poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział 41.

Wszystko mnie boli, zacząłem spacerować po korytarzu, ale to wszystkich jeszcze bardziej denerwuje. W pewnym momencie wyszła pielęgniarka,
-Proszę uzbroić się w cierpliwość. Operacja jeszcze trochę potrwa.
Już jest noc, podszedłem do okna i zobaczyłem dziewczyny siedzące na chodniku. Fanki na zawsze. Pokazałem chłopakom i jeden z nich wyszedł do nich. Po kolejnych 4 godzinach wywieźli najpierw Vicky a później Nialla.
-Spokojnie. Operacja udała się, młodzi będą dochodzić do siebie przez kilka dni. Ale zapraszam do siebie jutro ja wszystko państwu dokładnie opowiem.
Przez chwilę zobaczyliśmy ją i wróciliśmy do mieszkania. Tam zadzwoniłem do Rossie, bo ta siedzi w Atlancie i denerwuje się. Uspokoiłem ją trochę i sam położyłem się spać. Rano pojechaliśmy do szpitala. Vicky już wybudziła się, ale jest strasznie słaba. Siedzieliśmy u niej cały dzień.
Perspektywa Vicky.
Obudziłam się rano, miałam podłączoną kroplówkę. Po chwili przyszła do mnie rodzina, siedzieli u mnie cały dzień, przyszli też chłopcy.
-Chłopaki co z Niallem? Jak on się czuje?
-Dobrze, wybudził się rano, ale jest słaby jak ty.
-A wie, że to ode mnie ta wątroba?
-Wie, chciał do ciebie przyjść, ale lekarz mu nie pozwolił.
Wieczorem wszyscy poszli a ja zasnęłam.
Perspektywa Nialla.
Nie wiem jak mam się odwdzięczyć Vicky za to co dla mnie zrobiła. Gdyby nie ona to nie wiem ile bym jeszcze tutaj przeżył. Udowodniła, że mnie kocha. Gdyby jej na mnie nie zależało to by czegoś takiego nie zrobiła. Chciałem do niej iść, ale rodzice mi nie pozwolili ani lekarz. Kazali mi leżeć, gdy poszli rozmawiałem z lekarzem.
-Doktorze ja muszę ją zobaczyć. Błagam to dla mnie sprawa życia i śmierci.
-Dobrze, ale tylko na chwilę.
Wsiadłem na wózek i pojechaliśmy do niej. Gdy mnie zobaczyła szeroko się uśmiechnęła.
-Doktorze zostawi nas pan samych?
-Jasne, ale pamiętajcie niedługo. Powinniście już spać.
Usiadłem na jej łóżku i patrzyłem w oczy.
-I jak mam ci się odwdzięczyć?
-Nie masz za co. To jasne, że to zrobiłam.
-Nie każdy by to zrobił. Vicky zwlekam coś już dawno. Może to nie jest odpowiedni moment, ale muszę to powiedzieć.
-Wyduś to z siebie.
-Vicky kocham cię.
-Ja ciebie też.
Pocałowałem ją. Wreszcie. Tak dawno na to czekałem.
Perspektywa Vicky.
Wreszcie, tak długo na to czekałam. Wtuliłam się w chłopaka, ale oboje jesteśmy jeszcze bardzo słabi. Ten pojechał a ja zasnęłam z uśmiechem na ustach.
Perspektywa Nialla.
Rano rozmawiałem z lekarzem i poprosiłem, aby przenieśli Vicky na moją salę. Zgodził się, dlatego strasznie się ucieszyłem.
Perspektywa Vicky.
Rano przyszedł do mnie lekarz i powiedział, żebym spakowała swoje rzeczy. Po chwili pielęgniarka pomogła przejść do nowej sali. Gdy zobaczyłam uśmiechniętego Nialla wiedziałam, że to jego sprawka. Rozmawialiśmy dopóki nie przyszły rodziny. Chłopak przedstawił mnie swoim rodzicom. Jego mama mocno mnie przytuliła i zaczęła dziękować.
-Nie ma za co pani dziękować.
Później przyszli moi rodzice z bratem. Jeszcze kilka dni zostałam w szpitalu i już nas wypuścili. Rodzina została jeszcze u mnie półtora tygodnia i musieli wracać. Tata ma pracę tak jak Justin. Codziennie piszę z Niallem i wiem, że jego rodzice też jutro lecą do Irlandi.
-Siostra a nie lepiej by było jakbyś wprowadziła się do chłopaków na ten czas leczenia?
-Justin to cudowny pomysł nie została byś sama. A oni zajęli by się wami.
-Tato ty serio mówisz?
-No a dlaczego nie?
-Bo ich jest pięciu a ja jedna?
-Ale to są twoi przyjaciele, więc nie sądzę, żeby ci coś zrobili.
-Ja już rozmawiałem z chłopakami i jutro Zayn przyjedzie po ciebie. -odparł Justin.
Rano spakowałam się i pożegnałam rodzinę. Później zadzwonił Zayn, zabrał moją torbę i razem podjechaliśmy do ich domu.
-Przecież dałabym sobie radę.
-Ale razem będzie weselej. My teraz mamy wolne od koncertów, więc możemy spędzić razem czas.
Kiedy weszłam do domu to Niall przyszedł i mnie mocno przytulił i pocałował. Reszta zaczęła bić brawo.
-No wreszcie jesteście razem. Ile można było czekać.
Harry przygotował dla nas zdrowy obiad i wspólnie zjedliśmy. Później chłopaki wygłupiali się. Ogólnie pierwszy miesiąc minął szybko, odwiedziły nas dziewczyny, chłopaki wygłupiają się codziennie. Dzisiaj zostałam obudzona, bo Harry zabrał Louisowi marchewkę. Ganiali się po całym domu krzycząc a Zayn zgubił gdzieś żel do włosów. Dom wariatów. Od poniedziałku zamierzam wrócić do szkoły, rozmawiałam ze swoim lekarzem i ten zgodził się. Mam tylko uważać na siebie. Chłopaki nie pozwalają mi wrócić do siebie do domu, a tutaj przywiozłam już wszystkie potrzebne rzeczy. Bardzo wygodnie tutaj jest, ale nie mogę zapominać, że to nie mój dom. Obudzili mnie, dlatego podniosłam się i odbyłam poranne czynności. Ogólnie to wszystko goi się ładnie. Rany prawie nie widać, więc jest dobrze. Po śniadaniu wyszłam z domu niezauważona. Lecz po jakiś 30 minutach, gdy już byłam pod szkołą zaczął dzwonić mój telefon.
-Vicky skarbie gdzie ty jesteś?
-Niall spokojnie. Musiałam przejść się i przyszłam porozmawiać z dyrektorem.
Weszłam do gabinetu i usprawiedliwiałam swoją nieobecność, nauczyciele od razu przekazali mi co mam uzupełnić i wróciłam do domu chłopaków. Zjedliśmy obiad a po nim wszyscy oprócz Nialla pojechali na jakiś wywiad. Mieliśmy chwile spokoju, leżeliśmy na kanapie i oglądaliśmy telewizje.
-Kocham cię skarbie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz