sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 16.

-Chcemy wam powiedzieć, że my zadecydowaliśmy, że zamieszkamy razem. Michael z Vicky wprowadzą się do nas, bo mamy większy dom. Co wy na to?
Po chwili namysłu pomyślałam, że to nie jest zły pomysł. Tata jest szczęśliwy, dlatego nie chce mu tego psuć. Pattie też jest szczęśliwa, widzę te iskierki w jej oczach.
-Ja nie mam nic przeciwko.
-Też nie mam. To wspaniała wiadomość. Będę miał siostrę. -odpowiedział Justin.
Uśmiechnęłam się. Ustalaliśmy wszystko co do przeprowadzki, wieczorem wróciliśmy do domu.
-Vicky jeśli masz coś przeciwko to powiedz.
-Tato, ale ja nie mam nic przeciwko. Bardzo się cieszę.
Do bardzo późna siedzieliśmy na kanapie i rozmawialiśmy.
-Tato a co z naszym domem?
-Nic. Przeprowadzimy się do Pattie a on będzie stał dopóki nie sprzedamy.
-Czyli, że sprzedajemy go?
-No tak, nie ma sensu utrzymywać pustego domu. Albo po prostu go wynajmiemy.
Kolejnego dnia w szkole powiedziałam o wszystkim przyjaciołom, Rosie ucieszyła się jak nikt. Chłopaki nie przepadali za Justinem, ale odkąd ja dowiedziałam się, że będzie moim bratem to wszyscy staramy się go bardziej poznać. Po lekcjach razem z przyjaciółmi siedzieliśmy o Noaha, ten opowiadał nam o nowej lasce. To jest wariat, ciągle opowiada nam o tych dziewczynach. Kolejnego dnia jak obudziłam się to zauważyłam ogromnego misia na moim krześle. Podeszłam do niego i do łapki miał przyczepioną karteczkę.
"Kochanie specjalnie dla ciebie miś. Gdy będziesz chciała się do kogoś przytulić to masz jego. Kocham cię i tęsknie. ;*"
Niall jest uroczy, ale ostatnio tęsknię za nim zaraz bardziej. Chciałabym, żeby był tutaj na miejscu i mnie przytulił. Ale nie chce psuć jego kariery. Nie chcę stawać na jego drodze. Po chwili podniosłam się i odbyłam poranne czynności. Ubrałam się i zeszłam do taty. Ten jadł śniadanie,
-Dzień dobry kochanie.
-Hej tatuś.
-To co dzisiaj pakujemy wszystkie swoje rzeczy?
-Nie ma problemu.
-To zaraz ci przyniosę kartony do pokoju. Chcesz, żeby ci pomóc?
-Nie, dam sobie radę. Wszystko przejrzę i może coś wyrzucę.
Zjedliśmy i weszłam do swojego pokoju. Spojrzałam na pomalowaną ścianę i popłakałam się. Nie wyprowadzam się daleko, ale po przebudzeniu nie będę widziała moich kochanych twarzy. Na ścianie brakuje tylko Nialla, ale teraz nie będę już malować. Zaczęłam pakowanie od ciuchów. Mam ich całkiem spoko, ale dziś przejrzałam je wszystkie i niektóre są za małe albo w nich nie chodzę, dlatego je spakowałam osobno i trzeba je gdzieś oddać. Później spakowałam książki i różne takie duperele. Około 18 skończyłam, zostawiłam wszystko w pokoju i zeszłam do salonu. Tam tata z Pattie coś przygotowywali w kuchni. Przywitałam Pattie i nalałam sobie soku.
-Córciu poczekasz chwilę na kolacje?
-No pewnie.
-Wszystko spakowałaś?
-Tak, można już wywozić. Tylko jutro chciałabym wywieźć kilka rzeczy, dla biednych, bo w nich nie chodzę.
-Nie ma problemu.
Po kolacji zadzwoniłam do Rosie, bo ona czasami chodzi do jakiegoś domu dziecka. A im na pewno przydadzą się jakieś rzeczy. Umówiłyśmy się na jutro, że tam pojedziemy. Dyrektorką tego domu dziecka jest koleżanka jej mamy, więc od razu miała do niej zadzwonić. Przyjaciółka też zrobiła przegląd szafy, bo ma za dużo rzeczy. Wieczorem wykąpałam się i położyłam. Możliwe, że to ostatnia noc w tym miejscu, nie mogłam zasnąć. Patrzyłam na ściany i wszystkie wspomnienia przelatywały przez moją głową. Mieszkam w tym pokoju od 6 lat, tyle się tutaj pozmieniało. Kiedy miałam 10 lat to chciałam mieć różowy pokój i tata spełnił to marzenie, teraz sama maluje po ścianach i też nie ma nic przeciwko, ale wiem, że u Pattie tak nie będzie. Tam będę musiała się bardziej pilnować i w ogóle. Jednak z drugiej strony cieszę się na tą przeprowadzkę. Od śmierci mamy tata nie był taki szczęśliwy. Jednak z uśmiechem zasnęłam. Kolejnego dnia obudził mnie dźwięk potłuczonego szkła szybko zbiegłam do kuchni i zobaczyłam tatę zbierającego stłuczone szkło. Odetchnęłam z ulgą i przygotowaliśmy razem śniadanie, może ostatnie w tym domu.
-To dzisiaj się przeprowadzamy?
-No tak. Większość rzeczy jest już u Pattie, dzisiaj reszta twoich rzeczy i wszystko.
Uśmiechnęłam się, po śniadaniu ubrałam i podjechała Rosie. Zabrałam rzeczy dla domu dziecka i odjechałyśmy. Na miejscu zaniosłyśmy rzeczy do dyrektorki i trochę czasu spędziłyśmy z tamtymi dziećmi. Boże jakie one są biedne. Gdyby z tatą się coś teraz stało to ja bym też tutaj trafiła. Odsunęłam te myśli od siebie i miałam wrócić do domu, ale poszłam do mamy na cmentarz. Usiadłam na ławeczce i opowiedziałam wszystko. W pewnym momencie na szyi poczułam ciepły podmuch wiatru.
-Chociaż ciebie tutaj nie ma ma to czuję twoją obecność. Tak samo jest z Niallem, chociaż jest w Londynie czy choćby gdziekolwiek na świecie to czuję jakby był obok. Miałam wracać do domu, ale dostałam sms od taty
"My już jesteśmy u Pattie. Wszystkie twoje rzeczy przewiezione wraz z tym olbrzymem."
"Okey, ja już wracam. "
Po powrocie Pattie coś rozpakowywała a reszty nie było.
-A gdzie Justin z tatą?
-Pojechali coś dokupić do twojego pokoju.
-Nie trzeba było.
Napiłam się soku i miałam iść do pokoju rozpakować rzeczy.
-Vicky może pomóc ci rozpakowywać rzeczy? Porozmawiamy przy okazji.
-No dobrze to chodźmy.
Weszłyśmy do mnie i rozpakowywałyśmy rzeczy rozmawiając.
-Ja wiem, że może ta sytuacja nie jest dla ciebie łatwo, bo od 6 lat jesteś sama z tatą a teraz pojawiłam się ja i jeszcze razem zamieszkaliśmy u mnie. Nie chce zastąpić twojej mamy, ale jak będziesz miała jakiś problem to możesz w każdej chwili przyjść a ja postaram się ci pomóc. Też nie chce, żebyś mówiła do mnie mamo, zwracaj się do mnie po imieniu, bo obydwu nam byłoby niezręcznie.
-Dziękuję Pattie. Ja nie mam problemu z tym, że tutaj będziemy mieszkać, bo widzę jacy jesteście szczęśliwi razem. Tata od tych 6 lat nie był taki radosny i zakochany.
Przytuliłam Pattie i dokończyłyśmy.
-To co może przygotujemy wspólnie kolację dla chłopaków?
-Z wielką chęcią.
Kolejnego dnia pojechałam razem z Justinem do szkoły, przywitałam się z przyjaciółmi i poszliśmy na lekcje.
-To jak już mieszkasz w nowym domu?
-Tak wczoraj przewieźliśmy resztę rzeczy.
-To kiedy oblewamy? -zapytał Noah
-Tu nie ma co oblewać.
-Oj no to chodźmy w piątek z tej okazji do klubu. Pobawimy się. -odparł błagalnie Noah.
-Chcesz wyrwać jakąś laskę przyznaj.
I w tym momencie zadzwonił dzwonek. Teraz chemia, nie znoszę tego przedmiotu. Na moje szczęście spóźniłam się,
-Co masz na swoje usprawiedliwienie?
-Nie pana sprawa. Zagadałam się z przyjaciółmi. Ale jestem mogę usiąść?
-Nie. Jeśli przyszłaś spóźniona to poproszę cię do odpowiedzi.
-Lubi pan się mścić na biednych uczniach?
-Nie pyskuj tylko proszę pisz.
Zadawał jakieś beznadziejne pytania,
-Gorszych pytań to nie ma pan w zanadrzu?
-Te są ułożone specjalnie dla ciebie.
-Wiedziałam.
Odpowiedziałam na 3 z 5 pytań i ten człowiek chciał mi wystawić jedynkę.
-No pan sobie chyba kpi, odpowiedziałam na 3/5 zadanych pytań prawidłowo i mam dostać jedynkę? Żartuje pan?
-Ale od wystawiania pytań jestem ja czy ty? Bo nie pamiętam, żebyś była nauczycielem.
-No niby pan, ale pan wystawia je niesprawiedliwie. A poza tym nie chcę być nauczycielem pan mi zniesmacza ten zawód.
-Moim zdaniem też pan postępuje nieprawidłowo. Victoria odpowiedziała na 3 pytania prawidłowo. -odezwał się Justin.
-Pan Bieber chce przyjść teraz do odpowiedzi?
-Nie, ale pan jest nie sprawiedliwy.
-Dobrze w takim razie zapraszam waszą dwójkę do dyrektora. Tam wygłosicie jaki to jestem niesprawiedliwy.
Po drodze podziękowałam bratu.
-Nie ma za co. Rodzeństwo musi sobie pomagać.
U dyrektora powiedzieliśmy co chcieliśmy, ale ten nic nie zrobi z tym. Ten facet już taki jest. Mamy mu jedynie nie podpadać i będzie dobrze. Do końca lekcji siedzieliśmy na korytarzu. W piątek po powrocie do domu nikogo nie było tylko Justin.
-Vicky muszę z tobą porozmawiać. Mam propozycję.
-Stało się coś?
-Nie spokojnie. Mam propozycję i zapewne się zgodzisz...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz