wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdział 4.

-Nie nic z tych rzeczy. Może nie uwierzysz mi, ale jestem Niall Horan.
-No i? 
-Nie słyszałaś nigdy? To może lepiej. 
Nie wiedziałam o co chodzi, nic mi to nazwisko nie mówi, jeśli miałam wpisać, więc wpisałam w google. Wyskoczyło mi wiele stron. Przeczytałam w wikipedii i nie wierzyłam własnym oczom. Jest to wokalista takiego znanego zespołu a ja nie słyszałam. Rosie może mówiła o nich, ale ja jakoś nie załapałam. Justin Bieber to już mi coś mówi. Od teraz będę wiedziała, ale nie chce mi się wierzyć, że to on we własnej osobie. 
-Jesteś?
-Jestem, sory. Nie obraź się, ale nie chce mi się wierzyć.
-A dlaczego miałbym kłamać?
-Nie wiem, ale nie chce mi się wierzyć, że taka gwiazda by była zalogowana na takiej stronie. 
-Może jakoś ci to udowodnię. 
-Bardzo fajnie mi się z tobą piszę, więc sądzę, że nawet gdybyś był prezydentem to nie przestałabym pisać. 
Znów pisaliśmy do późna. Po kilku dniach zadzwonił do mnie Ethan, ubrałam się i wyszłam do siłowni przyjaciela. 
-Vicky nie chciałabyś znaleźć pracy?
-Chciałabym, ale wiesz ostatnio nic nie szukałam.
-A nie chciałabyś pracować u mnie?
-A na jakim stanowisku?
-Stałabyś przy ladzie, zbierała pieniądze, zapisywała klientów. Byś mi pomogła trochę, bo muszę przyznać, że nie radzę sobie. 
Zadzwoniłam do taty i rozmawiałam z nim na ten temat. Szanuję jego zdanie i w każdej sprawie dzwonię do niego. 
-Kochanie Zrób co będziesz chciała, rozumiem, że nie chcesz siedzieć sama w domu. Ja całe dnie pracuje. Pamiętaj będę cię wspierać w każdej twojej decyzji. 
Podeszłam do Ethana 
-Zgadzam się. Od kiedy mogę zacząć?
-To świetnie. No nie wiem, od jutra czy od zaraz?
-Mogę i od zaraz. 
Ethan dzisiaj wprowadzał mnie we wszystko, pokazał jak co robić i ogólnie, ale to nie jest trudne. Pracownicy są bardzo mili, przyjęli mnie od razu. Po około tygodniu przyjaciele wrócili do Atlanty. Spotkaliśmy się po pracy i siedzieliśmy do wieczora. Kolejnego dnia miałam otworzyć siłownię i wieczorem ją zamknąć. Dlatego wstałam wcześniej i spacerkiem doszłam na miejsce. Otworzyłam wszystko i od razu włączyłam komputer. Początkowo nikogo nie było, dlatego zaczęłam przeglądać gazetę. Następnie pomyślałam o tej stronie, weszłam na nią i pisałam Niallem. Ten chce mi udowodnić kim jest, ale ja nie bardzo tego chcę. Po co mu to? Dobrze mi się z nim pisze. Siedziałam za ladą i w pewnym momencie zauważyłam Justina. WTF? Co on tu robi? Ale muszę być miła dla klientów.
-No proszę kogo ja tu widzę, to twoja siłownia?
-Nie, chcesz czegoś?
-Przyszedłem poćwiczyć, można?
-Jasne. 
Zapisałam go w zeszycie i poszedł ćwiczyć. Z tego miejsca mam dobry widok na osoby ćwiczące. Widziałam, że Justin bardzo się popisuje. Po chwili zauważyłam Rosie i chłopaków. 
-Co wy tu robicie?
-Ja przyszłam zobaczyć jak ci idzie a chłopaki chcieli poćwiczyć. 
-Dobrze, już was zapisuje. 
Chłopaki poszli a ja rozmawiałam z Rose. Ona zauważyła moją stronę i krótką rozmowę z Nialem. 
-Ej co to?
-Taka stronka. 
-Z kim tam piszesz? Znam tę stronę.
-Nie uwierzysz, ale podobno z Niallem Horanem. 
-Co?? A jak to jakiś zboczeniec?
-Przestań, bardzo dobrze mi się z nim pisze. Nie sądzę, że jest zboczeńcem.
-Ale udowodnij ci jakoś kim jest?
-Jeszcze nie, ale nie wiem czy jest to potrzebne. 
-Bardzo potrzebne, poproś go o to.
Na prośbę przyjaciółki poprosiłam go. Podał odrazu kilka faktów o Niallu Horanie.
-Widzisz Rosie?
-Mógł to sprawdzić na internecie.
-Daj już spokój.
-A on ma jakieś swoje fotki?
-Nie, ale większość osób nie ma. 
-On może być zboczeńcem.
-Rose odpuść. Co ma zrobić, żeby ci to udowodnić?
-Niech wyśle ci swoje zdjęcie z tego momentu. Rozpoznam czy to jest z neta czy nie. 
Zapisałam kolejnego klienta i napisałam do Niala.
-Niall jeśli już chciałbyś mi udowodnić kim jesteś to może wyślesz mi swoje zdjęcie z teraz?
-No pewnie, nie ma żadnego problemu, ale zdjęcie za zdjęcie.
Zwróciłam się do przyjaciółki
-I co teraz? 
-Nic wyślesz mu zdjęcie.
-Ale on mnie wcześniej nie widział.
-Oj spoko, on pierwszy wyśle i zobaczymy. 
Chwile czekałyśmy, ale jak przesłał zdjęcie to chłopaki wychodzili z siłowni, jednym z nich był Justin. Ten znów zaczął coś do mnie słodzić, 
-Vicky nie przedstawisz mnie przyjaciółce?
-Nie - jednak poczułam ukucie w bok. - Dobra. Justin to Rosie i odwrotnie. 
-Bardzo miło cię poznać. Masz bardzo ładne oczy i ogólnie jesteś śliczna. 
Ta uśmiechnęła się, ale nic nie odpowiedziała. Wszyscy zapłacili i już miałam sprawdzać to zdjęcie, ale przyjechał Ethan. 
-A co ty tak wcześnie?
-No załatwiłem wszystko szybciej i jestem. Widzę, że Rosie cię wspiera?
-Tak przyszła niedawno. 
-A jak ci idzie?
-Dobrze. Wszystko gra. Jeszcze nic nie zepsułam. 
Ethan zwolnił mnie wcześniej, od razu razem z Rose wróciłam do mnie i ta włączyła mojego laptopa. 
-Widzę, że bardziej ci zależy ode mnie. 
-Po prostu martwię się o ciebie. Nie chce, żeby się okazało, że to zboczeniec.
Zalogowałam się na tej stronie i odtworzyłam wiadomość. Denerwowałam się, widziałam, że Rosie też. Nie wiem czemu dziwnie się czułam. 


****************************************************************************
Jak myślicie to będzie Niall Horan czy jednak nie? Może chcecie coś wtrącić do opowiadania? Jestem otwarta na pomysły. Czy chcecie, żeby to był on? Jak wam się podoba wam się moje opowiadanie? Piszcie w komentarzach. 

Rozdział 3.

No już 3, ale nie widzę żadnych komentarzy. Proszę chociaż o jakiś jeden. Mam nadzieję, że was nie nudzę. 
*****************************************************************


Po obudzeniu znów czułam ból w nodze. Czy to kiedyś przestanie boleć? Ubrałam się w dresy i bokserkę i zeszłam do salonu. Włączyłam telewizor i weszłam do kuchni. Tam na lodówce wisiała karteczka 
"Córciu ja wrócę dziś późno, ale za to jutro cały dzień mam wolny. Może zrobimy coś razem? tata"  Uśmiechnęłam się i zrobiłam sobie śniadanie. Zjadłam leżąc przed telewizorem. Cały dzień obijałam się, zrobiłam tylko obiad i oglądałam telewizje. Kolejny dzień spędziłam cały z tatą. Bardzo lubię te nasze wspólne dni, to spędzanie czasu. Wieczorem zasnęłam z uśmiechem. Kilka kolejnych dni spędziłam w domu odpoczywając. Dziś obudziłam się znów dość późno, ubrałamZeszłam do kuchni i zrobiłam śniadanie, to znaczy musli ze świeżymi owocami. Odrazu spisałam co jest potrzebne i napisałam do taty, żeby po pracy zrobił zakupy. Usłyszałam dzwonek, dlatego krzyknęłam proszę i zauważyłam Rose z Noahem i Joshem.
-Hej jak się czujesz? -spytała przyjaciółka
-Dobrze, ale noga nadal trochę boli.
-My przyszliśmy gdzieś cię wyciągnąć.
-Ciężko będzie, ale z wielką chęcią gdzieś z wami pójdę. 
Zjedliśmy wspólnie śniadanie no i wyszliśmy. My we dwie szłyśmy pieszo, Noah na bmx'ie a Josh na desce. 

Chłopaki bardzo się wygłupiali, ale to jak zawsze. Tylko ja ich spowolniałam. Doszliśmy na skate park i patrzyłyśmy na chłopaków jak śmigają po rampach. Widać było jakiś nowych, bo strasznie się popisywali. Tutejsi już jeżdżą normalnie, są przyzwyczajeni do nas. Z naszą paczką bywamy tutaj prawie codziennie. Po chwili przyszedł Ethan
-Oj Vicky Vicky, ty sieroto. Nie wierzyłem, że masz gips.
-Miło cię widzieć Ethan. No niestety jeszcze w nim pochodzę trochę. 
Razem wygłupialiśmy się do późna, wieczorem Ethan odwiózł mnie do domu, abym nie tłukła się w tym gipsie przez pół miasta. Te dwa tygodnie minęły szybko, dzisiaj idę na zdjęcie gipsu. Juhuu, strasznie się cieszę. 
Nie spałam prawie pół nocy z podekscytowania. Zjadłam śniadanie i przyjechał Ethan. Miał mnie zawieść, bo tata nie wyrwie się z pracy. Przyjaciel podwiózł mnie do szpitala 
-To co ja tutaj czekam na ciebie?
-Ethan nie musisz czekać, dam sobie radę, będę już bez gipsu, więc spoko.
-Poczekam i tak. Będziesz mi później potrzebna. 
Lekarz zrobił mi prześwietlenie i zdjął gips. Boże wreszcie. Poczułam się swobodnie. Wyszłam skaczac z radości, przyjaciel zaczął się ze mnie nabijać. 
-Ethan do czego jestem ci potrzebna?
-Nikomu jeszcze o tym nie mówiłem, ale otwieram własną siłownię. Wiesz, że tutaj w okolicy nie ma niczego takiego tańszego. Wszystko bardzo drogie a nie wszystkich na to stać i zamierzam otworzyć coś własnego. Mam dość pracowania u kogoś. Chce coś swojego.
-To świetny pomysł. A rzeczywiście nie ma nic tańszego. Trzeba wydać kupę kasy, żeby iść na siłownię a po co to komu. Strasznie się cieszę. Ale do czego jestem ci potrzebna?
-Jesteście mi potrzebna, bo trzeba to jakoś ogarnąć, dobrać wszystko. A wiesz jaki ja jestem.
Pojechaliśmy do lokalu przyjaciela, już tam trochę było zrobione. Ekipa coś tam robiła, ale trzeba jechać po farbę i inne duperele. Razem z przyjacielem wybraliśmy się na zakupy. Dobraliśmy wszystkie sprzęty, lustra i wróciliśmy. Ekipa zaczęła już malowanie, 
-Ethan od kiedy ty masz ten lokal?
-Od jakiś dwóch tygodni, jak byliście na obozie to wszystko załatwiłem i tak jakoś, ale nie mów narazie nikomu. Tylko ty wiesz, niech mają niespodziankę. 
-No pewnie. Nic nie powiem.
Pojechaliśmy jeszcze wspólnie na kolacje. Kilka dni od rana jeździłam do lokalu Ethana i razem z nim kąbinowaliśmy, aby to wszystko wyglądało ładnie. Wielkie otwarcie ma być w sobotę. Tak szybko to minęło. Wszystkie jest już gotowe, Ethan załawił trenerów i ogólnie wszystko. Dziś już piątek. Obudziłam się rano i jakoś ogarnęłam. Przy robieniu musli z owocami zadzwonił dzwonek. Przyszła Rosie
-Vicky może byśmy poszły na zakupy? Tak mało czasu spędzamy razem.
-Z wielką chęcią.
Zjadłyśmy śniadanie i wyszłyśmy. Przechodziłyśmy koło lokalu Ethana, 
-Ciekawe co tu się otwiera? Nie widziałam tu nic.
-Nie wiem. Ale napisali, że jutro otwarcie, więc może przyjdziemy?
Chodząc po centrum znalazłam jedynie fajne spodenki i kilka topów. Wieczorem wróciłam do domu a kolejnego dnia od rana chodziłam z Ethanem po mieście i rozdawałam ulotki zz informacją o otwarciu. A po południu zabrałam chłopaków i Rosie i poszłyśmy na otwarcie siłowni. Byli bardzo zaskoczeni, że to klub Ethana. Odrazu na wejściu dostaliśmy karnety. Od poniedziałku przyjaciele wyjeżdżają do rodzin na wakacje, ja niestety zostaję w domu, ale w niedziele przy śniadaniu tata zaproponował, żebyśmy pojechali na kłady. Ucieszyłam się, bo lubię takie ekstremalne zabawy. Więc we wtorek wybraliśmy się na kłady i gokarty. Było świetnie, bawiłam się super. Później pojechaliśmy na kolacje i późno wróciliśmy do domu. Z tego wszystkiego zasnęłam w samochodzie. Czułam jak tata mnie wnosi do pokoju i kładzie w łóżku. Kolejnego dnia obudziłam się i ubrałam w dres, pogoda była dosyć średnia. Usiadłam z laptopem przed telewizorem i zaczęłam przeglądać strony. W pewnym momencie natrafiłam na jakąś stronę gdzie można poznać kogoś nowego. Zarejestrowałam się, bo to może być śmieszna zabawa. Przejrzałam kilka profili, ale nie pisałam do nikogo. W czasie objadu odstawiłam laptopa i coś przygotowałam sobie, zostawiłam dla taty część i sama zjadłam. Wtedy usłyszałam dźwięk wiadomości z tej strony. 
-Hej.
-Hej. 
-Jesteś nowa na tej stronie?
-Tak niedawno się zalogowałam a ty?
-Ja jestem tutaj trochę czasu, ale nie znalazłem nikogo.
-A to szukasz na tej stronie miłości, przyjaźni?
-Sam nie wiem, fajnie by było kogoś poznać nowego a ty?
-Trafiłam tutaj przypadkowo i stwierdziłam, że to będzie dobra zabawa. Skąd jesteś?
-Jestem z Irlandi, ale teraz mieszkam w Londynie. A ty?
-Ameryka a dokładnie to Atlanta. 
Nie spodziewałam się, że ktoś tak szybko napiszę. Przejrzałam jego profil, ale był strasznie tajemniczy. Spytałam o imię, ale ten wymigał się. Nie naciskałam, bo jak nie chce to niech nie mówi. Pisaliśmy do wieczora, bardzo fajnie nam się rozmawiało. Jest bardzo miły, dowiedziałam się trochę o nim, ale nadal nie wiedziałam jak się nazywa. Wieczorem zjadłam z tatą i położyłam się. Kolejnego dnia znów napisał do mnie nieznajomy, 
-Może powiesz mi jak masz na imię? Nie chce pisać z kimś bezimiennym.  
-No dobra, ale nie przestaniesz przez to ze mną pisać?
-Nie mów mi, że jesteś jakimś zboczeńcem albo podrywaczem.
-Nie nic z tych rzeczy. Może nie uwierzysz mi, ale jestem...

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 2. część 2

Wieczorem jak siedziałam sama na ławce to zaskoczył mnie Justin. Znowu on pojawił się koło mnie. Chciałam się podnieść, ale kolano zabolało mnie.
-Czego ty chcesz?
-Poznać cię bliżej.
-Ty chyba kpisz. Czego taka wielka gwiazda chce ode mnie zwykłej nastolatki.
-Chcę cię poznać, jesteś dla mnie nie miła a ja nie wiem dlaczego.
-Może zasłużyłeś sobie? Ja dla wszystkich jestem taka niemiła. A szczególnie dla takich osób.
-Jakich? Nie znasz mnie.
-Może i nie, ale nie chce poznać. Wiele słyszałam o...
-Może przestań słuchać opinii innych i postaraj się mnie poznać?
-Nie chce cię poznawać. 
Podniosłam się i pokuśtykałam do domku. Tam siedzieli wszyscy z chipsami. Dosiadłam się do Josha i przytuliłam.
-Ej młoda co jest?
-Nic. 
Siedzieliśmy u nas bardzo długo, ja jednak zasnęłam w objęciach przyjaciela. Rano obudziłam się już bez niego. Ogarnęłam się i wyszłam na stołówkę. Tam usiadłam koło Josha i zaczęłam smarować chleb.
-Ej Vicky co się dzieje? Przecież widzę.
-Nic, wczoraj rozmawiałam z Justinem i ten ma rację.
-Co ci powiedział?
-No, bo jestem dla niego nie miła a wcale go nie znam. 
-Daj spokój. Zasłużył sobie pod szkołą, więc nie ma na co liczyć.
-A jak on się zachowuje w pokoju?
-Nie wiem, bo jak ja wracam to on śpi a rano wychodzę to też śpi albo już go nie ma.
Jedząc kątem oka zauważyłam, że Justin uśmiecha się. Po tym przyszła kierowniczka
-Moi drodzy doszły mnie słuchy, że niektórzy po ciszy nocnej nie są w swoich domkach. Znacie zasady i chłopaki mają być z chłopakami a dziewczyny z dziewczynami. Nie chce słyszeć, że jakoś chłopak albo dziewczyna po ciszy nocnej jest w innym domku. 
Spojrzałam na Biebera i wiedziałam, że to on podpieprzył chłopaków. To cham. Wychodząc kierowniczka poprosiła do siebie Josha, Noaha i Mike'a. Wyszłam ze stołówki zdenerwowana, bo po co on to zrobił. Podeszłam do niego, gdy miział się z Amandą. 
-Popierdoliło cię? Po co ich podpieprzyłeś do kierowniczki? Przeszkadza ci coś? Jesteś pojebany, już miałam zamiar cię bliżej poznać, ale po tym to zapomnij. 
-A ty co święta jesteś? Nie wiadomo co wy tam robiliście, więc trzeba było powiedzieć-wtrąciła Amanda. 
-Ty to się nie wtrącaj, bo ja dobrze wiem co wy robicie w nocy z Justinem. Nie udawajcie.
-Odpieprz się od nas. Po stracie matki udajesz twardą osobę, właśnie udajesz. Jesteś słaba. Jesteś nikim.
-Wolę być nikim niż takim pustakiem jak ty.
Wyszłam trzaskając drzwiami. Czemu ona do tego wraca? Weszłam w środek lasu i usiadłam na powalonym drzewie. Rozpłakałam się.
-Mamuś, tak bardzo za tobą tęsknie. Tak bardzo mi ciebie brakuję, chciałabym się do ciebie przytulić. 
Spojrzałam w niebo i jedna gwiazdka zamigotała. Wiedziałam, że to mama. Wracając do domku natknęłam się na Justina, był przygnębiony
-Nie wiedziałam, że straciłaś mamę.
-A co to ma do rzeczy? Odwal się ode mnie i moich przyjaciół.
Kilka dni obozu minęło spoko, kolano trochę przestało mnie boleć a dzisiaj mamy zajęcia wodne. Mamy pływać łódkami, instruktor dobrał nas po kilka osób. Niestety mnie dobrał z Amandą. Chciałam się zamienić, ale nie miałam z kim. No trudno jakoś wytrzymam. Wsiedliśmy do łódek i pływaliśmy po jeziorze, starałam się patrzeć w inną stronę niż Amanda. W pewnym momencie, gdy mieliśmy zamienić się miejscami poczułam, że ktoś mnie popchnął. Wpadłam pod wodę i noga zaklinowała mi się między kamieniami. Dalej nic nie pamiętam. 
Perspektywa Josha. 
W pewnym momencie zauważyłem, że Vicky nie ma na łódce. Obok jej łódki widać było bąbelki. Przeraziłem się i od razu wskoczyłem do wody. Zauważyłem ją przy kamieniach, widziałem, że brak jej oddechu. Podpłynąłem do niej i bez zastanowienia pocałowałem, żeby miała trochę powietrza. Następnie wyciągnąłem jej nogę i wypłynęliśmy na powietrze. Położyłem ją na piasku i ta odzyskała przytomność i zaczęła oddychać. Odczułem wielką ulgę. 
Perspektywa Vicky.
Złapałam oddech i zdenerwowana zaczęłam szybko oddychać. Uff ja żyję. Ale zaczęłam odczuwać cholerny ból w nodze. Pielęgniarka zadecydowała, że muszę jechać do szpitala. 
-Może jechać z nami Josh?
Kierowniczka zgodziła się. Rose pomogła mi się przebrać i po chwili byliśmy w drodze. Oczywiście nogę włożyli mi w gips i dali tabletki na ból. Po powrocie Rose mocno przytuliła mnie,
-Boże, jak dobrze, że nic ci nie jest. Martwiłam się.
Ostatnie dni obozu spędziłam na ławce, szczególnie na zajęciach sportowych a z perkusji zrezygnowałam, bo przez ten ból nie mogłam się skupić. Przyjaciele bardzo pomagają mi, chłopaki noszą mnie na barana chociaż ja im mówiłam, że daję radę sama. Kibicuje im jak grają w gry zespołowe. Dzisiaj usiadł obok mnie Justin
-Jak noga boli?
-No trochę boli, ale jakoś żyje. 
Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Ostatniej nocy kierowniczka dała nam luzy i chłopaki siedzieli u nas do samego rana. Teraz już jedziemy do domu i zaraz będziemy. Dałam znać tacie i ma przyjechać po mnie. Razem odwieźliśmy jeszcze Rosie i Josha do domów i wróciliśmy do siebie. 
-Córciu jesteś głodna?
-Tak trochę. 
Zjedliśmy kolacje i położyłam się spać. 

Rozdział 2.

Po wyjściu z autokary nie wierzyłam własnym oczom. Tam stał Justin Bieber z Amandą. No ich tutaj brakowało. Puknęłam Josha a ten zaśmiał się. Zabraliśmy swoje bagaże i był apel powitalny. Kierowniczka przywitała nas i zaraz porozdzielali pokoje. Całe szczęście byłam z Rosie, odrazu weszłyśmy do pokoju a tam siedziały 2 dziewczyny. 
-Hej jestem Vicky a to Rose. 
-Hej ja jestem Madison, ale mówcie mi Madi, a to Kelsi.
-Miło was poznać. 
Chwile rozmawiałyśmy i dziewczyny wprowadziły nas. One są już tu któryś rok, więc wiedzą jak co wygląda. Poopowiadały nam i bez pukania wpadli chłopcy. 
-A was co mama nie nauczyła pukać? -spytałam
-Sory. Ale ja tam nie wytrzymam w tym pokoju. -odparł Josh
Przedstawiłam ich i chłopaki usiedli na moim łóżku.
-To co się dzieje? -spytałam.
-Mamy pokój ze spoko gościem Michaelem, ale jako czwarty jest Justin. No jak go tam zobaczyłem to myślałem, że pierdolnę. -powiedział prawie jednym tchem Josh
-Ale Josh spokojnie. Dacie radę.
-Tak jeśli on się wyniesie. 
Przez 30 minut dramatyzowali, ale ogarneliśmy się wszyscy i poszliśmy na obiad. Tam dowiedzieliśmy się, że około 20 ma być ognisko zapoznawcze. Po zjedzeniu dziewczyny oprowadziły nas po obozie. A właśnie nie powiedziałam wam co to za obóz. Otóż jest to obóz muzyczny i sportowy w jednym miejscu. Przyjechałam tu ze względu na to, że lubię ćwiczyć i zajęcia sportowe a dodatkowo chce się nauczyć grać na gitarze oraz perkusji. To takie moje skryte marzenie. Wieczorem przebraliśmy się ja  i Rosie  i wyszliśmy na miejsce. Tam na jednej ławce siedział Josh z Noahem i Michealem. Podeszłyśmy, żeby się przedstawić. 
-Mówcie mi Mike.
-Miło poznać. Ja jestem Rosie a to Vicky.
Przy ognisku siedzieliśmy prawie do 24, ale poznaliśmy bardzo dużo osób. Kolejnego dnia taki bardzień zapoznawczy, ale już byliśmy podzieleni. Zajęcia sportowe mam ze swoimi przyjaciółmi, ale zajęcia z perkusji sama. Znaczy znam kilka osób po wczorajszym ognisku. Dzisiaj już jest 3 dzień obozu, wczoraj rozmawiałam chwilę z tatą. A dzisiaj od rana mam zajęcia w wodzie, znaczy mamy zajęcia z windsurfingu. Ubrana w kostium kąpielowy i ze związanymi włosami wyszłam z domku, bo dziewczyny jeszcze szykowały sie. Podobno mamy młodego i przystojnego instruktora i dla niego tak się szykują. Usiadłam na ławce i czekałam na resztę. Gdy już zebrała się cała grupa to instruktor zaczął nam mówić teorie. Dopiero później weszliśmy do wody. Co chwila ktoś lądował w wodzie, ale Amanda nie chciała zamoczyć włosów ani makijażu. Ja bawiłam się świetnie. Po obiedzie poszłam na zajęcia z perkusji. Bardzo fajna zabawa. Przy kolacji kierowniczka zabrała głos
-Moi drodzy jutro w ramach dnia przerwy jedziemy na małą wycieczkę rowerową. Śniadanie jest o 7.30 a 8.15 spotykamy się przed stołówka. Dzisiaj po kolacji zapraszam wszystkim do wyboru roweru dla siebie. 
Bardzo podoba mi się ten obóz, tutaj jest super. Dzisiaj do naszego domku przyszli chłopcy, siedzieliśmy u nas do późna. Rano obudziłam się wcześnie, odbyłam poranne czynności i ubrałam się.(tylko założyłam rai bany) Po wyjściu z łazienki obudziłam dziewczyny a sama spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy do plecaczka. Przy śniadaniu kierowniczka powiedziała swoje zasady, ale sądzę, że ich nikt nie będzie przestrzegał. Jeszcze dostaliśmy prowiant i wyruszyliśmy z instruktorami. Jakoś w połowie drogi wszyscy zatrzymaliśmy się i jeden z instruktorów powiedział:
-No to macie teraz czas wolny, nie zgubcie się. Macie jeździć dwójkami i widzimy się wszyscy o 19 na terenie obozu. 
Fajne podejście, oni pewnie teraz pojadą gdzieś pić a my mamy się zająć sobą. Razem z dziewczynami znaleźliśmy polanę i tam zaczęłyśmy się opalać. Kiedy dołączyli do nas chłopaki to zaczęliśmy się wygłupiać. Później razem z Joshem jeździliśmy po tym lesie i wygłupialiśmy się. Już prawie na miejscu potknęłam się o kamień i wywaliłam. Pościerałam się i bolało mnie kolano. 
-Boże, Vicky nic ci nie jest?
-Nie wzywaj Boga, bo on nie jest potrzebny. Ale nic mi nie jest.
Podniosłam się i już pieszo wróciliśmy do obozu. Josh oddał nasze rowery a mnie zaciągnął do pielęgniarki. Ta opatrzyła moje zadrapania i wróciłam do domku. Tam przebrałam się i zjedliśmy kolację. Wieczorkiem siedzieliśmy na plaży. Kolejnego dnia mieliśmy cały dzień mieć zajęcia sportowe, powiedziałam instruktorom o swoim kolanie i pozwolili mi siedzieć na ławce. Wieczorem jak siedziałam sama na ławce to zaskoczył mnie...










Nowe postaci:
Michael

Madison 

Kelsi

Drugi też chyba nudny. Myślę, że coś rozkręcę. 

niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 1.

W sumie nie wiem jak mam zacząć. Obudziłam się wcześnie, do szkoły mam na 9. Ostatnie dni szkoły, więc mamy większe luzy. Chodzę do jednej szkoły z Rose, Joshem i Noahem. Mamy ze sobą większość zajęć, ale za tydzień już koniec. Wyszłam na podwórko i usiadłam na hamaku, patrzyłam w niebo i uśmiechałam się. Wiem, że mama patrzy na mnie i trzyma kciuki. Po około 30 minutach przyszedł do mnie tata i usiadł obok mnie.
-Co tam córcia nie możesz spać?
-Jakoś tak wyszło. A ty do pracy szykujesz?
-Mam jeszcze czas, żebyśmy porozmawiali. Wiem jak bardzo chcesz jechać na ten obóz z przyjaciółmi, dlatego opłaciłem go i możecie jechać wszyscy razem.
-Ale tato rozumiem, że jak nie mamy za dużo pieniędzy to ja zostanę w domu. Spokojnie, jak przyjaciele wrócą to spędzimy razem czas.
-Nie ma o czym mówić, wszystko jest już załatwione.
-Dziękuję tato, jesteś kochany.
Przytuliłam mocno tatę i wbiegłam do swojego pokoju, od razu zadzwoniłam do Rose.
-I jak wstałaś kochana? Bo za 40 minut widzę cię u mnie.
-No pewnie, a co ty taka szczęśliwa?
-Bo tata opłacił mi ten obóz. Jadę z wami na obóz.
Obydwie zaczęłyśmy krzyczeć do telefonów. Odbyłam poranne czynności i ubrałam się(bez torebki). Zabrałam plecak z krzesła i okulary. Tata już naszykował śniadanie, dlatego zjadłam rozmawiając z nim. Gdy usłyszałam dzwonek dałam tacie buziaka i wyszłam do przyjaciół. Gdy byliśmy we czwórkę oznajmiłam, że jadę z nimi na obóz i zaczęłam razem z Rose skakać z radości.
Chłopaki zaczęli nabijać z nas. Reszta drogi minęła już dosyć normalnie. W szkole znów nudno, pokłóciłam się z jednym nauczycielem. Kiedy zadzwonił dzwonek na długą przerwę wyszłam z klasy zadowolona i głodna. Naszą grupką usiedliśmy przy naszym stoliku i rozmawialiśmy. Kiedy obok naszego stoliku przechodziła Amanda (szkolny plastik) specjalnie podstawiłam jej nogę i cała zawartość tacy znalazła się na jej twarzy i dekoldzie. Ojjj. Wszyscy wybuchli głośnym śmiechem a ja pod stolikiem przybiłam żółwika z Rose. Tydzień szkoły minął bardzo szybko, codziennie wygłupialiśmy się z przyjaciółmi. Po lekcjach chodziliśmy do skate parku albo do centrum. Jutro zakończenie roku, a ja nadal zastanawiam się co mam na siebie założyć. Raczej ubieram się na sportowo, ale kiedy trzeba to już coś eleganckiego założę. Jak mus to mus. Przegrzebałam całą szafę i o dziwo znalazłam zwykłą czarną sukienkę. Dobrałam dodatki i wszystko zostawiłam na fotelu. A właśnie nie pokazałam wam swojego domu, kuchnia, jadalnia, salon, łazienka, mój pokój, łazienka 2, sypialnia taty. Nasz dom jest taki akurat na nas, mieliśmy większy, gdy żyła mama. Po śmierci sprzedaliśmy go i kupiliśmy coś mniejszego. Za to mamy spore podwórko. Przed snem jeszcze tata przyszedł do mnie i pocałował w czoło. Rano odbyłam poranne czynności i ubrałam się (tylko zamiast szpilek założyłam białe conversy.) Zjadłam śniadania i wyszłam do szkoły. 
-A ty jak zwykle musisz być wyjątkowa? Nie mogłaś założyć szpilek?
-A co ja Amanda jestem? Nie potrzebne mi one. 
Gdy byliśmy pod szkołą od razu weszliśmy na salę. Zajęliśmy swoje miejsca i cały czas rozmawialiśmy i robiliśmy słit focie. W pewnym momencie stuknęła mnie koleżanka
-Czego kurwa?
-Dyrektor cię prosi do siebie. 
-Victoria mogę prosić cię tutaj na środek?
Podniosłam się i podeszłam na środek. Nie wiedziałam o co chodzi. Moja mina mówiła sama za siebie: 
Przyjaciele robili mi zdjęcia a dyrektor poprosił jeszcze kilka dziewczyn. Teraz już rozumiem o co chodzi. Poprosił całą drużynę siatkarską, może nie jestem najwyższa, ale ta gra idzie mi całkiem dobrze. Dostałam mały puchar i jeszcze chwilę nauczycielka w klasie coś tam mówiła. Wychodząc ze szkoły zauważyliśmy niezłą furę na parkingu. WOW. Szczęka mi opadła. Po chwili wysiadł z nich chłopak, osobiście nie wiedziałam kto to.
-Ej co to za lamus?
-Vicky nie udawaj, że nie wiesz. To Justin Bieber. -odparła Rose.
-Aaaa, to ten lamus ma taką furę?
Zaczęliśmy się śmiać i ruszyliśmy w stronę Ethana. Przechodząc obok tej wielkiej gwiazdy Ten zagwizdał i klepnął mnie w tyłek.
-A ty co? Pojebany?
-Oj sory, ręka mi się omskła. -uderzyłam go w twarz i z uśmieszkiem powiedziałam
-Oj sory, ręka mi się omskła. -ten złapał mnie za nadgarstek, ale zareagował Josh
-Jeszcze raz ją tknij to będziesz zęby zbierał z asfaltu. Łapy przy sobie gwiazduniu pedaluniu.
Odeszliśmy z uśmiechem, ale kiedy odwróciliśmy się zauważyliśmy, że gwiazda całuje się z Amandą. Po drodze spotkaliśmy Ethana i poszliśmy na piwo. Wieczorem wróciłam do domu i zauważyłam tatę z jakimś kolegą. Nie chciałam przeszkadzać, dlatego weszłam do siebie. Te półtora tygodnia minęło bardzo szybko. Dziś dokładam ostatnie rzeczy do walizki, bo jutro wyjeżdżamy. Bardzo się cieszę na ten wyjazd z przyjaciółmi. Spakowałam do torby aparat i same takie podręczne rzeczy. Położyłam się spać z uśmiechem, ale zanim zasnęłam to rozmawiałam z mamą. Bardzo za nią tęsknie. Chciałabym, żeby przyszła mnie przytulić. Tata dał mi buziaka w czoło jak zawsze. Rano obudził mnie tata i zabrał walizkę. Odbyłam poranne czynności i ubrałam się, zrobiłam luźnego koczka i zeszłam do kuchni. Chociaż było wcześnie rano tata przygotował mi śniadanie i je zjadłam. Ojczym odwiózł mnie pod szkołę i pocałował w czoło.
-Do zobaczenia córciu za 2 tygodnie.
-Będę tęsknić.
-Szybko zleci. Poza tym będziesz z przyjaciółmi.
Wsiedliśmy do autobusu i zaczęliśmy od razu żartować. Droga dłużyła mi się, poza tym jest strasznie gorąco. Nawet Rose się nie odzywa a ona zawsze dużo mówi.
-Rose żyjesz?
-Tak, ale gorąco. Zaraz się rozpłynę tutaj.
-Spoko Rosie mam pustą butelkę po wodzie.
-Dzięki Noah, uratowałeś mnie.
Gdy mieliśmy kilkominutowy postój to chłopaki wylali na nas po butelce z wodą, dużo to dało, bo od razu było chłodniej. Wreszcie po kilku godzinach i staniu w korku dojechaliśmy na miejsce. Po wyjściu z autokaru nie wierzyłam własnym oczom. WTF?




Oto Amanda.16 lat, chodzi do szkoły razem z Vicky i jej przyjaciółmi. Jest rozpieszczonym dzieckiem. Najważniejsze dla niej są pieniądze i to, aby ludzie zwracali na nią uwagę. Nie zważa na uczucia innych.


No to pierwszy już jest. Coś czuję, że nudno to wyszło. Zamierzam każdy rozdział kończyć tak, abyście zastanawiali się co będzie dalej. Tak aby was trochę może zaciekawić. Od razu przepraszam za błędy. Komentujcie czy się podoba.










Prolog. "Krótkie przypomnienie"

Hej mam na imię Vicky. Moje życie nie jest cudowne. Grzywka nigdy się nie układa a w życiu wszystko popieprzyło. A zaczęło się 6 lat temu, miałam wtedy 10 lat. a mój braciszek 16. Wtedy mama z bratem polecieli do dziadków i po tygodniu we czwórkę mieli do nas przylecieć. Wtedy właśnie ich samolot miał wypadek i nikt nie przeżył. To było straszne. Nie dość, że straciłam mamę i kochanego braciszka to jeszcze dziadków. Jedyna nasza rodzina. Razem z tatą strasznie to przeżyliśmy. Tata chodził przygnębiony, zaczął pić, ale ja nie byłam lepsza. Siedziałam w pokoju albo uciekałam na cmentarz. Nic nie jadłam. Finał tego był taki, że trafiłam do szpitala odwodniona.  Dopiero kiedy przyjechała do nas ciocia z Londynu to pomogła pozbierać. Została u nas dopóki nie stanęliśmy na nogi. Ja zaczęłam normalnie jeść i chodzić do szkoły. Tata zaczął pracować, nawet dyrektor dał mu lepszą posadę i więcęj czasu spędzał ze mną w domu. Teraz po tych 6 latach jakoś wszystko sobie ułożyliśmy. Żyjemy sobie we dwoje i jesteśmy zgraną ekipa. Nie zapomnieliśmy o tym zdarzeniu, ale musimy normalnie żyć. Pokazać im w niebie, że dajemy radę. Bardzo pomógł mi też Ethan, on przeżył to samo co ja. Można powiedzieć, że gorzej, bo on patrzył na śmierć siostry. Jest dla mnie jak starszy brat, bardzo pomaga i wiem, że z nim mogę porozmawiać o wszystkim. Teraz kiedy myślę o mamie wiem, że wychowała mnie jak najlepiej potrafiła. Czasami gdy chcę z nią porozmawiać to idę na cmentarz i mówię do niej. Wiem, że patrzy na mnie z góry i dopinguje we wszystkim co robię. Dobra koniec tych wspomnieć. Więcej dowiecie się w dalszych rozdziałach.








Tak wspomnę, że One Direction nie pojawi się od początku opowiadania. Dodam ich jakoś w trakcie. Justin może pojawić się trochę wcześniej, ale nic jeszcze nie jest pewne. Opowiadanie piszę na bierząco, nie mam zapisanych rozdziałów gdzieś. Jak macie jakieś sugestie to piszcie. 

Coś na początek.

Hej. Na tym blogu będzie opowiadanie po części o One Direction i Justinie Bieberze, ale oni pojawią się dopiero później. Nie tak od razu. Mam nadzieję, że opowiadanie będzie się podobało. Pisałam inne opowiadania, ale nie ujrzały one światła dziennego, znaczy nie pojawiły się w internecie. Teraz przerwałam pisanie jednego opowiadania, którego nie skończyłam i zaczęłam coś nowego. Wieczorami zanim zasnę to myślę o różnych takich sytuacjach i muszę coś zrobić z tą swoją wyobraźnią. Mam 16 lat i własnie w tym roku szkolnym zaczęłam chodzić do Liceum. Moja klasa nie jest cudowna, ale nie o tym tutaj. Chcę tutaj odreagować.