcę poprosić wszystkie fanki o wyrozumiałość. My mamy prawo do miłości i zakochani. Bez urazy, ale z wszystkimi z was nie będziemy. Jest nam bardzo przykro, że tak traktujecie nasze dziewczyny czy narzeczone. Nie chce, żeby był kolejny raz. Nie rańcie naszych wybranek.
-To bardzo poważne wyznanie. Chodzi o ostatnią sytuację na twitterze?
-Chodzi o wszystkie sytuacje na twitterze. Mamy wszyscy tego dość, dziewczyny cierpią przez te słowa, może niektóre z was robią to pod wpływem emocji, ale zastanówcie się zanim kogoś wyzywacie.
-Dobrze dziękujemy za ten wywiad. Mamy nadzieję, że wasze słowa dotrą do fanek. A wam życzymy szczęścia.
Uśmiechnęłam się i napisałam do narzeczonego.
"To było cudowne. Tak wspaniale nas broniłeś, dziękuję. Kocham cię."
Minęły dwa tygodnie i już jutro wizyta u lekarza. Niall uparł się, że pojedzie ze mną, ale cieszę się, że chce brać aktywny udział w życiu maluszka. Po zajęciach czekał na mnie narzeczony. Razem podjechaliśmy do lekarki, weszliśmy razem szczęśliwi.
-Widzę z narzeczonym tym razem?
-Tak. Bardzo chciał tutaj przyjechać.
-Dobrze, to cudowne. Były jakieś objawy, komplikacje?
-Nie, przez ten miesiąc czułam się świetnie.
Zrobiła mi UZG i Niall miał iskierki w oczach. Po wyjściu podjechaliśmy do centrum. Nialler coś wymyślił, ale mi kazał usiąść w kawiarni. Wrócił po 15 minutach z jakąś torbą,
-Co tam masz?
-Zobaczysz w mieszkaniu chodź.
Podjechaliśmy na miejsce i ten rozpakował. Kupił książkę dla dziecka, gdzie wkleja się wszystkie zdjęcia maleństwa. Dodatkowo kupił buciki dziecka,
-Zwariowałeś a jak ktoś cię zobaczył?
-Spoko. Nikt mnie nie widział. Byłem dyskretny jak ninja.
Zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcia i Niall wstawił na twittera jak całuję go w policzek.
"Z miłością mojego życia. Vicky kocham Cię. "
Uśmiechnęłam się i położyłam spać. Ten miesiąc szkoły minął szybko, dzisiaj idę ostatni dzień. Dostanę jakiś dyplom czy coś. Założyłam sukienkę w której nie będzie widać, mojego zaokrąglonego brzucha. Uśmiechnęłam się i wyszłam. Na miejscu dyrektor coś powiedział i mogliśmy wyjść. Dobrze, że Nialler nie widzi mnie w tych szpilkach, bo twierdzi, że nie powinnam w ciąży w nich chodzić. Wychodząc z budynku zauważyłam narzeczonego.
-Co ty tu robisz?
-Przyjechaliśmy z trasy z chłopakami, bo wczoraj był ostatni koncert. A nie mogę przyjechać po narzeczoną?
-Możesz, możesz. Cieszę się, że cię widzę.
-Ej chwila. Dlaczego masz szpilki?
-Bo inne buty mi nie pasowały.
-Mówiłem ci coś. A pomyślałem, że moglibyśmy lecieć do moich rodziców co? Ostatnio jak z nimi rozmawiałem to mówili, że chcą cię bliżej poznać.
-Fajny pomysł. Ale za za dwa dni najwcześniej. Teraz muszę odespać.
-Zgoda, ale najpierw zabieram cię na obiad.
Zjedliśmy obiad w restauracji i Niallowi odbijało. Zaczął mnie karmić i wygłupiać się. Wychodząc zauważyliśmy paparazzich, serdecznie uśmiechałam się do zdjęć. Muszę się do tego przyzwyczaić. Podjechaliśmy do mnie do mieszkania i od razu przebrałam się. Położyłam się na kanapie a Niall obok mnie z żelkami. Po chwili położył rękę na moim brzuchu i zaczął mówić do fasolki. Zaśmiałam się, ale to było urocze. Później położył się na moich kolanach i śpiewał. Uwielbiam jego głos i te iskierki w oczach kiedy śpiewa. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam a obudziłam jak usłyszałam odgłos tłuczonego szkła. Podniosłam się i zobaczyłam Nialla w kuchni.
-Przepraszam nie chciałem.
-Nic ci nie jest?
-Nie, tylko talerz się potłukł.
-To tylko talerz misiu.
Kolejnego dnia podjechaliśmy do lekarza na kolejne UZG. Fasolka już jest coraz większa, ale dziwne mówić fasolka o dziecku. Ale ono jest takie malutkie, jak rączka. Podjechaliśmy do domu chłopaków, ale oni pakowali się. Nialler też poszedł się spakować a ja przygotowałam dla nich kolację. Wieczorem narzeczony odwiózł mnie do mieszkania i tam spakowałam się. Rano przyjechał po mnie i pojechaliśmy na lotnisko. Szybko przeszliśmy przez odprawę i usiedliśmy na swoich miejscach. W czasie lotu rozmawialiśmy i słuchaliśmy muzyki. Czas jakoś szybko zleciał, ale denerwowałam się. Nie wiem jacy oni są....
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Rozdział 47.
-Oczywiście, że się zgadzam.
-Tylko proszę jej nic nie mówić. Chcę jej zrobić niespodziankę.
-No jasne, nic jej nie powiem. Cieszę się.
Boże jaka ulga. Widzę, że polubił mnie.
Perspektywa Vicky.
-Ej Pattie po co oni wyszli na ogród? Co tata mu nagada?
-Vicky nie denerwuj się. To nie wskazane a poza tym znasz tatę. Porozmawiają i wrócą.
-No znam, znam. Możemy zostać kilka dni?
-No pewnie. Przecież twój pokój jest wolny.
Do późna siedzieliśmy a kolejnego dnia po śniadaniu wyszliśmy na spacer. Jestem najszczęśliwszą kobietą na ziemi.
-Ej Nialler pójdziesz ze mną na cmentarz do mamy?
-Głupie pytanie. Jasne, że pójdę.
Kupiliśmy świeże kwiaty i świeczkę. Na miejscu były śliczne kwiaty,
'Tata nadal pamięta o mamie. To urocze.'
Chwile posiedzieliśmy tam i opowiedziałam mamie o wszystkim. Niall stał cicho i uśmiechał się. Później zadzwoniłam do Noaha. Rozmawialiśmy przez skypa i ten też jest szczęśliwy z dziewczyną.
-Noah, bo nie będzie okazji na razie, żebym do ciebie przyleciała do Nowego Yorku to powiem ci przez skypa. Jestem w ciąży.
Ten jak cała reszta cieszył się, pogratulował tatusiowi i oczywiście mi.
-Jak będziecie mieli synka to nauczę go podrywać laski.
-Noah nie rozpędzaj się.
-No co? Wujek go czegoś nauczy.
-Niech wujek się wstrzyma, bo nie zobaczy dziecka.
Kolejnego dnia odwiedziliśmy Rossie i następnego wróciliśmy do Londynu. Po kilku dniach Niall powiedział, że ma koncert.
-Mówię ci to kolejny raz, to twoja praca, więc spokojnie jedź.
-Ale ja chce, żebyś jechała ze mną.
-Po co ja tam?
-Po prostu jedź ze mną.
Zgodziłam się, bo ten by mi nie odpuścił. Wybrałam jedną z sukienek, do tego dodatki i zaczęłam się szykować.
Perspektywa Nialla.
Strasznie się denerwuje, jakoś przekonałem Vicky, żeby pojechała z nami na koncert. Ona jest uparta, ale nie bardziej niż ja. Pierścionek kupiłem już dużo wcześniej, ale boję się, że pójdzie coś nie tak. Boję się, że coś schrzanię.
-Ej Nialler spoko. Wszystko będzie dobrze.
-Lou a jak coś spieprzę?
-Nic nie spieprzysz. Ona kocha cię takiego jakim jesteś.
Nawet słowa przyjaciela mi nie pomogły. Trzesą mi się ręcę. Ale Victoria nie może niczego podejrzewać. Podjechaliśmy po nią i razem na koncert. Tam wszystko jak zawsze, przygotowania, strój i wychodzimy na scenę. Śpiewając trochę rozluźniłem się, ale wiedziałem, że muszę to zrobić. Z chłopakami ustaliliśmy, że będzie to przed Little things. Skoczyliśmy się szybko przebrać i wyszedłem w koszuli.
-Dobra teraz poprosimy chwilę ciszy. Dla jednego z nas jest to bardzo ważna chwila. -powiedział Louis a Zayn przyprowadził Vicky. Ta była zdezorientowana
Perspektywa Vicky.
Po co Zayn wprowadził mnie na scenę? O co tu chodzi? Lou poprosił, żeby wszyscy zamilkli na chwilę. Stanęłam naprzeciwko Nialla i próbowałam spojrzeniem zapytać go o co chodzi, ale ten nic. W pewnym momencie uklęknął, wyjął z kieszeni pudełko z pierścionkiem
-Vicky czy uczynisz mnie tym szczęśliwcem i wyjdziesz za mnie?
Nie byłam w stanie nic odpowiedzieć. Łzy napłynęły mi do oczu ze wzruszenia. Uśmiechnęłam się i kiwnęłam twierdząco głową. Gdy narzeczony zakładał mi pierścionek na palec cała sala zaczęła śpiewać sto lat. Pocałowałam go czule a ten otarł łzy z moim policzków i szepnął
-Nie płacz.
Wtuliłam się w jego tors, czułam, że jestem szczęśliwa. Szczęśliwa bezpieczna i w ogóle cała happy.
-Widzicie, ten prawie najmłodszy blondyn oświadczył się wcześniej niż my. -odparł Liam.
-Znalazł swoją drugą połówkę z którą będzie do końca życia. -dopowiedział Harry.
Chłopaki pogratulowali nam i zaczęła rozbrzmiewać melodia Little Things. Usiadłam na specjalnym krzesełku i chłopaki zaczęli.
-Your hand fits in mine like it's made just for me -Zayn podszedł do mnie i przypasował nasze dłonie, ale pokiwał przecząco głową.
-And I'm joining up the dots with the freckles on your cheeks. -pukną mnie w nos i odszedł
-I know you've never loved the crinkles by your eyes, when you smile. -tym razem Liam podszedł i palcami pokazał, żebym się uśmiechnęła.
-It is in love with you and all these little things. -Zayn z Liamem zmienili tekst, bo powinno być "I'm in"
-And all those conversations are the secrets that I keep -Louis śpiewając podszedł i przytulił mnie.
-I know you've never loved the sound of your voice on tape -Harry podszedł i robił głupie miny, ale przytulił mnie i zaraz za nim podszedł mój Niall. Śpiewając patrzył mi głęboko w oczy. Później jak śpiewali wszyscy to wstałam i ich przytuliłam i zmienili ostatni wers
-Niall in love with you. And all your little things.
-Ej co powiecie na spacer po Londynie? -zaproponował Harry.
Zgodziliśmy się i po chwili już spacerowaliśmy. W czasie obiadu dołączyły do nas dziewczyny,
-Widziałyśmy w internecie. Gratulacje Vicky.
-Dziękuję.
Wspólnie siedzieliśmy do późna a po powrocie rozmawiałam z przyjaciółmi na skypie. Rossie skakała z radości i ciągle uśmiechała się.
-Byśmy przyjechali to uczcić, ale ty pić nie możesz.
-Soczku się napiję, a zapraszam do siebie.
-Może umówmy się na wakacje co?
Kolejnego dnia zajęłam się szkołą, mam jeszcze półtora miesiąca. W poniedziałek rano podjechałam do szkoły i wszystko było normalnie. Dyrektor nie powiedział chyba nic nauczycielom, bo wszyscy zachowywali się normalnie. Tylko dziewczyny z młodszego rocznika patrzyły na mnie jakby z zazdrością, no cóż. Po powrocie do domu włączyłam laptopa i zrobiłam sobie obiad. Zjadłam i weszłam na twittera. To co tam zobaczyłam to mnie załamało...
Rozdział 46.
Weszłam do środka i znów położyłam się na łóżku, pani posmarowała mi brzuch i zaczęła jeździć tą maszyną. Po chwili odezwała się
-Jest pani w 5 tygodniu ciąży. Czy oprócz zawrotów głowy były jakieś objawy.
Nie wierzę w to co ona powiedziała. Jak w ciąży? WTF?
-Halo. Wiem, że może to być dla ciebie szok, ale już za późno.
-Mówi pani, że w 5 tygodniu?
-Tak. Pytam o objawy słonko?
-A tak jakoś ostatnio ciągle spać mi się chciało, raz byłam głodna a za drugim razem nie.
Przeprowadziła ze mną wywiad i umówiłyśmy się za kolejną wizytę. To właśnie ona ma prowadzić moją ciążę. Wydaje się sympatyczna. Wyszłam od niej ze zdjęciem UZG.
-Vicky i co ci jest?
Podeszłam do niej i pocałowałam w policzek.
-No mów.
-Jestem w ciąży. Słyszysz w ciąży.
-Vicky to wspaniale. Wiedziałam, że pierwsza będziesz.
-Wielkie dzięki.
-To jedziemy do Nialla. Musimy mu powiedzieć.
Dzwoniłam do niego, ale dostałam sms, że jest na wywiadzie i wróci bardzo późno. Dlatego wróciłyśmy do mieszkania. Kolejnego dnia rano mieli sesje, ale o 14 wrócili.
-Myślisz, że się ucieszy?
-Myślę, że będzie szczęśliwy jak cholera. Przecież ostatnio rozmawialiście o dzieciach.
-No tak, ale czy my nie jesteśmy za młodzi?
-Dziewczyno masz 20 lat a Niall 21. To odpowiedni wiek na dzieci. Sama pomyśl. Twoja córka będzie miała 16 lat a ty 36. Więc nie będzie się wstydzić.
Po drodze kupiłyśmy szampana, ale schowałyśmy do toreb, bo najpierw ja sama powiem Niallowi. Boję się jak cholera. Weszliśmy do środka i zobaczyłam ich w salonie. Zayn spał na fotelu, Louis jadł marchewki, Harry coś robił w kuchni, Liam siedział z telefonem a Nialla nie było.
-Ej gdzie jest mój chłopak?
-A stało się coś?
-Nie. Chce z nim porozmawiać.
-Jest u siebie.
Weszłam a ten akurat zakładał koszulkę
-Przepraszam, że wczoraj nie mogłem.
-Nie ma sprawy. To twoja praca.
-Ej stało się coś?
-Tak prosto z mostu to jestem w ciąży.
-odparłam i pokazałam mu zdjęcie. Ten popatrzył na mnie i zaraz na zdjęcie. Spoważniałam. Przez głowę przeszły mi najgorsze myśli.
-Vicky ty mówisz serio?
-Jak najbardziej. Nie żartowałabym z takiej sprawy.
Ten uśmiechnął się i pocałował mnie. Zaczął skakać z radości i drzeć się, że będzie tatą. Zbiegł po schodach krzycząc i skacząc z radości. Zeszłam za nim jak skakał z Harrym.
-Niall a czemu skaczemy?
Ten spojrzał na mnie i zapytał
-Mogę im powiedzieć?
Tylko kiwnęłam głową
-Będę tatą.
-Niall Horan ojciec.
Cała ich 4 skakała a Zayn dopiero co obudził się.
-Czy ja dobrze słyszałem, że zostanę wujkiem?
Jako jedyny podszedł do mnie i spojrzał na mnie.
-Tak. Zayn będziesz wujkiem.
Przytulił mnie i pocałował w policzek. Wszyscy zaczęliśmy skakać i cieszyć się. My z Rossie wyjęłyśmy szampana, ale nalewając do szklanek usłyszałam
-Vicky, ale ty nie możesz w takim stanie.
Louis nalał mi soku i uczciliśmy to. Wieczorem przyjechała Eleanor, Danielle i Perrie.
-Ej co to się dzieje, że oni już piją?
-Bo mamy okazję.
-Ej pozwolicie, że ja im powiem?
Zabrałam dziewczyny na osobności i powiedziałam im. One zaczęły mnie tulić i całować. Później siedzieliśmy w salonie i żartowaliśmy.
-Ej, ale moglibyście na razie nikomu więcej nie mówić? A szczególnie mediom?
-Jasne. Wasze zdrowie jest teraz najważniejsze.
-A poza tym chcę, żeby tata dowiedział się ode mnie.
-To zrozumiałe.
Cały weekend spędziłyśmy z nimi. A w poniedziałek poszłam do dyrektora, on od początku jest spoko wobec mnie, więc ja też chce być. Niby te 3 miesiące to nie będzie tak widać, ale lepiej. Powiedziałam wszystko i od razu powiedziałam, że przez tydzień mnie nie będzie. Jutro mamy samolot do Atlanty, lecimy we trójkę, bo Niall chce być ze mną jak będę o tym mówiła. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy na kilka dni i rano razem z Rossie podjechałyśmy na lotnisko. Chłopak szczęśliwy już czekał. Lot minął spoko, co chwila musiałyśmy uspokajać Niallera, bo jest strasznie podjarany tym wszystkim. Taksówką podjechaliśmy na miejsce i zjedliśmy wspólnie kolacje. Od razu chcę im powiedzieć o ciąży i nie zwlekać. Tata ucieszył się tak samo jak Pattie, ta zgarnęła mnie do kuchni i tam rozmawiałyśmy na osobności.
Perspektywa Nialla.
Korzystając z sytuacji, że jestem już u ojca Vicky chcę z nim porozmawiać i poprosić o rękę dziewczyny. Już wcześniej o tym myślałem a teraz kiedy będziemy mieli dziecko wszystko się przyspieszyło. Chcę poprosić ją o rękę na koncercie w Londynie za kilka dni, ale muszę mieć zgodę.
-Teraz jak nie ma Vicky z nami to chcę pana zapytać czy zgadza się pan. Cholera nie mogę poukładać zdania.
-Spokojnie Niall. Ja ci nic nie zrobię.
-Wiem, ale denerwuje się.
Wyszliśmy na ogród i tam rozmawialiśmy....
-Jest pani w 5 tygodniu ciąży. Czy oprócz zawrotów głowy były jakieś objawy.
Nie wierzę w to co ona powiedziała. Jak w ciąży? WTF?
-Halo. Wiem, że może to być dla ciebie szok, ale już za późno.
-Mówi pani, że w 5 tygodniu?
-Tak. Pytam o objawy słonko?
-A tak jakoś ostatnio ciągle spać mi się chciało, raz byłam głodna a za drugim razem nie.
Przeprowadziła ze mną wywiad i umówiłyśmy się za kolejną wizytę. To właśnie ona ma prowadzić moją ciążę. Wydaje się sympatyczna. Wyszłam od niej ze zdjęciem UZG.
-Vicky i co ci jest?
Podeszłam do niej i pocałowałam w policzek.
-No mów.
-Jestem w ciąży. Słyszysz w ciąży.
-Vicky to wspaniale. Wiedziałam, że pierwsza będziesz.
-Wielkie dzięki.
-To jedziemy do Nialla. Musimy mu powiedzieć.
Dzwoniłam do niego, ale dostałam sms, że jest na wywiadzie i wróci bardzo późno. Dlatego wróciłyśmy do mieszkania. Kolejnego dnia rano mieli sesje, ale o 14 wrócili.
-Myślisz, że się ucieszy?
-Myślę, że będzie szczęśliwy jak cholera. Przecież ostatnio rozmawialiście o dzieciach.
-No tak, ale czy my nie jesteśmy za młodzi?
-Dziewczyno masz 20 lat a Niall 21. To odpowiedni wiek na dzieci. Sama pomyśl. Twoja córka będzie miała 16 lat a ty 36. Więc nie będzie się wstydzić.
Po drodze kupiłyśmy szampana, ale schowałyśmy do toreb, bo najpierw ja sama powiem Niallowi. Boję się jak cholera. Weszliśmy do środka i zobaczyłam ich w salonie. Zayn spał na fotelu, Louis jadł marchewki, Harry coś robił w kuchni, Liam siedział z telefonem a Nialla nie było.
-Ej gdzie jest mój chłopak?
-A stało się coś?
-Nie. Chce z nim porozmawiać.
-Jest u siebie.
Weszłam a ten akurat zakładał koszulkę
-Przepraszam, że wczoraj nie mogłem.
-Nie ma sprawy. To twoja praca.
-Ej stało się coś?
-Tak prosto z mostu to jestem w ciąży.
-odparłam i pokazałam mu zdjęcie. Ten popatrzył na mnie i zaraz na zdjęcie. Spoważniałam. Przez głowę przeszły mi najgorsze myśli.
-Vicky ty mówisz serio?
-Jak najbardziej. Nie żartowałabym z takiej sprawy.
Ten uśmiechnął się i pocałował mnie. Zaczął skakać z radości i drzeć się, że będzie tatą. Zbiegł po schodach krzycząc i skacząc z radości. Zeszłam za nim jak skakał z Harrym.
-Niall a czemu skaczemy?
Ten spojrzał na mnie i zapytał
-Mogę im powiedzieć?
Tylko kiwnęłam głową
-Będę tatą.
-Niall Horan ojciec.
Cała ich 4 skakała a Zayn dopiero co obudził się.
-Czy ja dobrze słyszałem, że zostanę wujkiem?
Jako jedyny podszedł do mnie i spojrzał na mnie.
-Tak. Zayn będziesz wujkiem.
Przytulił mnie i pocałował w policzek. Wszyscy zaczęliśmy skakać i cieszyć się. My z Rossie wyjęłyśmy szampana, ale nalewając do szklanek usłyszałam
-Vicky, ale ty nie możesz w takim stanie.
Louis nalał mi soku i uczciliśmy to. Wieczorem przyjechała Eleanor, Danielle i Perrie.
-Ej co to się dzieje, że oni już piją?
-Bo mamy okazję.
-Ej pozwolicie, że ja im powiem?
Zabrałam dziewczyny na osobności i powiedziałam im. One zaczęły mnie tulić i całować. Później siedzieliśmy w salonie i żartowaliśmy.
-Ej, ale moglibyście na razie nikomu więcej nie mówić? A szczególnie mediom?
-Jasne. Wasze zdrowie jest teraz najważniejsze.
-A poza tym chcę, żeby tata dowiedział się ode mnie.
-To zrozumiałe.
Cały weekend spędziłyśmy z nimi. A w poniedziałek poszłam do dyrektora, on od początku jest spoko wobec mnie, więc ja też chce być. Niby te 3 miesiące to nie będzie tak widać, ale lepiej. Powiedziałam wszystko i od razu powiedziałam, że przez tydzień mnie nie będzie. Jutro mamy samolot do Atlanty, lecimy we trójkę, bo Niall chce być ze mną jak będę o tym mówiła. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy na kilka dni i rano razem z Rossie podjechałyśmy na lotnisko. Chłopak szczęśliwy już czekał. Lot minął spoko, co chwila musiałyśmy uspokajać Niallera, bo jest strasznie podjarany tym wszystkim. Taksówką podjechaliśmy na miejsce i zjedliśmy wspólnie kolacje. Od razu chcę im powiedzieć o ciąży i nie zwlekać. Tata ucieszył się tak samo jak Pattie, ta zgarnęła mnie do kuchni i tam rozmawiałyśmy na osobności.
Perspektywa Nialla.
Korzystając z sytuacji, że jestem już u ojca Vicky chcę z nim porozmawiać i poprosić o rękę dziewczyny. Już wcześniej o tym myślałem a teraz kiedy będziemy mieli dziecko wszystko się przyspieszyło. Chcę poprosić ją o rękę na koncercie w Londynie za kilka dni, ale muszę mieć zgodę.
-Teraz jak nie ma Vicky z nami to chcę pana zapytać czy zgadza się pan. Cholera nie mogę poukładać zdania.
-Spokojnie Niall. Ja ci nic nie zrobię.
-Wiem, ale denerwuje się.
Wyszliśmy na ogród i tam rozmawialiśmy....
Rozdział 45.
-Tak długo na to czekałem.
-Ja też.
Wpuściłam go do środka i włożyłam kwiaty do wody. Chciałam podać obiado-kolacje, ale chłopak zaczął mnie całować. Byłam taka szczęśliwa. Przeszliśmy do sypialni i Niall zaczął mnie rozbierać. Gdy byłam w samej bieliźnie ten spojrzał pytająco. Kiwnęłam głową
-Jesteś pewna?
-Tak.
Zrobiliśmy to (ale nie będę wam opisywać) po wszystkim byłam bardzo szczęśliwa i głodna. Ubrałam koszulę Nialla i zjedliśmy obiad już na kolacje. Później leżeliśmy na kanapie opychając się żelkami i truskawkami. Do bardzo późna rozmawialiśmy.
-Naprawdę przejąłeś się, że adoptowałam dziecko?
-Vicky to nie tak. Chciałbym mieć dziecka, ale, żeby ono było nasze.
-A jeśli nie będę mogła mieć dzieci?
-Skąd ta pewność?
-Po przeszczepie wątroby mogę nie mieć dzieci.
-Będziemy się starać. Wszystko będzie dobrze, nie martw się.
Bardzo późno zasnęłam w objęciach swojego chłopaka a obudziłam się jak Nialler wszedł z tacą. Usiadłam na łóżku i ten pojawił się obok. Zjedliśmy śniadanie i dostałam buziaka.
-Mogę się codziennie tak budzić.
-Trzeba nad tym pomyśleć.
-W sumie mam spore mieszkanie.
-Ja myślałem bardziej nad naszym domem.
Późno Niall poszedł a ja dokończyłam rysunek. Wieczorem jeszcze zadzwonił do mnie Zayn,
-Chcę porozmawiać z tobą o tym moim domu.
-Zayn a może spotkamy się jutro co? Przyjechałbyś po mnie do szkoły co?
-A Niall nie będzie zazdrosny.
-Daj spokój. Wytrzyma. To co?
-No okey, ale daj znać o której kończysz.
-To jutro ci napiszę, bo sama nie wiem.
W szkole dowiedziałam się, że siedzimy dziś do 15. Napisałam Zaynowi i przyjechał po mnie.
-Zayn masz ten dom?
-Mam, to znaczy mam na oku.
-A moglibyśmy jechać zobaczyć to coś pomyśle w wolnej chwili?
-Jasne. Nie ma najmniejszego problemu.
Perspektywa Zayna.
Podjechaliśmy do domu chociaż wiem, że mogę dostać ochrzan od chłopaków. Wszyscy myślimy nad domami w tej okolicy i Niall też oglądał jeden. Będzie lekka klapa, ale myślę, że zrozumieją.
Perspektywa Vicky.
Na miejscu strasznie mi się spodobało, świetna okolica, śliczne domki. Obejrzeliśmy cały dom i od razu nasunęły mi się pomysły.
-Zayn ja pomyślę nad twoim domem, ale teraz przygotowuje się do egzaminów i wiesz sporo do nauki.
-Rozumiem. Spokojnie.
Wszystko mi się rysowało, ale to moje marzenia. Podjechaliśmy do mnie do domu i rozmawiałem z Zaynem na temat domu. Mam lekko wypytać Perrie i coś dodać. Postaram się, ale nie wiem jak to będzie. Cały tydzień minął strasznie męcząco. Dzisiaj umówiłam się z Perrie, chcę ją trochę wypytać o ten dom. Udało mi się, bo wkręciłam ją trochę, że na zajęcia robię plan. W niedziele z Zaynem pojechałam do domu i wymierzyłam pokoje i wróciłam do mieszkania. Miałam już trochę zaplanowane według ich gustów, ale nie wiem czy się spodoba. Jednak w pierwszej kolejności zajęłam się lekcjami i przygotowaniem do egzaminów. Muszę skończyć te studia z jak najlepszymi wynikami. Po około miesiącu mam już dość tych przygotować i wszystkiego. Czuję się strasznie, od jakiegoś czasu wcale nie mam ochoty na jedzenie, przeszkadzają mi najmniejsze zapachu, spać mi się ciągle chce. Myślę, że to z przemęczenia. Dzisiaj ma wpaść Rossie na kilka dni. Ona wie, że mam te zaliczenia, ale dlatego ma mi pomóc i dotrzymać towarzystwa. Zrobiłam zakupy i wracając pod drzwiami zastałam przyjaciółkę.
-Kochanie mogłaś zadzwonić.
-Oj spokojnie. Dopiero przyjechałam. A co ty jesteś taka blada?
-To przemęczenie, ale spokojnie. Już niedługo to minie. Wejdźmy do środka.
Wciągnęłam ją do środka i jeszcze raz mocno przytuliłam.
-Boże jak tęskniłam za tobą.
-Tak jak ja.
Zrobiłyśmy razem kolacje i oglądałyśmy filmy do późna. Znaczy one leciały w tle a my rozmawiałyśmy. Kolejnego dnia w piżamie przesiedziałyśmy i rozmawiałyśmy.
-Ej, bo ja przyleciałam a może ty byś chciała coś sobie przypominać?
-Rossie daj spokój. Dobrze, że jesteś, bo muszę trochę odreagować. Nie mogę o tym myśleć teraz, bo zaraz wszystko zapomnę.
-Będzie dobrze jak zawsze.
W niedziele spacerowałyśmy po Londynie i od razu wręczyłam Zaynowi swoje plany. Wszystko miał jasno opisane, że na pewno zrozumie.
-Dziękuję Vicky. A co ty taka blada jesteś?
-Nie ma za co. Ty kolejny? Zmęczona jestem. A w domu jak coś to zmieńcie coś.
-Pewnie nie będzie co zmieniać.
Zjadłyśmy kolacje na mieście i wróciłyśmy do mieszkania.
-Vicky ja uważam, że powinnaś iść do lekarza.
-Mówię ci, że to przemęczenie. Minie.
Rano przyjaciółka zrobiła mi śniadanie, ale mało zjadłam. Jakoś ostatnio nie mam ochoty. Poszłam do szkoły i pisaliśmy egzamin. Po napisaniu jeszcze mieliśmy spotkanie z dyrektorem. Wychodząc zauważyłam Nialla, Rossie i chłopaków. Przywitałam ich i poszliśmy na obiad. Teraz mam straszny apetyt, zjadłam obiad, deser i jeszcze miałam ochotę na coś. Później poszliśmy na lody i do chłopaków. Rozluźniłyśmy się i mój chłopak nas odwiózł. We wtorek też pisaliśmy egzamin a środa była wolna. Pół dnia przespałam a drugie pół spędziłyśmy na zakupach. Na czwartek zebrałam wszystkie swoje rysunki i prace, które oddawałam nauczycielom i każdy wchodził na salę, gdzie była komisja. Nie wiem czemu to miało służyć, ale ja byłam prawie ostatnia. Siedziałam spokojnie pisząc z przyjaciółką. W pewnym momencie zrobiło mi się niedobrze, weszłam do łazienki i zwymiotowałam. Szybko ogarnęłam się i weszłam na salę. Za stołem zauważyłam pana Willa, uśmiechnęłam się i podałam im teczkę. Stałam nieruchomo, ale kręciło mi się w głowie.
-Victoria wszystko dobrze.
-Tak tak.
-My już ci mówiliśmy, że twoje prace są świetnie. Bardzo się cieszę, że tutaj jesteś i szkoda, że niedługo kończysz.
Zostawiłam wszystkie prace, bo tak miało być i wyszłam. Przed budynkiem czekała moja przyjaciółka i podchodząc do niej na maksa zaczęło mi się kręcić w głowie.
-Ej Vicky co jest?
-Kręci mi się w głowie.
-To już nie są przelewki. Ty jesteś po przeszczepie, idziemy do lekarza.
-Dobra.
Taksówka zawiozła nas do szpitala i od razu skierowałam się na badania.
-Z wątrobą wszystko w porządku, nic tutaj się nie dzieje, ale dostrzegam coś innego. Wytrzyj się i przejdziemy do innej sali.
Wyszliśmy na korytarz i przeszliśmy do tej sali.
-Tutaj pani zajmie się tobą.
-Dobrze.
Weszłam do środka i znów położyłam się na łóżku, pani posmarowała mi brzuch i zaczęła jeździć tą maszyną. Po chwili odezwała się...
-Ja też.
Wpuściłam go do środka i włożyłam kwiaty do wody. Chciałam podać obiado-kolacje, ale chłopak zaczął mnie całować. Byłam taka szczęśliwa. Przeszliśmy do sypialni i Niall zaczął mnie rozbierać. Gdy byłam w samej bieliźnie ten spojrzał pytająco. Kiwnęłam głową
-Jesteś pewna?
-Tak.
Zrobiliśmy to (ale nie będę wam opisywać) po wszystkim byłam bardzo szczęśliwa i głodna. Ubrałam koszulę Nialla i zjedliśmy obiad już na kolacje. Później leżeliśmy na kanapie opychając się żelkami i truskawkami. Do bardzo późna rozmawialiśmy.
-Naprawdę przejąłeś się, że adoptowałam dziecko?
-Vicky to nie tak. Chciałbym mieć dziecka, ale, żeby ono było nasze.
-A jeśli nie będę mogła mieć dzieci?
-Skąd ta pewność?
-Po przeszczepie wątroby mogę nie mieć dzieci.
-Będziemy się starać. Wszystko będzie dobrze, nie martw się.
Bardzo późno zasnęłam w objęciach swojego chłopaka a obudziłam się jak Nialler wszedł z tacą. Usiadłam na łóżku i ten pojawił się obok. Zjedliśmy śniadanie i dostałam buziaka.
-Mogę się codziennie tak budzić.
-Trzeba nad tym pomyśleć.
-W sumie mam spore mieszkanie.
-Ja myślałem bardziej nad naszym domem.
Późno Niall poszedł a ja dokończyłam rysunek. Wieczorem jeszcze zadzwonił do mnie Zayn,
-Chcę porozmawiać z tobą o tym moim domu.
-Zayn a może spotkamy się jutro co? Przyjechałbyś po mnie do szkoły co?
-A Niall nie będzie zazdrosny.
-Daj spokój. Wytrzyma. To co?
-No okey, ale daj znać o której kończysz.
-To jutro ci napiszę, bo sama nie wiem.
W szkole dowiedziałam się, że siedzimy dziś do 15. Napisałam Zaynowi i przyjechał po mnie.
-Zayn masz ten dom?
-Mam, to znaczy mam na oku.
-A moglibyśmy jechać zobaczyć to coś pomyśle w wolnej chwili?
-Jasne. Nie ma najmniejszego problemu.
Perspektywa Zayna.
Podjechaliśmy do domu chociaż wiem, że mogę dostać ochrzan od chłopaków. Wszyscy myślimy nad domami w tej okolicy i Niall też oglądał jeden. Będzie lekka klapa, ale myślę, że zrozumieją.
Perspektywa Vicky.
Na miejscu strasznie mi się spodobało, świetna okolica, śliczne domki. Obejrzeliśmy cały dom i od razu nasunęły mi się pomysły.
-Zayn ja pomyślę nad twoim domem, ale teraz przygotowuje się do egzaminów i wiesz sporo do nauki.
-Rozumiem. Spokojnie.
Wszystko mi się rysowało, ale to moje marzenia. Podjechaliśmy do mnie do domu i rozmawiałem z Zaynem na temat domu. Mam lekko wypytać Perrie i coś dodać. Postaram się, ale nie wiem jak to będzie. Cały tydzień minął strasznie męcząco. Dzisiaj umówiłam się z Perrie, chcę ją trochę wypytać o ten dom. Udało mi się, bo wkręciłam ją trochę, że na zajęcia robię plan. W niedziele z Zaynem pojechałam do domu i wymierzyłam pokoje i wróciłam do mieszkania. Miałam już trochę zaplanowane według ich gustów, ale nie wiem czy się spodoba. Jednak w pierwszej kolejności zajęłam się lekcjami i przygotowaniem do egzaminów. Muszę skończyć te studia z jak najlepszymi wynikami. Po około miesiącu mam już dość tych przygotować i wszystkiego. Czuję się strasznie, od jakiegoś czasu wcale nie mam ochoty na jedzenie, przeszkadzają mi najmniejsze zapachu, spać mi się ciągle chce. Myślę, że to z przemęczenia. Dzisiaj ma wpaść Rossie na kilka dni. Ona wie, że mam te zaliczenia, ale dlatego ma mi pomóc i dotrzymać towarzystwa. Zrobiłam zakupy i wracając pod drzwiami zastałam przyjaciółkę.
-Kochanie mogłaś zadzwonić.
-Oj spokojnie. Dopiero przyjechałam. A co ty jesteś taka blada?
-To przemęczenie, ale spokojnie. Już niedługo to minie. Wejdźmy do środka.
Wciągnęłam ją do środka i jeszcze raz mocno przytuliłam.
-Boże jak tęskniłam za tobą.
-Tak jak ja.
Zrobiłyśmy razem kolacje i oglądałyśmy filmy do późna. Znaczy one leciały w tle a my rozmawiałyśmy. Kolejnego dnia w piżamie przesiedziałyśmy i rozmawiałyśmy.
-Ej, bo ja przyleciałam a może ty byś chciała coś sobie przypominać?
-Rossie daj spokój. Dobrze, że jesteś, bo muszę trochę odreagować. Nie mogę o tym myśleć teraz, bo zaraz wszystko zapomnę.
-Będzie dobrze jak zawsze.
W niedziele spacerowałyśmy po Londynie i od razu wręczyłam Zaynowi swoje plany. Wszystko miał jasno opisane, że na pewno zrozumie.
-Dziękuję Vicky. A co ty taka blada jesteś?
-Nie ma za co. Ty kolejny? Zmęczona jestem. A w domu jak coś to zmieńcie coś.
-Pewnie nie będzie co zmieniać.
Zjadłyśmy kolacje na mieście i wróciłyśmy do mieszkania.
-Vicky ja uważam, że powinnaś iść do lekarza.
-Mówię ci, że to przemęczenie. Minie.
Rano przyjaciółka zrobiła mi śniadanie, ale mało zjadłam. Jakoś ostatnio nie mam ochoty. Poszłam do szkoły i pisaliśmy egzamin. Po napisaniu jeszcze mieliśmy spotkanie z dyrektorem. Wychodząc zauważyłam Nialla, Rossie i chłopaków. Przywitałam ich i poszliśmy na obiad. Teraz mam straszny apetyt, zjadłam obiad, deser i jeszcze miałam ochotę na coś. Później poszliśmy na lody i do chłopaków. Rozluźniłyśmy się i mój chłopak nas odwiózł. We wtorek też pisaliśmy egzamin a środa była wolna. Pół dnia przespałam a drugie pół spędziłyśmy na zakupach. Na czwartek zebrałam wszystkie swoje rysunki i prace, które oddawałam nauczycielom i każdy wchodził na salę, gdzie była komisja. Nie wiem czemu to miało służyć, ale ja byłam prawie ostatnia. Siedziałam spokojnie pisząc z przyjaciółką. W pewnym momencie zrobiło mi się niedobrze, weszłam do łazienki i zwymiotowałam. Szybko ogarnęłam się i weszłam na salę. Za stołem zauważyłam pana Willa, uśmiechnęłam się i podałam im teczkę. Stałam nieruchomo, ale kręciło mi się w głowie.
-Victoria wszystko dobrze.
-Tak tak.
-My już ci mówiliśmy, że twoje prace są świetnie. Bardzo się cieszę, że tutaj jesteś i szkoda, że niedługo kończysz.
Zostawiłam wszystkie prace, bo tak miało być i wyszłam. Przed budynkiem czekała moja przyjaciółka i podchodząc do niej na maksa zaczęło mi się kręcić w głowie.
-Ej Vicky co jest?
-Kręci mi się w głowie.
-To już nie są przelewki. Ty jesteś po przeszczepie, idziemy do lekarza.
-Dobra.
Taksówka zawiozła nas do szpitala i od razu skierowałam się na badania.
-Z wątrobą wszystko w porządku, nic tutaj się nie dzieje, ale dostrzegam coś innego. Wytrzyj się i przejdziemy do innej sali.
Wyszliśmy na korytarz i przeszliśmy do tej sali.
-Tutaj pani zajmie się tobą.
-Dobrze.
Weszłam do środka i znów położyłam się na łóżku, pani posmarowała mi brzuch i zaczęła jeździć tą maszyną. Po chwili odezwała się...
Rozdział 44.
Kolejnego dnia wychodząc zobaczyłam zdenerwowaną sąsiadkę Ewe.
-Czy coś się stało?
-Muszę jechać do szpitala z synem a nie mam z kim zostawić córeczki.
-Ja mogę z nią zostać.
-Nie, ty masz swoje zajęcia nie będziemy ci zawracać głowy. Zawiozę ją do cioci.
-Ale ja nie ce do cioci. -odezwała się malutka.
-Ja z nią zostanę, nie ma żadnego problemy a nie mam nic do roboty.
Spakowaliśmy kilka rzeczy dla małej Belli, jakieś zabawki, wymieniłyśmy się numerami i jej mama z synem pojechali do szpitala. Nawet nie wiem co jemu się stało, ale pewnie później się dowiem. Weszłyśmy z Bellą do mojego mieszkania i usiadłyśmy na kanapie. Nie wiem na co się pisałam, nie wiem co takie dziecko lubi.
-Bella powiesz mi coś o sobie?
-Ale czo?
-Dobra zacznijmy inaczej. Jadłaś coś na śniadanko?
-Tak.
-A co chcesz robić?
-Pobawić się lalkami.
Bawiłyśmy się chyba 2 godziny i znudziło nam się.
-Wiesz co ja zamierzałam iść na spacer to może pójdziesz ze mną chwilkę się przejść co?
-Dobla.
Ubrałyśmy się ciepło i spacerowałyśmy. Wstąpiłam po potrzebne rzeczy i spotkałyśmy Perrie.
-Vicky skąd dorwałaś takie słodkie maleństwo?
-Sąsiadki, ale śliczna co?
Zjadłyśmy kawałek ciasta i zaprosiłam Perrie do siebie na obiad. Przygotowałyśmy go z malutką i zjadłyśmy. Ta cała się ubrudziła, więc jakoś umyłam ja i przebrałam. Ona jest taka słodka i śliczna. Wieczorem ta usnęła na kanapie, więc delikatnie odniosłam ją do sypialni i weszłam na skypa.
-Myślisz, że są dostępni?
-W sumie to nie wiem, ale dzisiaj nie mają koncertu.
Weszłam i akurat byli.
-Ej zrobimy im kawał co? -zapytałam.
-Ale jaki?
-Bo nie musisz ukrywać, że śpicie z Zaynem nie?
-No nie będę przed tobą ukrywać no.
-Właśnie, trzeba skoczyć szybko do apteki po test ciążowy.
-Ale przecież mi nie wyjdzie na plusie.
-Oj przez kamerkę to nie będzie widać jak narysujesz cienkopisem.
-Dobre, od wczoraj nie rozmawiałam z Zaynem.
-Widzisz.
Skoczyłam po test ciążowy i kupiłam go tak, aby paparazzi mnie nie zobaczyli. Wróciłam a Perrie siedziała przed telewizorem.
-No wreszcie, bo już dzwonił Niall.
-Dobra, ale musisz się popłakać.
-Nie ma sprawy. Myślę, że jestem dobrą aktorką.
-Zaraz zobaczymy.
Chwile rozmawiałam z Niallem, ale po chwili przyszła radosna reszta. Ja byłam dość smutna, żeby wszystko się udało.
-Ej Vicky a co ty taka smutna? Co Niall ci zrobił? -spytał Louis.
-Nic. Ale jest taki problem.
Wtedy z mojej sypialni wyszła zapłakana Perrie z testem. Usiadła obok mnie i wtuliła się we mnie a Zayn prawie przyszedł do nas przez laptopa.
-Ej co jest? -spytał poważny Niall.
-Kochanie co jest? -wyrwał się Zayn.
-To powinna ci powiedzieć Perrie. Dasz radę?
Chwile siedzieliśmy w ciszy i przyjaciółka pokazała mu test. Wszyscy byli zaskoczeni a Zayn po chwili zaczął się uśmiechać.
-Perrie serio? Będę ojcem?
Ta rozpłakała się. Chłopaki zaczęli się przytulać i cieszyć. Nie tata miała być reakcja.
-I co teraz? -spytałam szeptem.
-Wkręcamy dalej. Teraz ty. Bella akurat płacze,
Wzięłam malutką na ręce i przyniosłam na kanapę. Oni w jednej sekundzie stali w miejscu
-Vicky czy ja o czymś nie wiem? -spytał Niall
-No tak. Jak wyjechaliście to ta malutka przyszła do mnie i adoptowałam ją. Nie miałam serca odesłać jej do domu dziecka.
Oni zamarli a ja ledwo opanowałam się. U Nialla reakcja była trochę inna.
-Niall odezwij się.
-Słodka jest.
Odniosłam Belle do łóżka i zauważyłam co Perrie napisała na kartce
"Dobra koniec tego wkręcania."
Ci siedzieli w ciszy i bardzo poważni. My zaczęłyśmy się śmiać,
-Wam jeszcze jest do śmiechu?
-Tak, bo nieźle dajecie się wkręcić.
Zaczęli krzyczeć na nas, że jesteśmy nienormalne i mogli dostać zawału. Ich miny były niesamowite. Rozmawialiśmy dosyć długo i po Belle przyszła mama. Perrie została u mnie na noc a rano wspólnie przygotowałyśmy śniadanie i zjadłyśmy. Dzisiejszy dzień też spędziłyśmy razem, ale więcej odpoczynku niż wczoraj. Miesiąc do przyjazdu Niallera minął bardzo szybko, w szkole wielkie zamieszanie, bo ostatni rok i trzeba się przygotować do zaliczeń. W domu ciągle coś rysuję i oddaje nauczycielom. Jutro ma przyjechać Niall do mnie, więc po szkole poszłam na zakupy. Kupiłam wszystko co potrzebne i położyłam się spać. Rano wyszłam jeszcze na miasto, znalazłam świetną sukienkę i musiałam ją kupić. Będzie świetna na wieczór. Dokupiłam jeszcze kilka słodkości i wróciłam do mieszkania. Zabrałam się za przygotowania i gdy wszystko było gotowe sama się ogarnęłam. Po usłyszeniu dzwonka otworzyłam i zobaczyłam bukiet kwiatów i po chwili uśmiechniętego Nialla. Uwiesiłam mu się na szyi i czule pocałowałam.
-Czy coś się stało?
-Muszę jechać do szpitala z synem a nie mam z kim zostawić córeczki.
-Ja mogę z nią zostać.
-Nie, ty masz swoje zajęcia nie będziemy ci zawracać głowy. Zawiozę ją do cioci.
-Ale ja nie ce do cioci. -odezwała się malutka.
-Ja z nią zostanę, nie ma żadnego problemy a nie mam nic do roboty.
Spakowaliśmy kilka rzeczy dla małej Belli, jakieś zabawki, wymieniłyśmy się numerami i jej mama z synem pojechali do szpitala. Nawet nie wiem co jemu się stało, ale pewnie później się dowiem. Weszłyśmy z Bellą do mojego mieszkania i usiadłyśmy na kanapie. Nie wiem na co się pisałam, nie wiem co takie dziecko lubi.
-Bella powiesz mi coś o sobie?
-Ale czo?
-Dobra zacznijmy inaczej. Jadłaś coś na śniadanko?
-Tak.
-A co chcesz robić?
-Pobawić się lalkami.
Bawiłyśmy się chyba 2 godziny i znudziło nam się.
-Wiesz co ja zamierzałam iść na spacer to może pójdziesz ze mną chwilkę się przejść co?
-Dobla.
Ubrałyśmy się ciepło i spacerowałyśmy. Wstąpiłam po potrzebne rzeczy i spotkałyśmy Perrie.
-Vicky skąd dorwałaś takie słodkie maleństwo?
-Sąsiadki, ale śliczna co?
Zjadłyśmy kawałek ciasta i zaprosiłam Perrie do siebie na obiad. Przygotowałyśmy go z malutką i zjadłyśmy. Ta cała się ubrudziła, więc jakoś umyłam ja i przebrałam. Ona jest taka słodka i śliczna. Wieczorem ta usnęła na kanapie, więc delikatnie odniosłam ją do sypialni i weszłam na skypa.
-Myślisz, że są dostępni?
-W sumie to nie wiem, ale dzisiaj nie mają koncertu.
Weszłam i akurat byli.
-Ej zrobimy im kawał co? -zapytałam.
-Ale jaki?
-Bo nie musisz ukrywać, że śpicie z Zaynem nie?
-No nie będę przed tobą ukrywać no.
-Właśnie, trzeba skoczyć szybko do apteki po test ciążowy.
-Ale przecież mi nie wyjdzie na plusie.
-Oj przez kamerkę to nie będzie widać jak narysujesz cienkopisem.
-Dobre, od wczoraj nie rozmawiałam z Zaynem.
-Widzisz.
Skoczyłam po test ciążowy i kupiłam go tak, aby paparazzi mnie nie zobaczyli. Wróciłam a Perrie siedziała przed telewizorem.
-No wreszcie, bo już dzwonił Niall.
-Dobra, ale musisz się popłakać.
-Nie ma sprawy. Myślę, że jestem dobrą aktorką.
-Zaraz zobaczymy.
Chwile rozmawiałam z Niallem, ale po chwili przyszła radosna reszta. Ja byłam dość smutna, żeby wszystko się udało.
-Ej Vicky a co ty taka smutna? Co Niall ci zrobił? -spytał Louis.
-Nic. Ale jest taki problem.
Wtedy z mojej sypialni wyszła zapłakana Perrie z testem. Usiadła obok mnie i wtuliła się we mnie a Zayn prawie przyszedł do nas przez laptopa.
-Ej co jest? -spytał poważny Niall.
-Kochanie co jest? -wyrwał się Zayn.
-To powinna ci powiedzieć Perrie. Dasz radę?
Chwile siedzieliśmy w ciszy i przyjaciółka pokazała mu test. Wszyscy byli zaskoczeni a Zayn po chwili zaczął się uśmiechać.
-Perrie serio? Będę ojcem?
Ta rozpłakała się. Chłopaki zaczęli się przytulać i cieszyć. Nie tata miała być reakcja.
-I co teraz? -spytałam szeptem.
-Wkręcamy dalej. Teraz ty. Bella akurat płacze,
Wzięłam malutką na ręce i przyniosłam na kanapę. Oni w jednej sekundzie stali w miejscu
-Vicky czy ja o czymś nie wiem? -spytał Niall
-No tak. Jak wyjechaliście to ta malutka przyszła do mnie i adoptowałam ją. Nie miałam serca odesłać jej do domu dziecka.
Oni zamarli a ja ledwo opanowałam się. U Nialla reakcja była trochę inna.
-Niall odezwij się.
-Słodka jest.
Odniosłam Belle do łóżka i zauważyłam co Perrie napisała na kartce
"Dobra koniec tego wkręcania."
Ci siedzieli w ciszy i bardzo poważni. My zaczęłyśmy się śmiać,
-Wam jeszcze jest do śmiechu?
-Tak, bo nieźle dajecie się wkręcić.
Zaczęli krzyczeć na nas, że jesteśmy nienormalne i mogli dostać zawału. Ich miny były niesamowite. Rozmawialiśmy dosyć długo i po Belle przyszła mama. Perrie została u mnie na noc a rano wspólnie przygotowałyśmy śniadanie i zjadłyśmy. Dzisiejszy dzień też spędziłyśmy razem, ale więcej odpoczynku niż wczoraj. Miesiąc do przyjazdu Niallera minął bardzo szybko, w szkole wielkie zamieszanie, bo ostatni rok i trzeba się przygotować do zaliczeń. W domu ciągle coś rysuję i oddaje nauczycielom. Jutro ma przyjechać Niall do mnie, więc po szkole poszłam na zakupy. Kupiłam wszystko co potrzebne i położyłam się spać. Rano wyszłam jeszcze na miasto, znalazłam świetną sukienkę i musiałam ją kupić. Będzie świetna na wieczór. Dokupiłam jeszcze kilka słodkości i wróciłam do mieszkania. Zabrałam się za przygotowania i gdy wszystko było gotowe sama się ogarnęłam. Po usłyszeniu dzwonka otworzyłam i zobaczyłam bukiet kwiatów i po chwili uśmiechniętego Nialla. Uwiesiłam mu się na szyi i czule pocałowałam.
Rozdział 43.
Zobaczyłam listonosza. Myślałam, że go rozszarpie, ale przyniósł mi wielki bukiet kwiatów. Postawiłam je na stole i znalazłam liścik
"Kocham cię skarbie. "
Głupek. Znalazłam telefon i napisałam do niego sms
"Śliczne kwiaty. Dziękuję. "
"Cieszę się, że ci się podobają. "
"Wpadnij do mnie to posiedzimy razem."
Zdążyłam jedynie odbyć poranne czynności oraz przebrać się i usłyszałam pukanie. Chłopak mocno mnie przytulił i czule pocałował. Wpuściłam do środka
-Jadłeś coś?
-W sumie to nie, wstałem niedawno.
Przygotowaliśmy razem śniadanie brudząc całą kuchnię, ale wesoło było. Zjedliśmy i prawie cały dzień leżeliśmy w łóżku wtuleni. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam, a obudziłam się w objęciach Nialla. Uśmiechnęłam się i spojrzałam na chłopaka. Ten przybrał bardzo śmieszną pozę, więc wzięłam telefon i zrobiłam mu kilka zdjęć i weszłam do łazienki. Ubrana w świeże ciuchy zrobiłam dla nas śniadanie. Zjedliśmy i Niall pojechał na jakiś wywiad a ja poszłam razem z Perrie na zakupy. Szukałyśmy sukienek na sylwestra, bo chłopaki robią imprezę. Znalazłyśmy coś odpowiedniego i poszłyśmy na ciastko. Rozmawiałyśmy o wszystkim. Kolejnego dnia rano po śniadaniu dostałam wiadomość od Liama
"Pomocy. Zaraz zwariuję z nimi. Ratuj mnie"
"Zaraz będę."
Zabrałam swoją sukienkę, dodatki, kosmetyki i coś luźnego. Zamknęłam mieszkanie i wyszłam. Po 20 minutach byłam u chłopaków i załamałam się lekko.
-Hej Liam. Co tu się dzieje?
-Hej. Sama widzisz totalny rozpieprz.
Przyjaciel odniósł moją torbę do swojego pokoju i jak wrócił to postanowiliśmy coś ogarnąć.
-Gdzie Niall i Zayn?
-No zgadnij. Śpią jeszcze.
-Dobra, to idź ich obudź. Zaraz coś ustalimy wszyscy razem.
Po 15 minutach wszyscy siedzieliśmy przy stole. Przy okazji jedzenia śniadania rozdzielałam zadania.
-Zaraz po zjedzeniu Liam z Harrym jadą po zakupy, Louis ogarnia dj'a a Zayn z Niallem robią miejsce w salonie i ogarniają dom.
-A ty? -spytał Harry
-Ja przecież rozporządzam wami. I zostaje przypilnować wszystkiego w domu.
Chłopaki pojechali a my zaczęłyśmy robić miejsce w salonie. Wszystko poprzestawiali i dodatkowo posprzątaliśmy. Gdy chłopaki przyjechali to rozpakowaliśmy zakupy i przygotowaliśmy coś w kuchni. Około godziny 17 zaczęliśmy się szykować. Zajęłam jedną z łazienek i zaczęłam się przygotowywać. Gdy byłam gotowa zeszłam po schodach a impreza już trwała. Przywitałam dziewczyny i znalazłam swojego chłopaka.
-Co tam skarbie?
-Do kitu ta impreza. Nie mogę się nawet napić.
-Ojj, jestem z tobą w tym bólu. Pokarzę ci, że bez alkoholu można się świetnie bawić.
Do północy bawiliśmy się świetnie, a już w nowym roku postanowiliśmy się urwać z imprezy. Wsiedliśmy w samochód i jeździliśmy po okolicy. Znaleźliśmy fajne miejsce i tam siedzieliśmy do rana. Gdy wróciliśmy do domu to wszyscy już spali, ale w bardzo śmiesznych pozach. Zrobiliśmy im zdjęcia i weszliśmy do pokoju Nialla. Ten dał mi jakąś swoją koszulkę i po chwili już leżeliśmy wtuleni.
-Dobranoc skarbie.
-Dobranoc.
Uśmiechnęłam się i wtuliłam w tors chłopaka. Obudziłam się jak Niall wszedł do pokoju ze śniadaniem. Dzisiejszy dzień był straszny dla całej reszty. Siedzieli z kacem, albo spali a my z Niallem spędziliśmy dzień razem. Byliśmy w kinie i w centrum handlowym. Spotkaliśmy fanki i Nialler dał im autografy i zrobili sobie zdjęcia. Widziałam jaki jest szczęśliwy, gdy podpisywał się na zdjęciach.
-A mi dasz swój autograf?
-Gdzie tylko zechcesz.
Wieczorem chłopak odwiózł mnie i od razu położyłam się. Po około dwóch tygodniach Niall powiedział mi, że jadą na półtora miesiąca w trasę. Przykro mi z tego powodu, bo nie lubię się z nim rozstawać i to jeszcze na tak długo. Dziś pożegnaliśmy się i kolejnego dnia rano poszłam do szkoły. Dyrektor poprosił naszą klasę i zaczął swoją przemowę. Wywnioskowałam z tego tyle, że w przyszłym tygodniu jedziemy na 2 tygodnie w plener. Lubię takie wyjazdy. Cały ten tydzień minął szybko, bo były same luzy. W weekend spakowałam potrzebne rzeczy i w poniedziałek wyjechaliśmy. Jechaliśmy dosyć długo, ale podróż minęła wesoło. Ciągle puszczaliśmy muzykę i głośno śpiewaliśmy. Na miejscu rozpakowaliśmy się i mieliśmy czas dla siebie. Z dziewczynami wyszłyśmy na spacer, trochę trzeba pozwiedzać. Te 2 tygodnie minęły nudno, bo niczego nowego się nie nauczyliśmy tylko robiliśmy to samo co w szkole a dodatkowo ci architekci byli straszni. Czepiali się o byle co i nie dali nam się wykazać. Dziś na całe szczęście wracamy do Londynu, przed wyjazdem rozmawiałam z Niallem i chłopakami. Widziałam ostatni ich koncert i zauważyłam, że chłopaki są bardzo szczęśliwi na scenie. Wygłupiają się i robią to co kochają. Zazdrosna jestem tylko o te fanki, które ich przytulają. Wróciłam do mieszkania i miałam totalne pustki w lodówce. Wracając z zakupów spotkałam starszą sąsiadkę.
-Kochaniutka pomogłabyś mi?
-Oczywiście co się stało?
-Bo oboje z mężem nie możemy sobie poradzić z kurzami na szafkach.
-Oczywiście, że państwu pomogę tylko odniosę zakupy.
Zostawiłam torby w kuchni i przy okazji przebrałam się w dresy i jakąś luźną koszulkę. Sąsiadka otworzyła mi z uśmiechem i wpuściła do środka. Pomogłam sąsiadce w tych kurzach i przy okazji umyłam jej okna.
-Serdecznie ci dziękujemy kochana.
-Nie ma za co. To dla mnie przyjemność.
-Bo wiesz córka miała do nas przyjechać, ale coś jej wypadło. Kochaniutka a ty jadłaś coś? Jesteś taka blada.
-Nie zdążyłam, ale zaraz wrócę do mieszkania to coś sobie zrobię.
-Helen znasz tych młodych, przygotuj coś dla Victorii.
-Ale naprawdę nie trzeba.
-Trzeba trzeba.
Pani Helen i pan Frank są bardzo mili, siedziałam jeszcze trochę u nich i rozmawialiśmy. Wieczorem wróciłam do siebie i jeszcze rozmawiałam z chłopakiem. Kolejnego dnia wychodząc zobaczyłam zdenerwowaną sąsiadkę Ewe.
-Czy coś się stało?
"Kocham cię skarbie. "
Głupek. Znalazłam telefon i napisałam do niego sms
"Śliczne kwiaty. Dziękuję. "
"Cieszę się, że ci się podobają. "
"Wpadnij do mnie to posiedzimy razem."
Zdążyłam jedynie odbyć poranne czynności oraz przebrać się i usłyszałam pukanie. Chłopak mocno mnie przytulił i czule pocałował. Wpuściłam do środka
-Jadłeś coś?
-W sumie to nie, wstałem niedawno.
Przygotowaliśmy razem śniadanie brudząc całą kuchnię, ale wesoło było. Zjedliśmy i prawie cały dzień leżeliśmy w łóżku wtuleni. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam, a obudziłam się w objęciach Nialla. Uśmiechnęłam się i spojrzałam na chłopaka. Ten przybrał bardzo śmieszną pozę, więc wzięłam telefon i zrobiłam mu kilka zdjęć i weszłam do łazienki. Ubrana w świeże ciuchy zrobiłam dla nas śniadanie. Zjedliśmy i Niall pojechał na jakiś wywiad a ja poszłam razem z Perrie na zakupy. Szukałyśmy sukienek na sylwestra, bo chłopaki robią imprezę. Znalazłyśmy coś odpowiedniego i poszłyśmy na ciastko. Rozmawiałyśmy o wszystkim. Kolejnego dnia rano po śniadaniu dostałam wiadomość od Liama
"Pomocy. Zaraz zwariuję z nimi. Ratuj mnie"
"Zaraz będę."
Zabrałam swoją sukienkę, dodatki, kosmetyki i coś luźnego. Zamknęłam mieszkanie i wyszłam. Po 20 minutach byłam u chłopaków i załamałam się lekko.
-Hej Liam. Co tu się dzieje?
-Hej. Sama widzisz totalny rozpieprz.
Przyjaciel odniósł moją torbę do swojego pokoju i jak wrócił to postanowiliśmy coś ogarnąć.
-Gdzie Niall i Zayn?
-No zgadnij. Śpią jeszcze.
-Dobra, to idź ich obudź. Zaraz coś ustalimy wszyscy razem.
Po 15 minutach wszyscy siedzieliśmy przy stole. Przy okazji jedzenia śniadania rozdzielałam zadania.
-Zaraz po zjedzeniu Liam z Harrym jadą po zakupy, Louis ogarnia dj'a a Zayn z Niallem robią miejsce w salonie i ogarniają dom.
-A ty? -spytał Harry
-Ja przecież rozporządzam wami. I zostaje przypilnować wszystkiego w domu.
Chłopaki pojechali a my zaczęłyśmy robić miejsce w salonie. Wszystko poprzestawiali i dodatkowo posprzątaliśmy. Gdy chłopaki przyjechali to rozpakowaliśmy zakupy i przygotowaliśmy coś w kuchni. Około godziny 17 zaczęliśmy się szykować. Zajęłam jedną z łazienek i zaczęłam się przygotowywać. Gdy byłam gotowa zeszłam po schodach a impreza już trwała. Przywitałam dziewczyny i znalazłam swojego chłopaka.
-Co tam skarbie?
-Do kitu ta impreza. Nie mogę się nawet napić.
-Ojj, jestem z tobą w tym bólu. Pokarzę ci, że bez alkoholu można się świetnie bawić.
Do północy bawiliśmy się świetnie, a już w nowym roku postanowiliśmy się urwać z imprezy. Wsiedliśmy w samochód i jeździliśmy po okolicy. Znaleźliśmy fajne miejsce i tam siedzieliśmy do rana. Gdy wróciliśmy do domu to wszyscy już spali, ale w bardzo śmiesznych pozach. Zrobiliśmy im zdjęcia i weszliśmy do pokoju Nialla. Ten dał mi jakąś swoją koszulkę i po chwili już leżeliśmy wtuleni.
-Dobranoc skarbie.
-Dobranoc.
Uśmiechnęłam się i wtuliłam w tors chłopaka. Obudziłam się jak Niall wszedł do pokoju ze śniadaniem. Dzisiejszy dzień był straszny dla całej reszty. Siedzieli z kacem, albo spali a my z Niallem spędziliśmy dzień razem. Byliśmy w kinie i w centrum handlowym. Spotkaliśmy fanki i Nialler dał im autografy i zrobili sobie zdjęcia. Widziałam jaki jest szczęśliwy, gdy podpisywał się na zdjęciach.
-A mi dasz swój autograf?
-Gdzie tylko zechcesz.
Wieczorem chłopak odwiózł mnie i od razu położyłam się. Po około dwóch tygodniach Niall powiedział mi, że jadą na półtora miesiąca w trasę. Przykro mi z tego powodu, bo nie lubię się z nim rozstawać i to jeszcze na tak długo. Dziś pożegnaliśmy się i kolejnego dnia rano poszłam do szkoły. Dyrektor poprosił naszą klasę i zaczął swoją przemowę. Wywnioskowałam z tego tyle, że w przyszłym tygodniu jedziemy na 2 tygodnie w plener. Lubię takie wyjazdy. Cały ten tydzień minął szybko, bo były same luzy. W weekend spakowałam potrzebne rzeczy i w poniedziałek wyjechaliśmy. Jechaliśmy dosyć długo, ale podróż minęła wesoło. Ciągle puszczaliśmy muzykę i głośno śpiewaliśmy. Na miejscu rozpakowaliśmy się i mieliśmy czas dla siebie. Z dziewczynami wyszłyśmy na spacer, trochę trzeba pozwiedzać. Te 2 tygodnie minęły nudno, bo niczego nowego się nie nauczyliśmy tylko robiliśmy to samo co w szkole a dodatkowo ci architekci byli straszni. Czepiali się o byle co i nie dali nam się wykazać. Dziś na całe szczęście wracamy do Londynu, przed wyjazdem rozmawiałam z Niallem i chłopakami. Widziałam ostatni ich koncert i zauważyłam, że chłopaki są bardzo szczęśliwi na scenie. Wygłupiają się i robią to co kochają. Zazdrosna jestem tylko o te fanki, które ich przytulają. Wróciłam do mieszkania i miałam totalne pustki w lodówce. Wracając z zakupów spotkałam starszą sąsiadkę.
-Kochaniutka pomogłabyś mi?
-Oczywiście co się stało?
-Bo oboje z mężem nie możemy sobie poradzić z kurzami na szafkach.
-Oczywiście, że państwu pomogę tylko odniosę zakupy.
Zostawiłam torby w kuchni i przy okazji przebrałam się w dresy i jakąś luźną koszulkę. Sąsiadka otworzyła mi z uśmiechem i wpuściła do środka. Pomogłam sąsiadce w tych kurzach i przy okazji umyłam jej okna.
-Serdecznie ci dziękujemy kochana.
-Nie ma za co. To dla mnie przyjemność.
-Bo wiesz córka miała do nas przyjechać, ale coś jej wypadło. Kochaniutka a ty jadłaś coś? Jesteś taka blada.
-Nie zdążyłam, ale zaraz wrócę do mieszkania to coś sobie zrobię.
-Helen znasz tych młodych, przygotuj coś dla Victorii.
-Ale naprawdę nie trzeba.
-Trzeba trzeba.
Pani Helen i pan Frank są bardzo mili, siedziałam jeszcze trochę u nich i rozmawialiśmy. Wieczorem wróciłam do siebie i jeszcze rozmawiałam z chłopakiem. Kolejnego dnia wychodząc zobaczyłam zdenerwowaną sąsiadkę Ewe.
-Czy coś się stało?
Rozdział 42.
-Kocham cię skarbie.
-Ja ciebie też Niall.
Wieczorem głupki wrócili i znów zaczęły się kłótnie.
-Mam tylko jedną prośbę. Jutro rano chcę się wyspać i nie chce słyszeć żadnych krzyków jasne?
Ci zasulotowali mi i weszłam do pokoju. Rano było strasznie cicho, obudziłam się sama. Odbyłam poranne czynności i ubrałam się. Zeszłam do salonu i nikogo nie zastałam. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem i siedziałam w ciszy. Po chwili zszedł zaspany Zayn,
-Hej a gdzie reszta?
-Nie mam pojęcia, gdy się obudziłam ich nie było.
-Wreszcie można było się wyspać. Od poniedziałku wracasz do szkoły?
-Tak. Nie chce mieć większych zaległości niż mam, a dobrze, że mi przypomniałeś, bo muszę odrobić kilka rzeczy.
-Mogę ci pomóc jak chcesz.
-Zayn dobrze wiesz, że to ma być moja praca.
-Oj nikt się nie dowie. Ale jak coś to możesz rysować w moim pokoju, bo w twoim nie ma biurka.
-Wielkie dzięki.
Skorzystałam z propozycji przyjaciela i ze swoimi szmargałami rozłożyłam się w jego pokoju. Jednak nie miałam wszystkiego,
-Ej Zayn pojedziesz ze mną do mieszkania po kilka rzeczy potrzebnych do szkoły?
-Jasne. Daj mi chwilę to się ogarnę.
Serio zajęło mu to tylko chwilkę, podjechaliśmy do domu i tam zabrałam wszystko potrzebne. Wróciliśmy i zajęłam się od razu rysowaniem. Zajęło mi to do późna, aż Zayn usnął a ja nadal siedziałam w jego pokoju. Całą niedzielę też spędziłam na rysowaniu i przyjaciel troszkę mi pomógł. Wkręciłam go trochę w tą architekturę.
-Vicky zaprojektujesz mi dom?
-Z wielką chęcią. Ale ja jeszcze studiów nie skończyłam.
-Ale chodzi o samo wnętrze, bo budynek mam już wypatrzony.
-To świetnie, musimy tam jechać i pomogę ci. Chcesz zrobić niespodziankę Perrie?
-Właśnie tak. Podczas świąt chce ją poprosić o rękę i po nowym roku dopiero zając się tym domem, bo nie wiem czy się zgodzi.
-Zgodzi, gwarantuje ci to.
W poniedziałek rano czekało na mnie śniadanie i nawet drugie śniadanie do szkoły mam przygotowane i karteczka.
"Abyś się nie zagłodziła w tej szkole jak musisz iść. Niall"
Ojj jaki kochany chłopak. Wstał wcześnie i wszystko przygotował. Podjechałam taksówką do szkoły i ta spędziłam większość dnia. Wychodząc zauważyłam, że pada deszcz, ale po chwili postrzegłam samochód Zayna.
-Co ty tu robisz?
-Niall wiercił mi dziurę w brzuchy, żebym po ciebie przyjechał, bo pada deszcz.
-Dziękuję, ale nie musiałeś.
Wchodząc do środka poczułam zapach gotowanego obiadu.
-Harry ty minąłeś się z powołaniem. Rzuć to śpiewanie i zostań kucharzem.
-To tylko dla przyjemności.
Usiedliśmy do stołu i zjedliśmy późny obiad. Co dzień jedzenie jest lepsze.
-Jak w szkole?
-Ciężko. Mam trochę zaległości, dlatego będę teraz dłużej siedzieć, żeby wszystko załapać.
Półtora miesiąca minęło bardzo szybko. Dzisiaj mijają dwa i pół miesiąca od operacji. Ja czuję się świetnie. Rana zagoiła się i depresja minęła. Z Niallem też dobrze. Już jutro jadą w trasę, lekarz mu pozwolił i widzę, że jest szczęśliwy. Dziś jest niedziela i chłopaki pakują się. Wyjeżdżają na cały miesiąc, ale jak wrócą to są święta a ja lecę do Atlanty. Siedzę wtulona w swojego chłopaka i staram nim nacieszyć.
-Vicky będę codziennie do ciebie dzwonił. Wiem, że nie lubisz jak się rozstajemy. Ja też tego nie znoszę.
-Niall rozumiem, że to twoja praca. Justin wytrzymuje z Rossie, więc ja też dam radę. Poza tym teraz przygotowania do świąt i mam szkołę. Wiesz, że mam wykonać ważny projekt i potrzebny mi spokój.
-Wiem, wiem. Szybko minie a już po świętach widzimy się.
Odwiózł mnie do domu i pożegnał namiętnym buziakiem. Chłopaki proponowali, żebym została u nich w domu, ale on jest za wielki i będzie bardzo pusty bez nich. Dlatego wszystkie rzeczy są już u mnie. Dwa tygodnie minęły bardzo szybko, codziennie rozmawiam z Niallem czy to przez skypa czy telefonicznie. Ogólnie to zajęłam się bardzo tym projektem i skończyłam go przed czasem. Mam jeszcze na niego tydzień, dziś dostałam wiadomość od Eleanor czy nie pójdę z nią na zakupy. Trzeba pokupować prezenty, więc zgodziłam się. Ubrana w swój ciepły kożuszek podjechałam do centrum. Przywitałam przyjaciółkę i zaczęłyśmy spacerować po centrum. Większość prezentów kupiłam od razu, dodatkowo zauważyłam świetną kurtkę dżinsową podszytą kożuszkiem. Wyglądała cudownie, dlatego musiałam ją kupić. Późno wróciłam zmęczona i padłam na łóżko. Kolejnego tygodnia też byłam zakupach tylko tym razem z Danielle, a w ostatni weekend przed świętami byłam z Perrie. Wszystkie mamy prezenty dla chłopaków i przyjaciół. Mam już wolne, dlatego jutro lecę do Atlanty. Spakowałam tylko najpotrzebniejsze rzeczy i położyłam się spać. Rano obudził mnie budzić, bo tak to bym nie wstała. Odbyłam poranne czynności, zabrałam walizkę i podjechałam na lotnisko. W ostatniej chwili zdążyłam na odprawę. Znalazłam swoje miejsce w samolocie i cały lot słuchałam muzyki. W Atlancie podjechałam taksówką do domu i wszystkich zaskoczyłam. 23 grudnia z Justinem po obiedzie zabraliśmy się za ubieranie choinki. Tym razem my wygłupialiśmy się a Pattie robiła nam zdjęcia. Z tym głupkiem jest bardzo wesoło. 24 grudnia rano dzwoniłam do przyjaciela a później odwiedziliśmy wszystkich przyjaciół wręczając im prezenty. W tym roku rodzice pojechali po dziadków, a my oglądaliśmy głupie komedie. We wszystkich jest to samo. Późno położyliśmy się spać a rano już byli dziadkowie. Zjedliśmy wspólnie śniadanie i zabraliśmy się za przygotowanie uroczystego obiadu. Kolejnego dnia na kolacje przyszła Rossie z rodzicami i siostrzyczką. Jaka ona jest słodka, ciągle chodziła za mną. Późno poszli a ja z Justinem zostaliśmy wyznaczeni do sprzątania. Włączyliśmy sobie muzykę i sprzątaliśmy.
-Ej my odwozimy dziadków?
-A chcesz?
-Sama nie wiem, bo nie wiem kiedy wracam.
-To może jutro odwieźmy dziadków, bo pewnie będą chcieli wracać a kolejnego dnia spotkamy się z przyjaciółmi.
Rano dowiedzieliśmy się, że rodzice odwiozą dziadków, więc my możemy spotkać się z przyjaciółmi. Od razu napisaliśmy do nich i wszystkich zaprosiliśmy do siebie. Przygotowaliśmy obiad i wszyscy przyszli. Siedzieliśmy wspólnie bardzo długo i wszyscy zostali na noc. Rano obudziłam się z Rossie i przygotowałyśmy śniadanie dla chłopaków.
-I jak ci się układa z Niallem?
-A świetnie, wreszcie jestem z osobą, którą kocham. A co u was? Będą małe bieberki?
-Przestań. Nie teraz. Może ty masz 2 lata studiów, ale ja nie.
Pożartowałyśmy sobie trochę i dopiero wieczorem rozeszli się wszyscy.
-Hej kochanie kiedy wracasz do Londynu?
-Hej. Chyba jutro albo pojutrze. A ty?
-A ja już dzisiaj wróciłem. Chłopaki też poprzyjeżdżali i tęsknie za tobą.
-Ja też tęsknie. Ale jeszcze trochę.
-Kocham cię mocno.
Zanim jeszcze zasnęłam to pisałam z chłopakiem. Kolejny dzień spędziłam z tatą a wieczorem odwiózł mnie na lotnisko. W Londynie byłam nad ranem, taksówką podjechałam do mieszkania i na kilka godzin położyłam się spać. Obudził mnie dzwonek do drzwi, podniosłam się i zobaczyłam listonosza. Myślałam, że go rozszarpie, ale przyniósł mi wielki...
-Ja ciebie też Niall.
Wieczorem głupki wrócili i znów zaczęły się kłótnie.
-Mam tylko jedną prośbę. Jutro rano chcę się wyspać i nie chce słyszeć żadnych krzyków jasne?
Ci zasulotowali mi i weszłam do pokoju. Rano było strasznie cicho, obudziłam się sama. Odbyłam poranne czynności i ubrałam się. Zeszłam do salonu i nikogo nie zastałam. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem i siedziałam w ciszy. Po chwili zszedł zaspany Zayn,
-Hej a gdzie reszta?
-Nie mam pojęcia, gdy się obudziłam ich nie było.
-Wreszcie można było się wyspać. Od poniedziałku wracasz do szkoły?
-Tak. Nie chce mieć większych zaległości niż mam, a dobrze, że mi przypomniałeś, bo muszę odrobić kilka rzeczy.
-Mogę ci pomóc jak chcesz.
-Zayn dobrze wiesz, że to ma być moja praca.
-Oj nikt się nie dowie. Ale jak coś to możesz rysować w moim pokoju, bo w twoim nie ma biurka.
-Wielkie dzięki.
Skorzystałam z propozycji przyjaciela i ze swoimi szmargałami rozłożyłam się w jego pokoju. Jednak nie miałam wszystkiego,
-Ej Zayn pojedziesz ze mną do mieszkania po kilka rzeczy potrzebnych do szkoły?
-Jasne. Daj mi chwilę to się ogarnę.
Serio zajęło mu to tylko chwilkę, podjechaliśmy do domu i tam zabrałam wszystko potrzebne. Wróciliśmy i zajęłam się od razu rysowaniem. Zajęło mi to do późna, aż Zayn usnął a ja nadal siedziałam w jego pokoju. Całą niedzielę też spędziłam na rysowaniu i przyjaciel troszkę mi pomógł. Wkręciłam go trochę w tą architekturę.
-Vicky zaprojektujesz mi dom?
-Z wielką chęcią. Ale ja jeszcze studiów nie skończyłam.
-Ale chodzi o samo wnętrze, bo budynek mam już wypatrzony.
-To świetnie, musimy tam jechać i pomogę ci. Chcesz zrobić niespodziankę Perrie?
-Właśnie tak. Podczas świąt chce ją poprosić o rękę i po nowym roku dopiero zając się tym domem, bo nie wiem czy się zgodzi.
-Zgodzi, gwarantuje ci to.
W poniedziałek rano czekało na mnie śniadanie i nawet drugie śniadanie do szkoły mam przygotowane i karteczka.
"Abyś się nie zagłodziła w tej szkole jak musisz iść. Niall"
Ojj jaki kochany chłopak. Wstał wcześnie i wszystko przygotował. Podjechałam taksówką do szkoły i ta spędziłam większość dnia. Wychodząc zauważyłam, że pada deszcz, ale po chwili postrzegłam samochód Zayna.
-Co ty tu robisz?
-Niall wiercił mi dziurę w brzuchy, żebym po ciebie przyjechał, bo pada deszcz.
-Dziękuję, ale nie musiałeś.
Wchodząc do środka poczułam zapach gotowanego obiadu.
-Harry ty minąłeś się z powołaniem. Rzuć to śpiewanie i zostań kucharzem.
-To tylko dla przyjemności.
Usiedliśmy do stołu i zjedliśmy późny obiad. Co dzień jedzenie jest lepsze.
-Jak w szkole?
-Ciężko. Mam trochę zaległości, dlatego będę teraz dłużej siedzieć, żeby wszystko załapać.
Półtora miesiąca minęło bardzo szybko. Dzisiaj mijają dwa i pół miesiąca od operacji. Ja czuję się świetnie. Rana zagoiła się i depresja minęła. Z Niallem też dobrze. Już jutro jadą w trasę, lekarz mu pozwolił i widzę, że jest szczęśliwy. Dziś jest niedziela i chłopaki pakują się. Wyjeżdżają na cały miesiąc, ale jak wrócą to są święta a ja lecę do Atlanty. Siedzę wtulona w swojego chłopaka i staram nim nacieszyć.
-Vicky będę codziennie do ciebie dzwonił. Wiem, że nie lubisz jak się rozstajemy. Ja też tego nie znoszę.
-Niall rozumiem, że to twoja praca. Justin wytrzymuje z Rossie, więc ja też dam radę. Poza tym teraz przygotowania do świąt i mam szkołę. Wiesz, że mam wykonać ważny projekt i potrzebny mi spokój.
-Wiem, wiem. Szybko minie a już po świętach widzimy się.
Odwiózł mnie do domu i pożegnał namiętnym buziakiem. Chłopaki proponowali, żebym została u nich w domu, ale on jest za wielki i będzie bardzo pusty bez nich. Dlatego wszystkie rzeczy są już u mnie. Dwa tygodnie minęły bardzo szybko, codziennie rozmawiam z Niallem czy to przez skypa czy telefonicznie. Ogólnie to zajęłam się bardzo tym projektem i skończyłam go przed czasem. Mam jeszcze na niego tydzień, dziś dostałam wiadomość od Eleanor czy nie pójdę z nią na zakupy. Trzeba pokupować prezenty, więc zgodziłam się. Ubrana w swój ciepły kożuszek podjechałam do centrum. Przywitałam przyjaciółkę i zaczęłyśmy spacerować po centrum. Większość prezentów kupiłam od razu, dodatkowo zauważyłam świetną kurtkę dżinsową podszytą kożuszkiem. Wyglądała cudownie, dlatego musiałam ją kupić. Późno wróciłam zmęczona i padłam na łóżko. Kolejnego tygodnia też byłam zakupach tylko tym razem z Danielle, a w ostatni weekend przed świętami byłam z Perrie. Wszystkie mamy prezenty dla chłopaków i przyjaciół. Mam już wolne, dlatego jutro lecę do Atlanty. Spakowałam tylko najpotrzebniejsze rzeczy i położyłam się spać. Rano obudził mnie budzić, bo tak to bym nie wstała. Odbyłam poranne czynności, zabrałam walizkę i podjechałam na lotnisko. W ostatniej chwili zdążyłam na odprawę. Znalazłam swoje miejsce w samolocie i cały lot słuchałam muzyki. W Atlancie podjechałam taksówką do domu i wszystkich zaskoczyłam. 23 grudnia z Justinem po obiedzie zabraliśmy się za ubieranie choinki. Tym razem my wygłupialiśmy się a Pattie robiła nam zdjęcia. Z tym głupkiem jest bardzo wesoło. 24 grudnia rano dzwoniłam do przyjaciela a później odwiedziliśmy wszystkich przyjaciół wręczając im prezenty. W tym roku rodzice pojechali po dziadków, a my oglądaliśmy głupie komedie. We wszystkich jest to samo. Późno położyliśmy się spać a rano już byli dziadkowie. Zjedliśmy wspólnie śniadanie i zabraliśmy się za przygotowanie uroczystego obiadu. Kolejnego dnia na kolacje przyszła Rossie z rodzicami i siostrzyczką. Jaka ona jest słodka, ciągle chodziła za mną. Późno poszli a ja z Justinem zostaliśmy wyznaczeni do sprzątania. Włączyliśmy sobie muzykę i sprzątaliśmy.
-Ej my odwozimy dziadków?
-A chcesz?
-Sama nie wiem, bo nie wiem kiedy wracam.
-To może jutro odwieźmy dziadków, bo pewnie będą chcieli wracać a kolejnego dnia spotkamy się z przyjaciółmi.
Rano dowiedzieliśmy się, że rodzice odwiozą dziadków, więc my możemy spotkać się z przyjaciółmi. Od razu napisaliśmy do nich i wszystkich zaprosiliśmy do siebie. Przygotowaliśmy obiad i wszyscy przyszli. Siedzieliśmy wspólnie bardzo długo i wszyscy zostali na noc. Rano obudziłam się z Rossie i przygotowałyśmy śniadanie dla chłopaków.
-I jak ci się układa z Niallem?
-A świetnie, wreszcie jestem z osobą, którą kocham. A co u was? Będą małe bieberki?
-Przestań. Nie teraz. Może ty masz 2 lata studiów, ale ja nie.
Pożartowałyśmy sobie trochę i dopiero wieczorem rozeszli się wszyscy.
-Hej kochanie kiedy wracasz do Londynu?
-Hej. Chyba jutro albo pojutrze. A ty?
-A ja już dzisiaj wróciłem. Chłopaki też poprzyjeżdżali i tęsknie za tobą.
-Ja też tęsknie. Ale jeszcze trochę.
-Kocham cię mocno.
Zanim jeszcze zasnęłam to pisałam z chłopakiem. Kolejny dzień spędziłam z tatą a wieczorem odwiózł mnie na lotnisko. W Londynie byłam nad ranem, taksówką podjechałam do mieszkania i na kilka godzin położyłam się spać. Obudził mnie dzwonek do drzwi, podniosłam się i zobaczyłam listonosza. Myślałam, że go rozszarpie, ale przyniósł mi wielki...
Rozdział 41.
Wszystko mnie boli, zacząłem spacerować po korytarzu, ale to wszystkich jeszcze bardziej denerwuje. W pewnym momencie wyszła pielęgniarka,
-Proszę uzbroić się w cierpliwość. Operacja jeszcze trochę potrwa.
Już jest noc, podszedłem do okna i zobaczyłem dziewczyny siedzące na chodniku. Fanki na zawsze. Pokazałem chłopakom i jeden z nich wyszedł do nich. Po kolejnych 4 godzinach wywieźli najpierw Vicky a później Nialla.
-Spokojnie. Operacja udała się, młodzi będą dochodzić do siebie przez kilka dni. Ale zapraszam do siebie jutro ja wszystko państwu dokładnie opowiem.
Przez chwilę zobaczyliśmy ją i wróciliśmy do mieszkania. Tam zadzwoniłem do Rossie, bo ta siedzi w Atlancie i denerwuje się. Uspokoiłem ją trochę i sam położyłem się spać. Rano pojechaliśmy do szpitala. Vicky już wybudziła się, ale jest strasznie słaba. Siedzieliśmy u niej cały dzień.
Perspektywa Vicky.
Obudziłam się rano, miałam podłączoną kroplówkę. Po chwili przyszła do mnie rodzina, siedzieli u mnie cały dzień, przyszli też chłopcy.
-Chłopaki co z Niallem? Jak on się czuje?
-Dobrze, wybudził się rano, ale jest słaby jak ty.
-A wie, że to ode mnie ta wątroba?
-Wie, chciał do ciebie przyjść, ale lekarz mu nie pozwolił.
Wieczorem wszyscy poszli a ja zasnęłam.
Perspektywa Nialla.
Nie wiem jak mam się odwdzięczyć Vicky za to co dla mnie zrobiła. Gdyby nie ona to nie wiem ile bym jeszcze tutaj przeżył. Udowodniła, że mnie kocha. Gdyby jej na mnie nie zależało to by czegoś takiego nie zrobiła. Chciałem do niej iść, ale rodzice mi nie pozwolili ani lekarz. Kazali mi leżeć, gdy poszli rozmawiałem z lekarzem.
-Doktorze ja muszę ją zobaczyć. Błagam to dla mnie sprawa życia i śmierci.
-Dobrze, ale tylko na chwilę.
Wsiadłem na wózek i pojechaliśmy do niej. Gdy mnie zobaczyła szeroko się uśmiechnęła.
-Doktorze zostawi nas pan samych?
-Jasne, ale pamiętajcie niedługo. Powinniście już spać.
Usiadłem na jej łóżku i patrzyłem w oczy.
-I jak mam ci się odwdzięczyć?
-Nie masz za co. To jasne, że to zrobiłam.
-Nie każdy by to zrobił. Vicky zwlekam coś już dawno. Może to nie jest odpowiedni moment, ale muszę to powiedzieć.
-Wyduś to z siebie.
-Vicky kocham cię.
-Ja ciebie też.
Pocałowałem ją. Wreszcie. Tak dawno na to czekałem.
Perspektywa Vicky.
Wreszcie, tak długo na to czekałam. Wtuliłam się w chłopaka, ale oboje jesteśmy jeszcze bardzo słabi. Ten pojechał a ja zasnęłam z uśmiechem na ustach.
Perspektywa Nialla.
Rano rozmawiałem z lekarzem i poprosiłem, aby przenieśli Vicky na moją salę. Zgodził się, dlatego strasznie się ucieszyłem.
Perspektywa Vicky.
Rano przyszedł do mnie lekarz i powiedział, żebym spakowała swoje rzeczy. Po chwili pielęgniarka pomogła przejść do nowej sali. Gdy zobaczyłam uśmiechniętego Nialla wiedziałam, że to jego sprawka. Rozmawialiśmy dopóki nie przyszły rodziny. Chłopak przedstawił mnie swoim rodzicom. Jego mama mocno mnie przytuliła i zaczęła dziękować.
-Nie ma za co pani dziękować.
Później przyszli moi rodzice z bratem. Jeszcze kilka dni zostałam w szpitalu i już nas wypuścili. Rodzina została jeszcze u mnie półtora tygodnia i musieli wracać. Tata ma pracę tak jak Justin. Codziennie piszę z Niallem i wiem, że jego rodzice też jutro lecą do Irlandi.
-Siostra a nie lepiej by było jakbyś wprowadziła się do chłopaków na ten czas leczenia?
-Justin to cudowny pomysł nie została byś sama. A oni zajęli by się wami.
-Tato ty serio mówisz?
-No a dlaczego nie?
-Bo ich jest pięciu a ja jedna?
-Ale to są twoi przyjaciele, więc nie sądzę, żeby ci coś zrobili.
-Ja już rozmawiałem z chłopakami i jutro Zayn przyjedzie po ciebie. -odparł Justin.
Rano spakowałam się i pożegnałam rodzinę. Później zadzwonił Zayn, zabrał moją torbę i razem podjechaliśmy do ich domu.
-Przecież dałabym sobie radę.
-Ale razem będzie weselej. My teraz mamy wolne od koncertów, więc możemy spędzić razem czas.
Kiedy weszłam do domu to Niall przyszedł i mnie mocno przytulił i pocałował. Reszta zaczęła bić brawo.
-No wreszcie jesteście razem. Ile można było czekać.
Harry przygotował dla nas zdrowy obiad i wspólnie zjedliśmy. Później chłopaki wygłupiali się. Ogólnie pierwszy miesiąc minął szybko, odwiedziły nas dziewczyny, chłopaki wygłupiają się codziennie. Dzisiaj zostałam obudzona, bo Harry zabrał Louisowi marchewkę. Ganiali się po całym domu krzycząc a Zayn zgubił gdzieś żel do włosów. Dom wariatów. Od poniedziałku zamierzam wrócić do szkoły, rozmawiałam ze swoim lekarzem i ten zgodził się. Mam tylko uważać na siebie. Chłopaki nie pozwalają mi wrócić do siebie do domu, a tutaj przywiozłam już wszystkie potrzebne rzeczy. Bardzo wygodnie tutaj jest, ale nie mogę zapominać, że to nie mój dom. Obudzili mnie, dlatego podniosłam się i odbyłam poranne czynności. Ogólnie to wszystko goi się ładnie. Rany prawie nie widać, więc jest dobrze. Po śniadaniu wyszłam z domu niezauważona. Lecz po jakiś 30 minutach, gdy już byłam pod szkołą zaczął dzwonić mój telefon.
-Vicky skarbie gdzie ty jesteś?
-Niall spokojnie. Musiałam przejść się i przyszłam porozmawiać z dyrektorem.
Weszłam do gabinetu i usprawiedliwiałam swoją nieobecność, nauczyciele od razu przekazali mi co mam uzupełnić i wróciłam do domu chłopaków. Zjedliśmy obiad a po nim wszyscy oprócz Nialla pojechali na jakiś wywiad. Mieliśmy chwile spokoju, leżeliśmy na kanapie i oglądaliśmy telewizje.
-Kocham cię skarbie...
-Proszę uzbroić się w cierpliwość. Operacja jeszcze trochę potrwa.
Już jest noc, podszedłem do okna i zobaczyłem dziewczyny siedzące na chodniku. Fanki na zawsze. Pokazałem chłopakom i jeden z nich wyszedł do nich. Po kolejnych 4 godzinach wywieźli najpierw Vicky a później Nialla.
-Spokojnie. Operacja udała się, młodzi będą dochodzić do siebie przez kilka dni. Ale zapraszam do siebie jutro ja wszystko państwu dokładnie opowiem.
Przez chwilę zobaczyliśmy ją i wróciliśmy do mieszkania. Tam zadzwoniłem do Rossie, bo ta siedzi w Atlancie i denerwuje się. Uspokoiłem ją trochę i sam położyłem się spać. Rano pojechaliśmy do szpitala. Vicky już wybudziła się, ale jest strasznie słaba. Siedzieliśmy u niej cały dzień.
Perspektywa Vicky.
Obudziłam się rano, miałam podłączoną kroplówkę. Po chwili przyszła do mnie rodzina, siedzieli u mnie cały dzień, przyszli też chłopcy.
-Chłopaki co z Niallem? Jak on się czuje?
-Dobrze, wybudził się rano, ale jest słaby jak ty.
-A wie, że to ode mnie ta wątroba?
-Wie, chciał do ciebie przyjść, ale lekarz mu nie pozwolił.
Wieczorem wszyscy poszli a ja zasnęłam.
Perspektywa Nialla.
Nie wiem jak mam się odwdzięczyć Vicky za to co dla mnie zrobiła. Gdyby nie ona to nie wiem ile bym jeszcze tutaj przeżył. Udowodniła, że mnie kocha. Gdyby jej na mnie nie zależało to by czegoś takiego nie zrobiła. Chciałem do niej iść, ale rodzice mi nie pozwolili ani lekarz. Kazali mi leżeć, gdy poszli rozmawiałem z lekarzem.
-Doktorze ja muszę ją zobaczyć. Błagam to dla mnie sprawa życia i śmierci.
-Dobrze, ale tylko na chwilę.
Wsiadłem na wózek i pojechaliśmy do niej. Gdy mnie zobaczyła szeroko się uśmiechnęła.
-Doktorze zostawi nas pan samych?
-Jasne, ale pamiętajcie niedługo. Powinniście już spać.
Usiadłem na jej łóżku i patrzyłem w oczy.
-I jak mam ci się odwdzięczyć?
-Nie masz za co. To jasne, że to zrobiłam.
-Nie każdy by to zrobił. Vicky zwlekam coś już dawno. Może to nie jest odpowiedni moment, ale muszę to powiedzieć.
-Wyduś to z siebie.
-Vicky kocham cię.
-Ja ciebie też.
Pocałowałem ją. Wreszcie. Tak dawno na to czekałem.
Perspektywa Vicky.
Wreszcie, tak długo na to czekałam. Wtuliłam się w chłopaka, ale oboje jesteśmy jeszcze bardzo słabi. Ten pojechał a ja zasnęłam z uśmiechem na ustach.
Perspektywa Nialla.
Rano rozmawiałem z lekarzem i poprosiłem, aby przenieśli Vicky na moją salę. Zgodził się, dlatego strasznie się ucieszyłem.
Perspektywa Vicky.
Rano przyszedł do mnie lekarz i powiedział, żebym spakowała swoje rzeczy. Po chwili pielęgniarka pomogła przejść do nowej sali. Gdy zobaczyłam uśmiechniętego Nialla wiedziałam, że to jego sprawka. Rozmawialiśmy dopóki nie przyszły rodziny. Chłopak przedstawił mnie swoim rodzicom. Jego mama mocno mnie przytuliła i zaczęła dziękować.
-Nie ma za co pani dziękować.
Później przyszli moi rodzice z bratem. Jeszcze kilka dni zostałam w szpitalu i już nas wypuścili. Rodzina została jeszcze u mnie półtora tygodnia i musieli wracać. Tata ma pracę tak jak Justin. Codziennie piszę z Niallem i wiem, że jego rodzice też jutro lecą do Irlandi.
-Siostra a nie lepiej by było jakbyś wprowadziła się do chłopaków na ten czas leczenia?
-Justin to cudowny pomysł nie została byś sama. A oni zajęli by się wami.
-Tato ty serio mówisz?
-No a dlaczego nie?
-Bo ich jest pięciu a ja jedna?
-Ale to są twoi przyjaciele, więc nie sądzę, żeby ci coś zrobili.
-Ja już rozmawiałem z chłopakami i jutro Zayn przyjedzie po ciebie. -odparł Justin.
Rano spakowałam się i pożegnałam rodzinę. Później zadzwonił Zayn, zabrał moją torbę i razem podjechaliśmy do ich domu.
-Przecież dałabym sobie radę.
-Ale razem będzie weselej. My teraz mamy wolne od koncertów, więc możemy spędzić razem czas.
Kiedy weszłam do domu to Niall przyszedł i mnie mocno przytulił i pocałował. Reszta zaczęła bić brawo.
-No wreszcie jesteście razem. Ile można było czekać.
Harry przygotował dla nas zdrowy obiad i wspólnie zjedliśmy. Później chłopaki wygłupiali się. Ogólnie pierwszy miesiąc minął szybko, odwiedziły nas dziewczyny, chłopaki wygłupiają się codziennie. Dzisiaj zostałam obudzona, bo Harry zabrał Louisowi marchewkę. Ganiali się po całym domu krzycząc a Zayn zgubił gdzieś żel do włosów. Dom wariatów. Od poniedziałku zamierzam wrócić do szkoły, rozmawiałam ze swoim lekarzem i ten zgodził się. Mam tylko uważać na siebie. Chłopaki nie pozwalają mi wrócić do siebie do domu, a tutaj przywiozłam już wszystkie potrzebne rzeczy. Bardzo wygodnie tutaj jest, ale nie mogę zapominać, że to nie mój dom. Obudzili mnie, dlatego podniosłam się i odbyłam poranne czynności. Ogólnie to wszystko goi się ładnie. Rany prawie nie widać, więc jest dobrze. Po śniadaniu wyszłam z domu niezauważona. Lecz po jakiś 30 minutach, gdy już byłam pod szkołą zaczął dzwonić mój telefon.
-Vicky skarbie gdzie ty jesteś?
-Niall spokojnie. Musiałam przejść się i przyszłam porozmawiać z dyrektorem.
Weszłam do gabinetu i usprawiedliwiałam swoją nieobecność, nauczyciele od razu przekazali mi co mam uzupełnić i wróciłam do domu chłopaków. Zjedliśmy obiad a po nim wszyscy oprócz Nialla pojechali na jakiś wywiad. Mieliśmy chwile spokoju, leżeliśmy na kanapie i oglądaliśmy telewizje.
-Kocham cię skarbie...
Rozdział 40.
-Ale co się stało?
-Czekam na dole. Zejdź a ci wszystko wyjaśnie po drodze.
Zabrałam torebkę i biegiem zeszłam do samochodu przyjaciela. Tam z tyłu siedziała reszta, przeraziły mnie ich miny.
-Ej chłopaki co się stało?
-Niall miał wypadek i karetka zabrała go do szpitala.
-To na co jeszcze czekasz jedź. Ale co dokładnie się stało?
-Potrącił go samochód i nie wiemy co dokładnie z nim jest.
Po około 15 minutach byliśmy na miejscu. Wbiegliśmy do środka i miła pielęgniarka poinformowała nas, że przyjaciel jest na sali operacyjnej. Czekalismy ponad godzinę a dłużyło się jakby to była wieczność. Wreszcie wywieźli go, był taki blady. Miał smutny wyraz twarzy.
-Doktorze co z nim?
-A jesteście kimś z rodziny?
-Jesteśmy przyjaciółmi.
Lekarz nie chciał nam nic powiedzieć, ale Liam poszedł do niego. My poszliśmy do jego sali, ale mogliśmy narazie patrzeć na niego przez szybę. Podłączyli mu mnóstwo przewodów, mimowolnie łzy zaczęły mi lecieć po policzku. Czemu to był on? Zayn przytulił mnie i pocieszał. Kiedy przyszedł Liam wyjaśnił nam
-Słuchajcie spokojnie, Niall jutro albo za dwa dni powinien wybudzić się. Podczas wypadku została uszkodzona wątroba i będzie potrzebny przeszczep. Krwotok udało im się zatamować i ta wątroba powinna jeszcze trochę działać sprawnie, ale trzeba znaleźć dawcę. Inaczej może być kiepsko z Niallem.
Po słowach przyjaciela jeszcze bardziej się rozpłakałam i wybiegłam ze szpitala.
Perspektywa Zayna.
To nie możliwe, że takie coś spotyka naszego przyjaciela. Liam jeszcze powiedział co jest potrzebne do przeszczepu i niestety żaden z nas nie może oddać przyjacielowi wątroby. Vicky wybiegła ze szpitala, a ja nie mogłem jej zostawić. Ona może sobie coś zrobić
-Chłopaki zostańcie tutaj a ja wrócę z Vicky do domu.
-Zostaw ją. Ona pewnie musi pobyć sama. -odparł Louis
-Gówno wiesz. Ona nie może zostać sama. Co jeśli pod wpływem emocji sobie coś zrobi? Nie daruje sobie tego.
Zauważyłem Vicky płaczącą na schodach. Podniosłem ją i przytuliłem.
-Mała ciii. Wszystko będzie dobrze. Chodź do domu co?
Ta tylko kiwnęła głową i pojechaliśmy do nas do domu. Powiedziała, że nie chce zostać sama. Tam usiedliśmy na kanapie i siedzieliśmy w ciszy wtuleni. My to przeżywamy, ale ona podwójnie chyba. Gdy chłopaki wrócili to panowała między nami grobowa cisza.
-Liam dzwoniliście do rodziców Nialla?
-Nie pomyślałem o tym.
-To zadzwoń do nich. Powinni wiedzieć jaki jest stan ich syna.
-Dzięki Vicky.
Ten zadzwonił a ja poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i próbowałam racjonalnie myśleć. Weszłam do pokoju Nialla i wzięłam jakąś jego koszulkę. Położyłam się spać, ale nie zasnęłam wcale. Rano jak wstałam to Harry robił śniadanie. Usiadłam przy stole i myślałam o Niallu. Po śniadaniu pojechaliśmy do szpitala,
-Liam i co z rodzicami Nialla?
-Mają przylecieć jak najszybciej się da.
-Ale od nich nie da się przeszczepić wątroby Niallowi.
Kiedy weszliśmy do niego do sali to stałam naprzeciwko łóżka i patrzyłam na przyjaciela. Boże jaki on jest bezbronny. Chcę zobaczyć te jego błękitne paczadełka. Po chwili ujrzałam jak otwiera oczy. Otworzył oczy i uśmiechnął się a my zawołaliśmy lekarza. Zrobili mu jakieś badania i wpuścili do niego.
-Chłopie nie rób nam tego więcej. -powiedział Harry
-Nie chciałem.
-Dobrze, że nic takiego ci nie jest. -powiedział Louis próbując rozładować napięcie.
Ja jedynie uśmiechałam się. Po powrocie do domu chłopaków olśniło mnie,
-Ej chłopaki jaką grupę krwi ma Niall?
-BRh- a co?
-Moment. Czyli, że dawcą może być osoba o grupie krwi BRh- albo 0Rh-.
-No chyba tak. Więc co z tym?
-Więc ja mam grupę krwi Brh- i mogę być dawcą. Jestem młoda, nie pijąca. Moja wątroba szybko się zregeneruje.
-Jesteś pewna tego? -spytał Zayn
-Tak. Dla Nialla zrobię wszystko.
-To jutro pójdziesz do lekarza i zobaczymy co z tego wyniknie. A teraz jadę po rodziców Nialla na lotnisko. A i nie pogniewacie się jak ich tutaj przywiozę? -spytał Liam
-No co ty. Jak najbardziej ich przywieź.
Pojechał a my przygotowaliśmy kolacje.
-Chłopaki ja wrócę do mieszkania. Muszę się przebrać i przemyśleć wszystko.
-Poczekaj odwiozę cię.
Zayn odwiózł mnie i po drodze rozmawialiśmy.
-Jesteś pewna z tą wątrobą?
-Zayn dobrze wiesz, że dla Nialla zrobiłabym wszystko tak?
-Z miłości do drugiej osoby zrobiłoby się wszystko. Dokładnie cię rozumiem. Chętnie sam bym oddał tą wątrobę, ale mam inną grupę krwi i dodatkowo palę papierosy.
-Zayn ja dla niego mogę nawet życie oddać, byle by on żył.
-Nawet tak nie mów. Oboje będziecie żyć.
Pocałował mnie w czoło i weszłam na górę. Wzięłam długą kąpiel i dzwonił do mnie Justin. Rozmawialiśmy o tym wszystkim i zasnęłam. Obudziłam się wcześnie rano, bo już o 7. Odbyłam poranne czynności i zjadłam śniadanie. Spakowałam do torby wszystkie potrzebne rzeczy i zadzwonił mój telefon
-Vicky, bo my jedziemy do szpitala i musimy jechać na dwa samochodu. Podjechać po ciebie?
-No jakbyście mogli to poproszę.
Po około pół godzinie byli u mnie i razem pojechaliśmy do przyjaciela. Nie wiedziałam czy mam wchodzić do niego, ale jednak weszłam. Poznałam jego rodziców i poszłam do lekarza.
-Więc kiedy mogę oddać część wątroby Niallowi?
-Najlepiej jutro jak przyjedziesz rano na czczo. Zrobimy wszystkie potrzebne badania i w środę może uda nam się zrobić przeszczep. Proszę jeszcze wypełnić te papiery i widzimy się jutro.
Wypełniłam papiery i szłam wolno korytarzem. Przechodząc koło sali Nialla spojrzałam na nich. Jego mama siedziała koło łóżka i trzymała go za rękę. Zauważył mnie Zayn,
-I co?
-Jutro mam przyjść i zrobią mi wszystkie badania. Więc w środę już może być przeszczep.
Przyjaciel przytulił mnie,
-Jechać z tobą do mieszkania?
-Nie. Idź do niego. Ja muszę pobyć sama, muszę przemyśleć wszystko.
Pocałował mnie w czoło i wrócił do przyjaciela. Spacerowałam po mieście myśląc nad tym wszystkim. Wiem, że dobrze robię, ale mam wątpliwości. Co jeśli tego nie przeżyje? Po drodze spotkały mnie fanki chłopaków.
-Vicky czy to prawda, że Niall leży w szpitalu?
-Niestety tak.
-To dlaczego ty nie jesteś przy nim?
-Dziewczyny to nie jest takie łatwe jak myślicie.
-To coś poważnego z Niallem?
-Menadżer powinien udzielić informacji. Ja nie mogę.
Usiadłam na ławce w parku i zadzwoniłam do taty. On musi wiedzieć o wszystkim. Popłakał mi się do telefonu,
-Córciu nie chce cię stracić.
-Tato nie stracisz. A muszę to dla niego zrobić. Zrozum ja go kocham.
-A kiedy ma być zabieg?
-Prawdopodobnie w środę, ale już jutro mam być w szpitalu.
Rozmawialiśmy jeszcze trochę i wróciłam do mieszkania. Tam usiadłam na kanapie i zaczęłam rozmawiać z mamą, wiem, że to nieodpowiednie miejsce, ale zawsze.
-Mamo proszę dopilnuj tam z góry abym przeżyła. Nie chce zostawiać taty samego.
Zjadłam lekką kolacje i położyłam się spać. Rano zdenerwowana, odbyłam poranne czynności i zabrałam potrzebne rzeczy. Taksówką podjechałam do szpitala i od razu skierowałam się do pielęgniarek. Te zabrały mnie na szczegółowe badania i zaprowadziły do sali. Przebrałam się w piżamkę i położyłam. Na sali leżałam sama, ale to lepiej. Mam więcej czasu na myślenie. Przerwał mi telefon
-Hej Just co jest?
-Powiedz mi, w której sali leżysz?
-A po co ci to wiedzieć?
-Bo chce do ciebie przyjść.
-Co ty tu robisz?
-Powiedz mi numer sali a nie marudzisz.
-135.
Po chwili do mojej sali wszedł tata, Pattie i Justin. Boże jedyny po co oni przyjechali.
-Po co przyjechaliście?
-Myślisz, że pozwolilibyśmy ci tu samej leżeć?
Siedzieli u mnie do późna i pojechali do mojego mieszkania. Nie pozwolę im spać w hotelu jak moje mieszkanie jest puste. Kolejnego dnia rano przyjechali i wtedy przyszedł do mnie lekarz.
-Rodzina?
-Tak. Przylecieli do mnie.
-To dobrze. Victoria mam jeszcze dla ciebie kilka papierów do podpisania i może przeszczep będzie już dzisiaj. Pobierzemy część twojej wątroby, tam kilka sekcji i wszczepimy Niallowi.
-Dobrze. Bardzo dziękuję.
-Oczywiście ze względu na operację to nie powinnaś dzisiaj nic jeść.
-I tak bym nic nie przełknęła.
Dostałam tylko kroplówkę i wodę. Rodzina siedziała u mnie dopóki mnie nie zabrali. W nocy jak nie mogłam spać to napisałam dwa listy gdyby jednak coś się stało. Pamiętam jak wjechałam na blok operacyjny, jak lekarz jakimś pisakiem mazał po moim brzuchu, oraz, że dostałam zastrzyk i tabletkę. Więcej pustka.
-Czekam na dole. Zejdź a ci wszystko wyjaśnie po drodze.
Zabrałam torebkę i biegiem zeszłam do samochodu przyjaciela. Tam z tyłu siedziała reszta, przeraziły mnie ich miny.
-Ej chłopaki co się stało?
-Niall miał wypadek i karetka zabrała go do szpitala.
-To na co jeszcze czekasz jedź. Ale co dokładnie się stało?
-Potrącił go samochód i nie wiemy co dokładnie z nim jest.
Po około 15 minutach byliśmy na miejscu. Wbiegliśmy do środka i miła pielęgniarka poinformowała nas, że przyjaciel jest na sali operacyjnej. Czekalismy ponad godzinę a dłużyło się jakby to była wieczność. Wreszcie wywieźli go, był taki blady. Miał smutny wyraz twarzy.
-Doktorze co z nim?
-A jesteście kimś z rodziny?
-Jesteśmy przyjaciółmi.
Lekarz nie chciał nam nic powiedzieć, ale Liam poszedł do niego. My poszliśmy do jego sali, ale mogliśmy narazie patrzeć na niego przez szybę. Podłączyli mu mnóstwo przewodów, mimowolnie łzy zaczęły mi lecieć po policzku. Czemu to był on? Zayn przytulił mnie i pocieszał. Kiedy przyszedł Liam wyjaśnił nam
-Słuchajcie spokojnie, Niall jutro albo za dwa dni powinien wybudzić się. Podczas wypadku została uszkodzona wątroba i będzie potrzebny przeszczep. Krwotok udało im się zatamować i ta wątroba powinna jeszcze trochę działać sprawnie, ale trzeba znaleźć dawcę. Inaczej może być kiepsko z Niallem.
Po słowach przyjaciela jeszcze bardziej się rozpłakałam i wybiegłam ze szpitala.
Perspektywa Zayna.
To nie możliwe, że takie coś spotyka naszego przyjaciela. Liam jeszcze powiedział co jest potrzebne do przeszczepu i niestety żaden z nas nie może oddać przyjacielowi wątroby. Vicky wybiegła ze szpitala, a ja nie mogłem jej zostawić. Ona może sobie coś zrobić
-Chłopaki zostańcie tutaj a ja wrócę z Vicky do domu.
-Zostaw ją. Ona pewnie musi pobyć sama. -odparł Louis
-Gówno wiesz. Ona nie może zostać sama. Co jeśli pod wpływem emocji sobie coś zrobi? Nie daruje sobie tego.
Zauważyłem Vicky płaczącą na schodach. Podniosłem ją i przytuliłem.
-Mała ciii. Wszystko będzie dobrze. Chodź do domu co?
Ta tylko kiwnęła głową i pojechaliśmy do nas do domu. Powiedziała, że nie chce zostać sama. Tam usiedliśmy na kanapie i siedzieliśmy w ciszy wtuleni. My to przeżywamy, ale ona podwójnie chyba. Gdy chłopaki wrócili to panowała między nami grobowa cisza.
-Liam dzwoniliście do rodziców Nialla?
-Nie pomyślałem o tym.
-To zadzwoń do nich. Powinni wiedzieć jaki jest stan ich syna.
-Dzięki Vicky.
Ten zadzwonił a ja poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i próbowałam racjonalnie myśleć. Weszłam do pokoju Nialla i wzięłam jakąś jego koszulkę. Położyłam się spać, ale nie zasnęłam wcale. Rano jak wstałam to Harry robił śniadanie. Usiadłam przy stole i myślałam o Niallu. Po śniadaniu pojechaliśmy do szpitala,
-Liam i co z rodzicami Nialla?
-Mają przylecieć jak najszybciej się da.
-Ale od nich nie da się przeszczepić wątroby Niallowi.
Kiedy weszliśmy do niego do sali to stałam naprzeciwko łóżka i patrzyłam na przyjaciela. Boże jaki on jest bezbronny. Chcę zobaczyć te jego błękitne paczadełka. Po chwili ujrzałam jak otwiera oczy. Otworzył oczy i uśmiechnął się a my zawołaliśmy lekarza. Zrobili mu jakieś badania i wpuścili do niego.
-Chłopie nie rób nam tego więcej. -powiedział Harry
-Nie chciałem.
-Dobrze, że nic takiego ci nie jest. -powiedział Louis próbując rozładować napięcie.
Ja jedynie uśmiechałam się. Po powrocie do domu chłopaków olśniło mnie,
-Ej chłopaki jaką grupę krwi ma Niall?
-BRh- a co?
-Moment. Czyli, że dawcą może być osoba o grupie krwi BRh- albo 0Rh-.
-No chyba tak. Więc co z tym?
-Więc ja mam grupę krwi Brh- i mogę być dawcą. Jestem młoda, nie pijąca. Moja wątroba szybko się zregeneruje.
-Jesteś pewna tego? -spytał Zayn
-Tak. Dla Nialla zrobię wszystko.
-To jutro pójdziesz do lekarza i zobaczymy co z tego wyniknie. A teraz jadę po rodziców Nialla na lotnisko. A i nie pogniewacie się jak ich tutaj przywiozę? -spytał Liam
-No co ty. Jak najbardziej ich przywieź.
Pojechał a my przygotowaliśmy kolacje.
-Chłopaki ja wrócę do mieszkania. Muszę się przebrać i przemyśleć wszystko.
-Poczekaj odwiozę cię.
Zayn odwiózł mnie i po drodze rozmawialiśmy.
-Jesteś pewna z tą wątrobą?
-Zayn dobrze wiesz, że dla Nialla zrobiłabym wszystko tak?
-Z miłości do drugiej osoby zrobiłoby się wszystko. Dokładnie cię rozumiem. Chętnie sam bym oddał tą wątrobę, ale mam inną grupę krwi i dodatkowo palę papierosy.
-Zayn ja dla niego mogę nawet życie oddać, byle by on żył.
-Nawet tak nie mów. Oboje będziecie żyć.
Pocałował mnie w czoło i weszłam na górę. Wzięłam długą kąpiel i dzwonił do mnie Justin. Rozmawialiśmy o tym wszystkim i zasnęłam. Obudziłam się wcześnie rano, bo już o 7. Odbyłam poranne czynności i zjadłam śniadanie. Spakowałam do torby wszystkie potrzebne rzeczy i zadzwonił mój telefon
-Vicky, bo my jedziemy do szpitala i musimy jechać na dwa samochodu. Podjechać po ciebie?
-No jakbyście mogli to poproszę.
Po około pół godzinie byli u mnie i razem pojechaliśmy do przyjaciela. Nie wiedziałam czy mam wchodzić do niego, ale jednak weszłam. Poznałam jego rodziców i poszłam do lekarza.
-Więc kiedy mogę oddać część wątroby Niallowi?
-Najlepiej jutro jak przyjedziesz rano na czczo. Zrobimy wszystkie potrzebne badania i w środę może uda nam się zrobić przeszczep. Proszę jeszcze wypełnić te papiery i widzimy się jutro.
Wypełniłam papiery i szłam wolno korytarzem. Przechodząc koło sali Nialla spojrzałam na nich. Jego mama siedziała koło łóżka i trzymała go za rękę. Zauważył mnie Zayn,
-I co?
-Jutro mam przyjść i zrobią mi wszystkie badania. Więc w środę już może być przeszczep.
Przyjaciel przytulił mnie,
-Jechać z tobą do mieszkania?
-Nie. Idź do niego. Ja muszę pobyć sama, muszę przemyśleć wszystko.
Pocałował mnie w czoło i wrócił do przyjaciela. Spacerowałam po mieście myśląc nad tym wszystkim. Wiem, że dobrze robię, ale mam wątpliwości. Co jeśli tego nie przeżyje? Po drodze spotkały mnie fanki chłopaków.
-Vicky czy to prawda, że Niall leży w szpitalu?
-Niestety tak.
-To dlaczego ty nie jesteś przy nim?
-Dziewczyny to nie jest takie łatwe jak myślicie.
-To coś poważnego z Niallem?
-Menadżer powinien udzielić informacji. Ja nie mogę.
Usiadłam na ławce w parku i zadzwoniłam do taty. On musi wiedzieć o wszystkim. Popłakał mi się do telefonu,
-Córciu nie chce cię stracić.
-Tato nie stracisz. A muszę to dla niego zrobić. Zrozum ja go kocham.
-A kiedy ma być zabieg?
-Prawdopodobnie w środę, ale już jutro mam być w szpitalu.
Rozmawialiśmy jeszcze trochę i wróciłam do mieszkania. Tam usiadłam na kanapie i zaczęłam rozmawiać z mamą, wiem, że to nieodpowiednie miejsce, ale zawsze.
-Mamo proszę dopilnuj tam z góry abym przeżyła. Nie chce zostawiać taty samego.
Zjadłam lekką kolacje i położyłam się spać. Rano zdenerwowana, odbyłam poranne czynności i zabrałam potrzebne rzeczy. Taksówką podjechałam do szpitala i od razu skierowałam się do pielęgniarek. Te zabrały mnie na szczegółowe badania i zaprowadziły do sali. Przebrałam się w piżamkę i położyłam. Na sali leżałam sama, ale to lepiej. Mam więcej czasu na myślenie. Przerwał mi telefon
-Hej Just co jest?
-Powiedz mi, w której sali leżysz?
-A po co ci to wiedzieć?
-Bo chce do ciebie przyjść.
-Co ty tu robisz?
-Powiedz mi numer sali a nie marudzisz.
-135.
Po chwili do mojej sali wszedł tata, Pattie i Justin. Boże jedyny po co oni przyjechali.
-Po co przyjechaliście?
-Myślisz, że pozwolilibyśmy ci tu samej leżeć?
Siedzieli u mnie do późna i pojechali do mojego mieszkania. Nie pozwolę im spać w hotelu jak moje mieszkanie jest puste. Kolejnego dnia rano przyjechali i wtedy przyszedł do mnie lekarz.
-Rodzina?
-Tak. Przylecieli do mnie.
-To dobrze. Victoria mam jeszcze dla ciebie kilka papierów do podpisania i może przeszczep będzie już dzisiaj. Pobierzemy część twojej wątroby, tam kilka sekcji i wszczepimy Niallowi.
-Dobrze. Bardzo dziękuję.
-Oczywiście ze względu na operację to nie powinnaś dzisiaj nic jeść.
-I tak bym nic nie przełknęła.
Dostałam tylko kroplówkę i wodę. Rodzina siedziała u mnie dopóki mnie nie zabrali. W nocy jak nie mogłam spać to napisałam dwa listy gdyby jednak coś się stało. Pamiętam jak wjechałam na blok operacyjny, jak lekarz jakimś pisakiem mazał po moim brzuchu, oraz, że dostałam zastrzyk i tabletkę. Więcej pustka.
Perspektywa Justina.
Siedzimy przed blokiem operacyjnym z chłopakami i rodzicami Nialla. Przyjechał też ich menadżer, który powiedział, że odwołał ich trasę na 2 miesiące. Pielęgniarka kazała nam iść do domu i przyjść jutro, ale my musimy tu być. Siedzimy już tutaj od 8 godzin, nie mogę już siedzieć. Wszystko mnie boli, zacząłem spacerować po korytarzu, ale to wszystkich jeszcze bardziej denerwuje. W pewnym momencie wyszła pielęgniarka,
Rozdział 39.
Później wróciliśmy do hotelu i w holu zastałam Justina, Rossie, Josha, Julie, Noaha. Wszystkich po kolei przytuliłam i weszliśmy do pokoju. Nie wiem jak to wyszło, że mam pokój z Noahem. Nie wiem jak to się stało, ten miał mieć pokój z Justinem, ale on ma z Rossie, Josh z Julie i nasza dwójka została we dwójkę.
-Ej Vicky spoko, nie zgwałcę cię.
-Nie no spoko Noah. Znamy się od małego.
-Będziemy mogli porozmawiać.
Rozpakowaliśmy swoje rzeczy i przebraliśmy się. Wszyscy spotkaliśmy się na korytarzy i wyszliśmy całą grupą. Było nas 14 osób, więc wesoło się szło. Ze względu, że nasza 6 jest już tutaj od kilku dni to oprowadzaliśmy wszystkich. Zjedliśmy kolacje na mieście i do późna siedzieliśmy na plaży. Kilka dni zleciało szybko, ogólnie mało fanów nas zaczepiało. Mogliśmy swobodnie się bawić. Opalaliśmy się, kąpaliśmy. Graliśmy cudowną piłką w siatkę. A dzisiaj wieczorem spacerując po plaży zauważyliśmy imprezę. Zostaliśmy na niej i świetnie się bawiliśmy. Spacerowałam z Noahem i rozmawialiśmy.
-Ej Noah co się z tobą dzieje?
-A co ma się dziać?
-Dlaczego odkąd tutaj jesteś to nie poderwałeś żadnej dziewczyny? Dorosłeś?
-Chyba, nie chce już mieć co nas innej.
-Zakochałeś się? Noah się zakochał? Kim ona jest opowiadaj?
-Zakochał, od razu zakochał. Po prostu podoba mi się jedna dziewczyna i wiem, że muszę bardziej się postarać o nią niż o te wszystkie wcześniejsze laski.
Wtuliłam się w przyjaciela i jeszcze rozmawialiśmy.
-A co z tobą i tym Niallem? To całkiem spoko chłopak.
-Sama nie wiem,
-Ale przyznaj, że widzisz jak jemu świecą się oczy na twój widok.
-Przyznaje.
Wróciliśmy do reszty i chłopaki trochę się spili. Przyprowadziłyśmy ich do hotelu i od razu poszli spać. Rano z dziewczynami spotkałyśmy się na śniadaniu.
-Ej dziewczyny chodźmy dzisiaj same na jakieś zakupy czy coś. Zanim oni wstaną to my wrócimy.
-Ale niech się trochę pomartwią.
Wyszłyśmy wspólnie i spacerowałyśmy. Kilka dziewczyn zatrzymało nas i prosiło o zdjęcia. Później chodziłyśmy po centrum handlowym i nasza 6 robiła sobie zdjęcia. Było bardzo wesoło. Po obiedzie wróciłyśmy do hotelu i obudziłyśmy naszych chłopaków. Ci jednak powiedzieli, że nas znajdą. Dlatego poszłyśmy na plażę i opalałyśmy się. Wieczorem prawie do rana siedzieliśmy w jednym pokoju. Ogólnie czas minął bardzo szybko, jeszcze tylko dwa dni i wracamy. Sama nie wiem czy wrócić do Londynu czy do Atlanty, fajnie by było odwiedzić stare śmieci, rodziców. W sumie to dobry pomysł. Od razu po przebudzeniu zadzwoniłam na lotnisko i zamówiłam bilet. Po chwili dostałam sms
"Śpisz jeszcze? N"
"Właśnie wstałam. A co tam? V"
"Bo ja nie mogę już spać a czuję, że reszta będzie spała bardzo długo. N"
"Proponujesz coś? V"
"Może pójdziemy gdzieś na śniadanie? Ja stawiam. N"
"Przekonałeś mnie. W takim razie za 30 minut w holu. V"
Odbyłam poranne czynności i ubrałam sukienkę. Włosy pozostawiłam rozpuszczone a makijaż zrobiłam lekki. Gotowa zabrałam torebkę i zeszłam do holu. Po chwili zszedł Niall w okularach przeciwsłonecznych. Uśmiechnęłam się i wspólnie poszliśmy do restauracji, jedząc sporo rozmawialiśmy. Ogólnie przez te 2 tygodnie nasze relacje poprawiły się. Można chyba powiedzieć, że jesteśmy przyjaciółmi. Po śniadaniu jeszcze spacerowaliśmy i siedzieliśmy na plaży. Rozmawialiśmy tak ogólnie o wszystkim, ale przerwał nam mój telefon. Wróciliśmy do hotelu i porwała mnie Rossie. Spacerowałyśmy po miasteczku i rozmawiałyśmy.
-Wiesz, że Justin mi ostatnio powiedział, że chciałby mieć ze mną dzieci.
-To co stoi na przeszkodzie?
-To, że on ma karierę a ja chce skończyć studia. Prędzej czekam na twoje dziecko.
-Ja nawet nie mam chłopaka.
-Oj Vicky nie udawaj. Twoje dziecko z Niallem będzie śliczne. Wy cholernie pasujecie do siebie.
-Dobra możesz już skończyć?
Rozmawialiśmy jeszcze o Niallu, ale wróciliśmy do hotelu. Do późna siedzieliśmy w moim pokoju i rozmawialiśmy. Ostatni dzień spędziliśmy na plaży i w pokoju. Dziś wstałam wcześnie i spakowałam wszystko.
-Noah mam nadzieję, że poznam dziewczynę, która zawładnęła twoim sercem.
-Mam nadzieję, że ja zawładnąłem jej sercem.
-Zapewne, jesteś cudownym chłopakiem.
Wszyscy podjechaliśmy na lotnisko i mocno przytuliłam One Direction i dziewczyny. Niall nie chciał mnie puścić, ale jednak dał mi buziaka w policzek i rozeszliśmy się. W samolocie siedziałam obok Noaha, bo oczywiście pary siedziały razem. Męczy mnie to, że moi przyjaciele mają kogoś a ja jestem sama. Ale może to tylko kwestia czasu. Po drodze rozmawiałam z przyjacielem o tej dziewczynie, udzieliłam mu kilka rad. Na miejscu podjechałam z bratem do domu. Tata bardzo się ucieszył, że mnie widzi. Wyściskał mnie i razem zjedliśmy kolację. Kolejny dzień spędziłam z tatą. Jeszcze następnego rano poszłam na cmentarz. Bardzo dawno tutaj nie byłam a dziś jest rocznica. Siedziałam obok grobu i rozmawiałam z mamą, ale przerwał mi telefon.
-Hej córciu gdzie tak szybko uciekłaś?
-Hej. Jestem na cmentarzu.
-Ja też za chwilę będę.
Nie dokończyłam swojej rozmowy, bo przyszedł tata.
-Rozmawiasz z mamą?
-Tak. Opowiadałam jej co się u mnie dzieje, wiesz wiele się zmieniło.
-Chcesz, żeby ci poradziła?
-Wiem, że to się nie uda.
-Może ja ci doradzę?
Przesiedzieliśmy na cmentarzu cały dzień, rozmawialiśmy o wszystkim. Wieczorem zjedliśmy rodzinną kolacje. Ogólnie przez 2 tygodnie zdążyłam zrobić wszystko co zaplanowałam. Dziś już wróciłam do Londynu. Siedzę właśnie przed telewizorem i oglądam jakieś głupoty. Rano obudziłam się wyspana i pełna energii. Odbyłam poranne czynności i wyszłam na spacer. Dotarłam do kawiarni, w której pracowałam. Akurat spotkałam właścicielkę,
-Dobrze, że cię widzę Victoria. Potrzebna mi jesteś.
-Co się stało?
-Jedna z moich kelnerem zrezygnowała i nie mam nikogo na zmianę.
Od razu rozpoczęłam pracę. Ogólnie resztę wakacji miałam pracowitych, ale znalazłam czas na wyjścia do klubu. Od tygodnia już chodzę do szkoły, ogólnie zajęcia rozpoczęły się ciężko. Dziś piątek, po pracy wyszłam zmęczona. Jedyna rzecz, o której marzę to moja piżama i łóżko. Wyszłam z kawiarni i zauważyłam Nialla.
-Wspominałaś coś o kolacji?
-Nialler jestem strasznie zmęczona. Przepraszam cię.
-To może pozwolisz odwieźć się do domu?
-Jasne, że tak.
Wsiedliśmy do domu i na miejscu szkoda mi się zrobiło Nialla, że fatygował się a ja go spławiam.
-Może wejdziesz?
W oczach zaświeciły mu się żaróweczki. W środku zamówiliśmy chińszczyznę i wspólnie zjedliśmy. Ostatnio coraz częściej się widujemy, po zjedzeniu siedzieliśmy na kanapie i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziłam się w swoim łóżku, słyszałam jak ktoś coś robi w kuchni. Momentalnie podniosłam się i weszłam zobaczyć o co chodzi. Tam zobaczyłam Nialla przy kuchence.
-Hej wyspałaś się?
-Hej. Wyspałam. A co ty tu robisz?
-Nie bój się. Spałem u siebie, ale przyjechałem rano, bo pomyślałem, że będzie ci miło jak ktoś przygotuje dla ciebie śniadanie.
-Dziękuję Niall, ale nie musiałeś.
Usiadłam przy wyspie kuchennej i od razu podstawił mi kubek z kawą.
-Wiem, że nie jest taka pyszna jak twoja,
-Jest wspaniała.
Po chwili podstawił mi talerz z naleśnikami. Usiadł obok i też zjadł.
-Pyszne śniadanko. Bardzo dziękuję.
Ten wskazał na policzek, więc dałam mu buziaka. Po śniadaniu się zmył, ale zaprosiłam go na kolacje w ramach rekompensaty. Ogarnęłam trochę mieszkanie, rozmawiałam z Julie
-Nie uwierzysz, Josh mi się oświadczył.
-Julie to cudownie.
Boże jak ja się cieszę, chyba bardziej niż ona. Noah też podobno umówił się z tą dziewczyną co zawróciła mu w głowie. Później wybrałam się na zakupy, bo mam mało jedzenie w lodówce a przygotować kolacje dla tego głodomora to nielada wyzwanie. Rozpakowałam zakupy i na necie znalazłam jakiś przepis co mogę przygotować. Jeden mi się spodobał i zaczęłam przygotowywać. Gdy wszystko było gotowe sama się ogarnęłam i przyszedł Niall. Spędziliśmy wspólnie bardzo miły wieczór, a niedziele spędziłam w pracy. Ogólnie kolejne półtora miesiąca minęło bardzo szybko. Praktycznie raz w tygodniu spotykam się z Niallem i ponownie coś zaiskrzyło między nami. Po spotkaniu z nim jestem ciągle uśmiechnięta i szczęśliwa. Dziś piątek, a ja mam weekend wolny. Jak to fajnie wrócić do domu po całym tygodniu. Usiadłam na kanapie i zamknęłam oczy. Jednak przerwał mi telefon,
-Hej Liam co się dzieje?
-Hej, no nie wiem jak ci to powiedzieć. Zejdź na dół czekam na ciebie.
-Ale co się stało?
-Ej Vicky spoko, nie zgwałcę cię.
-Nie no spoko Noah. Znamy się od małego.
-Będziemy mogli porozmawiać.
Rozpakowaliśmy swoje rzeczy i przebraliśmy się. Wszyscy spotkaliśmy się na korytarzy i wyszliśmy całą grupą. Było nas 14 osób, więc wesoło się szło. Ze względu, że nasza 6 jest już tutaj od kilku dni to oprowadzaliśmy wszystkich. Zjedliśmy kolacje na mieście i do późna siedzieliśmy na plaży. Kilka dni zleciało szybko, ogólnie mało fanów nas zaczepiało. Mogliśmy swobodnie się bawić. Opalaliśmy się, kąpaliśmy. Graliśmy cudowną piłką w siatkę. A dzisiaj wieczorem spacerując po plaży zauważyliśmy imprezę. Zostaliśmy na niej i świetnie się bawiliśmy. Spacerowałam z Noahem i rozmawialiśmy.
-Ej Noah co się z tobą dzieje?
-A co ma się dziać?
-Dlaczego odkąd tutaj jesteś to nie poderwałeś żadnej dziewczyny? Dorosłeś?
-Chyba, nie chce już mieć co nas innej.
-Zakochałeś się? Noah się zakochał? Kim ona jest opowiadaj?
-Zakochał, od razu zakochał. Po prostu podoba mi się jedna dziewczyna i wiem, że muszę bardziej się postarać o nią niż o te wszystkie wcześniejsze laski.
Wtuliłam się w przyjaciela i jeszcze rozmawialiśmy.
-A co z tobą i tym Niallem? To całkiem spoko chłopak.
-Sama nie wiem,
-Ale przyznaj, że widzisz jak jemu świecą się oczy na twój widok.
-Przyznaje.
Wróciliśmy do reszty i chłopaki trochę się spili. Przyprowadziłyśmy ich do hotelu i od razu poszli spać. Rano z dziewczynami spotkałyśmy się na śniadaniu.
-Ej dziewczyny chodźmy dzisiaj same na jakieś zakupy czy coś. Zanim oni wstaną to my wrócimy.
-Ale niech się trochę pomartwią.
Wyszłyśmy wspólnie i spacerowałyśmy. Kilka dziewczyn zatrzymało nas i prosiło o zdjęcia. Później chodziłyśmy po centrum handlowym i nasza 6 robiła sobie zdjęcia. Było bardzo wesoło. Po obiedzie wróciłyśmy do hotelu i obudziłyśmy naszych chłopaków. Ci jednak powiedzieli, że nas znajdą. Dlatego poszłyśmy na plażę i opalałyśmy się. Wieczorem prawie do rana siedzieliśmy w jednym pokoju. Ogólnie czas minął bardzo szybko, jeszcze tylko dwa dni i wracamy. Sama nie wiem czy wrócić do Londynu czy do Atlanty, fajnie by było odwiedzić stare śmieci, rodziców. W sumie to dobry pomysł. Od razu po przebudzeniu zadzwoniłam na lotnisko i zamówiłam bilet. Po chwili dostałam sms
"Śpisz jeszcze? N"
"Właśnie wstałam. A co tam? V"
"Bo ja nie mogę już spać a czuję, że reszta będzie spała bardzo długo. N"
"Proponujesz coś? V"
"Może pójdziemy gdzieś na śniadanie? Ja stawiam. N"
"Przekonałeś mnie. W takim razie za 30 minut w holu. V"
Odbyłam poranne czynności i ubrałam sukienkę. Włosy pozostawiłam rozpuszczone a makijaż zrobiłam lekki. Gotowa zabrałam torebkę i zeszłam do holu. Po chwili zszedł Niall w okularach przeciwsłonecznych. Uśmiechnęłam się i wspólnie poszliśmy do restauracji, jedząc sporo rozmawialiśmy. Ogólnie przez te 2 tygodnie nasze relacje poprawiły się. Można chyba powiedzieć, że jesteśmy przyjaciółmi. Po śniadaniu jeszcze spacerowaliśmy i siedzieliśmy na plaży. Rozmawialiśmy tak ogólnie o wszystkim, ale przerwał nam mój telefon. Wróciliśmy do hotelu i porwała mnie Rossie. Spacerowałyśmy po miasteczku i rozmawiałyśmy.
-Wiesz, że Justin mi ostatnio powiedział, że chciałby mieć ze mną dzieci.
-To co stoi na przeszkodzie?
-To, że on ma karierę a ja chce skończyć studia. Prędzej czekam na twoje dziecko.
-Ja nawet nie mam chłopaka.
-Oj Vicky nie udawaj. Twoje dziecko z Niallem będzie śliczne. Wy cholernie pasujecie do siebie.
-Dobra możesz już skończyć?
Rozmawialiśmy jeszcze o Niallu, ale wróciliśmy do hotelu. Do późna siedzieliśmy w moim pokoju i rozmawialiśmy. Ostatni dzień spędziliśmy na plaży i w pokoju. Dziś wstałam wcześnie i spakowałam wszystko.
-Noah mam nadzieję, że poznam dziewczynę, która zawładnęła twoim sercem.
-Mam nadzieję, że ja zawładnąłem jej sercem.
-Zapewne, jesteś cudownym chłopakiem.
Wszyscy podjechaliśmy na lotnisko i mocno przytuliłam One Direction i dziewczyny. Niall nie chciał mnie puścić, ale jednak dał mi buziaka w policzek i rozeszliśmy się. W samolocie siedziałam obok Noaha, bo oczywiście pary siedziały razem. Męczy mnie to, że moi przyjaciele mają kogoś a ja jestem sama. Ale może to tylko kwestia czasu. Po drodze rozmawiałam z przyjacielem o tej dziewczynie, udzieliłam mu kilka rad. Na miejscu podjechałam z bratem do domu. Tata bardzo się ucieszył, że mnie widzi. Wyściskał mnie i razem zjedliśmy kolację. Kolejny dzień spędziłam z tatą. Jeszcze następnego rano poszłam na cmentarz. Bardzo dawno tutaj nie byłam a dziś jest rocznica. Siedziałam obok grobu i rozmawiałam z mamą, ale przerwał mi telefon.
-Hej córciu gdzie tak szybko uciekłaś?
-Hej. Jestem na cmentarzu.
-Ja też za chwilę będę.
Nie dokończyłam swojej rozmowy, bo przyszedł tata.
-Rozmawiasz z mamą?
-Tak. Opowiadałam jej co się u mnie dzieje, wiesz wiele się zmieniło.
-Chcesz, żeby ci poradziła?
-Wiem, że to się nie uda.
-Może ja ci doradzę?
Przesiedzieliśmy na cmentarzu cały dzień, rozmawialiśmy o wszystkim. Wieczorem zjedliśmy rodzinną kolacje. Ogólnie przez 2 tygodnie zdążyłam zrobić wszystko co zaplanowałam. Dziś już wróciłam do Londynu. Siedzę właśnie przed telewizorem i oglądam jakieś głupoty. Rano obudziłam się wyspana i pełna energii. Odbyłam poranne czynności i wyszłam na spacer. Dotarłam do kawiarni, w której pracowałam. Akurat spotkałam właścicielkę,
-Dobrze, że cię widzę Victoria. Potrzebna mi jesteś.
-Co się stało?
-Jedna z moich kelnerem zrezygnowała i nie mam nikogo na zmianę.
Od razu rozpoczęłam pracę. Ogólnie resztę wakacji miałam pracowitych, ale znalazłam czas na wyjścia do klubu. Od tygodnia już chodzę do szkoły, ogólnie zajęcia rozpoczęły się ciężko. Dziś piątek, po pracy wyszłam zmęczona. Jedyna rzecz, o której marzę to moja piżama i łóżko. Wyszłam z kawiarni i zauważyłam Nialla.
-Wspominałaś coś o kolacji?
-Nialler jestem strasznie zmęczona. Przepraszam cię.
-To może pozwolisz odwieźć się do domu?
-Jasne, że tak.
Wsiedliśmy do domu i na miejscu szkoda mi się zrobiło Nialla, że fatygował się a ja go spławiam.
-Może wejdziesz?
W oczach zaświeciły mu się żaróweczki. W środku zamówiliśmy chińszczyznę i wspólnie zjedliśmy. Ostatnio coraz częściej się widujemy, po zjedzeniu siedzieliśmy na kanapie i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziłam się w swoim łóżku, słyszałam jak ktoś coś robi w kuchni. Momentalnie podniosłam się i weszłam zobaczyć o co chodzi. Tam zobaczyłam Nialla przy kuchence.
-Hej wyspałaś się?
-Hej. Wyspałam. A co ty tu robisz?
-Nie bój się. Spałem u siebie, ale przyjechałem rano, bo pomyślałem, że będzie ci miło jak ktoś przygotuje dla ciebie śniadanie.
-Dziękuję Niall, ale nie musiałeś.
Usiadłam przy wyspie kuchennej i od razu podstawił mi kubek z kawą.
-Wiem, że nie jest taka pyszna jak twoja,
-Jest wspaniała.
Po chwili podstawił mi talerz z naleśnikami. Usiadł obok i też zjadł.
-Pyszne śniadanko. Bardzo dziękuję.
Ten wskazał na policzek, więc dałam mu buziaka. Po śniadaniu się zmył, ale zaprosiłam go na kolacje w ramach rekompensaty. Ogarnęłam trochę mieszkanie, rozmawiałam z Julie
-Nie uwierzysz, Josh mi się oświadczył.
-Julie to cudownie.
Boże jak ja się cieszę, chyba bardziej niż ona. Noah też podobno umówił się z tą dziewczyną co zawróciła mu w głowie. Później wybrałam się na zakupy, bo mam mało jedzenie w lodówce a przygotować kolacje dla tego głodomora to nielada wyzwanie. Rozpakowałam zakupy i na necie znalazłam jakiś przepis co mogę przygotować. Jeden mi się spodobał i zaczęłam przygotowywać. Gdy wszystko było gotowe sama się ogarnęłam i przyszedł Niall. Spędziliśmy wspólnie bardzo miły wieczór, a niedziele spędziłam w pracy. Ogólnie kolejne półtora miesiąca minęło bardzo szybko. Praktycznie raz w tygodniu spotykam się z Niallem i ponownie coś zaiskrzyło między nami. Po spotkaniu z nim jestem ciągle uśmiechnięta i szczęśliwa. Dziś piątek, a ja mam weekend wolny. Jak to fajnie wrócić do domu po całym tygodniu. Usiadłam na kanapie i zamknęłam oczy. Jednak przerwał mi telefon,
-Hej Liam co się dzieje?
-Hej, no nie wiem jak ci to powiedzieć. Zejdź na dół czekam na ciebie.
-Ale co się stało?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
