Wieczorem jak siedziałam sama na ławce to zaskoczył mnie Justin. Znowu on pojawił się koło mnie. Chciałam się podnieść, ale kolano zabolało mnie.
-Czego ty chcesz?
-Poznać cię bliżej.
-Ty chyba kpisz. Czego taka wielka gwiazda chce ode mnie zwykłej nastolatki.
-Chcę cię poznać, jesteś dla mnie nie miła a ja nie wiem dlaczego.
-Może zasłużyłeś sobie? Ja dla wszystkich jestem taka niemiła. A szczególnie dla takich osób.
-Jakich? Nie znasz mnie.
-Może i nie, ale nie chce poznać. Wiele słyszałam o...
-Może przestań słuchać opinii innych i postaraj się mnie poznać?
-Nie chce cię poznawać.
Podniosłam się i pokuśtykałam do domku. Tam siedzieli wszyscy z chipsami. Dosiadłam się do Josha i przytuliłam.
-Ej młoda co jest?
-Nic.
Siedzieliśmy u nas bardzo długo, ja jednak zasnęłam w objęciach przyjaciela. Rano obudziłam się już bez niego. Ogarnęłam się i wyszłam na stołówkę. Tam usiadłam koło Josha i zaczęłam smarować chleb.
-Ej Vicky co się dzieje? Przecież widzę.
-Nic, wczoraj rozmawiałam z Justinem i ten ma rację.
-Co ci powiedział?
-No, bo jestem dla niego nie miła a wcale go nie znam.
-Daj spokój. Zasłużył sobie pod szkołą, więc nie ma na co liczyć.
-A jak on się zachowuje w pokoju?
-Nie wiem, bo jak ja wracam to on śpi a rano wychodzę to też śpi albo już go nie ma.
Jedząc kątem oka zauważyłam, że Justin uśmiecha się. Po tym przyszła kierowniczka
-Moi drodzy doszły mnie słuchy, że niektórzy po ciszy nocnej nie są w swoich domkach. Znacie zasady i chłopaki mają być z chłopakami a dziewczyny z dziewczynami. Nie chce słyszeć, że jakoś chłopak albo dziewczyna po ciszy nocnej jest w innym domku.
Spojrzałam na Biebera i wiedziałam, że to on podpieprzył chłopaków. To cham. Wychodząc kierowniczka poprosiła do siebie Josha, Noaha i Mike'a. Wyszłam ze stołówki zdenerwowana, bo po co on to zrobił. Podeszłam do niego, gdy miział się z Amandą.
-Popierdoliło cię? Po co ich podpieprzyłeś do kierowniczki? Przeszkadza ci coś? Jesteś pojebany, już miałam zamiar cię bliżej poznać, ale po tym to zapomnij.
-A ty co święta jesteś? Nie wiadomo co wy tam robiliście, więc trzeba było powiedzieć-wtrąciła Amanda.
-Ty to się nie wtrącaj, bo ja dobrze wiem co wy robicie w nocy z Justinem. Nie udawajcie.
-Odpieprz się od nas. Po stracie matki udajesz twardą osobę, właśnie udajesz. Jesteś słaba. Jesteś nikim.
-Wolę być nikim niż takim pustakiem jak ty.
Wyszłam trzaskając drzwiami. Czemu ona do tego wraca? Weszłam w środek lasu i usiadłam na powalonym drzewie. Rozpłakałam się.
-Mamuś, tak bardzo za tobą tęsknie. Tak bardzo mi ciebie brakuję, chciałabym się do ciebie przytulić.
Spojrzałam w niebo i jedna gwiazdka zamigotała. Wiedziałam, że to mama. Wracając do domku natknęłam się na Justina, był przygnębiony
-Nie wiedziałam, że straciłaś mamę.
-A co to ma do rzeczy? Odwal się ode mnie i moich przyjaciół.
Kilka dni obozu minęło spoko, kolano trochę przestało mnie boleć a dzisiaj mamy zajęcia wodne. Mamy pływać łódkami, instruktor dobrał nas po kilka osób. Niestety mnie dobrał z Amandą. Chciałam się zamienić, ale nie miałam z kim. No trudno jakoś wytrzymam. Wsiedliśmy do łódek i pływaliśmy po jeziorze, starałam się patrzeć w inną stronę niż Amanda. W pewnym momencie, gdy mieliśmy zamienić się miejscami poczułam, że ktoś mnie popchnął. Wpadłam pod wodę i noga zaklinowała mi się między kamieniami. Dalej nic nie pamiętam.
Perspektywa Josha.
W pewnym momencie zauważyłem, że Vicky nie ma na łódce. Obok jej łódki widać było bąbelki. Przeraziłem się i od razu wskoczyłem do wody. Zauważyłem ją przy kamieniach, widziałem, że brak jej oddechu. Podpłynąłem do niej i bez zastanowienia pocałowałem, żeby miała trochę powietrza. Następnie wyciągnąłem jej nogę i wypłynęliśmy na powietrze. Położyłem ją na piasku i ta odzyskała przytomność i zaczęła oddychać. Odczułem wielką ulgę.
Perspektywa Vicky.
Złapałam oddech i zdenerwowana zaczęłam szybko oddychać. Uff ja żyję. Ale zaczęłam odczuwać cholerny ból w nodze. Pielęgniarka zadecydowała, że muszę jechać do szpitala.
-Może jechać z nami Josh?
Kierowniczka zgodziła się. Rose pomogła mi się przebrać i po chwili byliśmy w drodze. Oczywiście nogę włożyli mi w gips i dali tabletki na ból. Po powrocie Rose mocno przytuliła mnie,
-Boże, jak dobrze, że nic ci nie jest. Martwiłam się.
Ostatnie dni obozu spędziłam na ławce, szczególnie na zajęciach sportowych a z perkusji zrezygnowałam, bo przez ten ból nie mogłam się skupić. Przyjaciele bardzo pomagają mi, chłopaki noszą mnie na barana chociaż ja im mówiłam, że daję radę sama. Kibicuje im jak grają w gry zespołowe. Dzisiaj usiadł obok mnie Justin
-Jak noga boli?
-No trochę boli, ale jakoś żyje.
Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Ostatniej nocy kierowniczka dała nam luzy i chłopaki siedzieli u nas do samego rana. Teraz już jedziemy do domu i zaraz będziemy. Dałam znać tacie i ma przyjechać po mnie. Razem odwieźliśmy jeszcze Rosie i Josha do domów i wróciliśmy do siebie.
-Córciu jesteś głodna?
-Tak trochę.
Zjedliśmy kolacje i położyłam się spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz