-Ale co się stało?
-Czekam na dole. Zejdź a ci wszystko wyjaśnie po drodze.
Zabrałam torebkę i biegiem zeszłam do samochodu przyjaciela. Tam z tyłu siedziała reszta, przeraziły mnie ich miny.
-Ej chłopaki co się stało?
-Niall miał wypadek i karetka zabrała go do szpitala.
-To na co jeszcze czekasz jedź. Ale co dokładnie się stało?
-Potrącił go samochód i nie wiemy co dokładnie z nim jest.
Po około 15 minutach byliśmy na miejscu. Wbiegliśmy do środka i miła pielęgniarka poinformowała nas, że przyjaciel jest na sali operacyjnej. Czekalismy ponad godzinę a dłużyło się jakby to była wieczność. Wreszcie wywieźli go, był taki blady. Miał smutny wyraz twarzy.
-Doktorze co z nim?
-A jesteście kimś z rodziny?
-Jesteśmy przyjaciółmi.
Lekarz nie chciał nam nic powiedzieć, ale Liam poszedł do niego. My poszliśmy do jego sali, ale mogliśmy narazie patrzeć na niego przez szybę. Podłączyli mu mnóstwo przewodów, mimowolnie łzy zaczęły mi lecieć po policzku. Czemu to był on? Zayn przytulił mnie i pocieszał. Kiedy przyszedł Liam wyjaśnił nam
-Słuchajcie spokojnie, Niall jutro albo za dwa dni powinien wybudzić się. Podczas wypadku została uszkodzona wątroba i będzie potrzebny przeszczep. Krwotok udało im się zatamować i ta wątroba powinna jeszcze trochę działać sprawnie, ale trzeba znaleźć dawcę. Inaczej może być kiepsko z Niallem.
Po słowach przyjaciela jeszcze bardziej się rozpłakałam i wybiegłam ze szpitala.
Perspektywa Zayna.
To nie możliwe, że takie coś spotyka naszego przyjaciela. Liam jeszcze powiedział co jest potrzebne do przeszczepu i niestety żaden z nas nie może oddać przyjacielowi wątroby. Vicky wybiegła ze szpitala, a ja nie mogłem jej zostawić. Ona może sobie coś zrobić
-Chłopaki zostańcie tutaj a ja wrócę z Vicky do domu.
-Zostaw ją. Ona pewnie musi pobyć sama. -odparł Louis
-Gówno wiesz. Ona nie może zostać sama. Co jeśli pod wpływem emocji sobie coś zrobi? Nie daruje sobie tego.
Zauważyłem Vicky płaczącą na schodach. Podniosłem ją i przytuliłem.
-Mała ciii. Wszystko będzie dobrze. Chodź do domu co?
Ta tylko kiwnęła głową i pojechaliśmy do nas do domu. Powiedziała, że nie chce zostać sama. Tam usiedliśmy na kanapie i siedzieliśmy w ciszy wtuleni. My to przeżywamy, ale ona podwójnie chyba. Gdy chłopaki wrócili to panowała między nami grobowa cisza.
-Liam dzwoniliście do rodziców Nialla?
-Nie pomyślałem o tym.
-To zadzwoń do nich. Powinni wiedzieć jaki jest stan ich syna.
-Dzięki Vicky.
Ten zadzwonił a ja poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i próbowałam racjonalnie myśleć. Weszłam do pokoju Nialla i wzięłam jakąś jego koszulkę. Położyłam się spać, ale nie zasnęłam wcale. Rano jak wstałam to Harry robił śniadanie. Usiadłam przy stole i myślałam o Niallu. Po śniadaniu pojechaliśmy do szpitala,
-Liam i co z rodzicami Nialla?
-Mają przylecieć jak najszybciej się da.
-Ale od nich nie da się przeszczepić wątroby Niallowi.
Kiedy weszliśmy do niego do sali to stałam naprzeciwko łóżka i patrzyłam na przyjaciela. Boże jaki on jest bezbronny. Chcę zobaczyć te jego błękitne paczadełka. Po chwili ujrzałam jak otwiera oczy. Otworzył oczy i uśmiechnął się a my zawołaliśmy lekarza. Zrobili mu jakieś badania i wpuścili do niego.
-Chłopie nie rób nam tego więcej. -powiedział Harry
-Nie chciałem.
-Dobrze, że nic takiego ci nie jest. -powiedział Louis próbując rozładować napięcie.
Ja jedynie uśmiechałam się. Po powrocie do domu chłopaków olśniło mnie,
-Ej chłopaki jaką grupę krwi ma Niall?
-BRh- a co?
-Moment. Czyli, że dawcą może być osoba o grupie krwi BRh- albo 0Rh-.
-No chyba tak. Więc co z tym?
-Więc ja mam grupę krwi Brh- i mogę być dawcą. Jestem młoda, nie pijąca. Moja wątroba szybko się zregeneruje.
-Jesteś pewna tego? -spytał Zayn
-Tak. Dla Nialla zrobię wszystko.
-To jutro pójdziesz do lekarza i zobaczymy co z tego wyniknie. A teraz jadę po rodziców Nialla na lotnisko. A i nie pogniewacie się jak ich tutaj przywiozę? -spytał Liam
-No co ty. Jak najbardziej ich przywieź.
Pojechał a my przygotowaliśmy kolacje.
-Chłopaki ja wrócę do mieszkania. Muszę się przebrać i przemyśleć wszystko.
-Poczekaj odwiozę cię.
Zayn odwiózł mnie i po drodze rozmawialiśmy.
-Jesteś pewna z tą wątrobą?
-Zayn dobrze wiesz, że dla Nialla zrobiłabym wszystko tak?
-Z miłości do drugiej osoby zrobiłoby się wszystko. Dokładnie cię rozumiem. Chętnie sam bym oddał tą wątrobę, ale mam inną grupę krwi i dodatkowo palę papierosy.
-Zayn ja dla niego mogę nawet życie oddać, byle by on żył.
-Nawet tak nie mów. Oboje będziecie żyć.
Pocałował mnie w czoło i weszłam na górę. Wzięłam długą kąpiel i dzwonił do mnie Justin. Rozmawialiśmy o tym wszystkim i zasnęłam. Obudziłam się wcześnie rano, bo już o 7. Odbyłam poranne czynności i zjadłam śniadanie. Spakowałam do torby wszystkie potrzebne rzeczy i zadzwonił mój telefon
-Vicky, bo my jedziemy do szpitala i musimy jechać na dwa samochodu. Podjechać po ciebie?
-No jakbyście mogli to poproszę.
Po około pół godzinie byli u mnie i razem pojechaliśmy do przyjaciela. Nie wiedziałam czy mam wchodzić do niego, ale jednak weszłam. Poznałam jego rodziców i poszłam do lekarza.
-Więc kiedy mogę oddać część wątroby Niallowi?
-Najlepiej jutro jak przyjedziesz rano na czczo. Zrobimy wszystkie potrzebne badania i w środę może uda nam się zrobić przeszczep. Proszę jeszcze wypełnić te papiery i widzimy się jutro.
Wypełniłam papiery i szłam wolno korytarzem. Przechodząc koło sali Nialla spojrzałam na nich. Jego mama siedziała koło łóżka i trzymała go za rękę. Zauważył mnie Zayn,
-I co?
-Jutro mam przyjść i zrobią mi wszystkie badania. Więc w środę już może być przeszczep.
Przyjaciel przytulił mnie,
-Jechać z tobą do mieszkania?
-Nie. Idź do niego. Ja muszę pobyć sama, muszę przemyśleć wszystko.
Pocałował mnie w czoło i wrócił do przyjaciela. Spacerowałam po mieście myśląc nad tym wszystkim. Wiem, że dobrze robię, ale mam wątpliwości. Co jeśli tego nie przeżyje? Po drodze spotkały mnie fanki chłopaków.
-Vicky czy to prawda, że Niall leży w szpitalu?
-Niestety tak.
-To dlaczego ty nie jesteś przy nim?
-Dziewczyny to nie jest takie łatwe jak myślicie.
-To coś poważnego z Niallem?
-Menadżer powinien udzielić informacji. Ja nie mogę.
Usiadłam na ławce w parku i zadzwoniłam do taty. On musi wiedzieć o wszystkim. Popłakał mi się do telefonu,
-Córciu nie chce cię stracić.
-Tato nie stracisz. A muszę to dla niego zrobić. Zrozum ja go kocham.
-A kiedy ma być zabieg?
-Prawdopodobnie w środę, ale już jutro mam być w szpitalu.
Rozmawialiśmy jeszcze trochę i wróciłam do mieszkania. Tam usiadłam na kanapie i zaczęłam rozmawiać z mamą, wiem, że to nieodpowiednie miejsce, ale zawsze.
-Mamo proszę dopilnuj tam z góry abym przeżyła. Nie chce zostawiać taty samego.
Zjadłam lekką kolacje i położyłam się spać. Rano zdenerwowana, odbyłam poranne czynności i zabrałam potrzebne rzeczy. Taksówką podjechałam do szpitala i od razu skierowałam się do pielęgniarek. Te zabrały mnie na szczegółowe badania i zaprowadziły do sali. Przebrałam się w piżamkę i położyłam. Na sali leżałam sama, ale to lepiej. Mam więcej czasu na myślenie. Przerwał mi telefon
-Hej Just co jest?
-Powiedz mi, w której sali leżysz?
-A po co ci to wiedzieć?
-Bo chce do ciebie przyjść.
-Co ty tu robisz?
-Powiedz mi numer sali a nie marudzisz.
-135.
Po chwili do mojej sali wszedł tata, Pattie i Justin. Boże jedyny po co oni przyjechali.
-Po co przyjechaliście?
-Myślisz, że pozwolilibyśmy ci tu samej leżeć?
Siedzieli u mnie do późna i pojechali do mojego mieszkania. Nie pozwolę im spać w hotelu jak moje mieszkanie jest puste. Kolejnego dnia rano przyjechali i wtedy przyszedł do mnie lekarz.
-Rodzina?
-Tak. Przylecieli do mnie.
-To dobrze. Victoria mam jeszcze dla ciebie kilka papierów do podpisania i może przeszczep będzie już dzisiaj. Pobierzemy część twojej wątroby, tam kilka sekcji i wszczepimy Niallowi.
-Dobrze. Bardzo dziękuję.
-Oczywiście ze względu na operację to nie powinnaś dzisiaj nic jeść.
-I tak bym nic nie przełknęła.
Dostałam tylko kroplówkę i wodę. Rodzina siedziała u mnie dopóki mnie nie zabrali. W nocy jak nie mogłam spać to napisałam dwa listy gdyby jednak coś się stało. Pamiętam jak wjechałam na blok operacyjny, jak lekarz jakimś pisakiem mazał po moim brzuchu, oraz, że dostałam zastrzyk i tabletkę. Więcej pustka.
Perspektywa Justina.
Siedzimy przed blokiem operacyjnym z chłopakami i rodzicami Nialla. Przyjechał też ich menadżer, który powiedział, że odwołał ich trasę na 2 miesiące. Pielęgniarka kazała nam iść do domu i przyjść jutro, ale my musimy tu być. Siedzimy już tutaj od 8 godzin, nie mogę już siedzieć. Wszystko mnie boli, zacząłem spacerować po korytarzu, ale to wszystkich jeszcze bardziej denerwuje. W pewnym momencie wyszła pielęgniarka,