Perspektywa Nialla.
Ona tak strasznie krzyczy, nie wiem co mam robić. Trzymam ją za rękę a pielęgniarka karze mocno przeć. Po kilku godzinach krzyków Vicky usłyszeliśmy płacz naszej kruszynki. Ona jest taka malutka a Victoria wykończona. Mimowolnie po moim policzku spłynęła łza. Widziałam, że narzeczona też się rozpłakała. Chwilę potrzymaliśmy dziecko i zabrali ją na badania. Vicky też zabrali. Ja czekałem na nie przed salą. Zadzwoniłem w tym czasie do chłopaków
-Jesteście wszyscy razem?
-No tak. Chłopaki są ze mną.
-To włącz na głośno mówiący.
-Co jest Niall?
-Vicky właśnie urodziła. Słyszycie mam córkę. Jest taka śliczna.
-Cieszymy się.
Po jakimś czasie przywieźli je obie. Widać, że Victoria jest bardzo zmęczona. W sumie to jest już noc.
-Ja rozumiem, że jesteś tatą, ale przyjedź rano. Dziewczyny muszą odpocząć.
Pocałowałem córkę, narzeczoną i wróciłem do domu. Nie mogłem zasnąć a rano od razu napisałem do rodziców i do taty Vicky. Ogarnięty podjechałem do nich. Vicky spała a maleństwo leżało w łóżeczku. Pocałowałem córkę i wziąłem na ręce.
Spacerowałem z nią po sali i uśmiechałem się. Przyszła do nas pielęgniarka,
-Macie bardzo grzeczne dziecko. Prawie wcale nie płakała.
-Cieszę się. A co z nimi?
-Wszystko dobrze. Victoria jest bardzo zmęczona, bo to trwało dość długo. Powinna dużo wypoczywać. Więc lepiej jak dziś i jutro nikt nie będzie przychodził.
-Nie ma problemu. Dziewczyny są najważniejsze.
Po około pół godziny narzeczona obudziła się
-Bardzo zmęczona?
-Nie już nie. Prawie całą noc spałyśmy.
Vicky nakarmiła małą i ta zaraz zasnęła a ja usiadłem obok niej.
-Kochanie co z imieniem? Nie możemy mówić do niej malutka, maleństwo,kruszynka.
-Myślałem nad tym całą noc. Może Isabell?
-Isabell Horan. Cudnie.
-Może już niedługo i Victoria Horan co?
-Wiesz, że chcę zgubić ten brzuch.
-Nie śpieszmy się. Mamy czas.
-Kocham cię.
Cały dzisiejszy dzień i kolejny spędziłem u dziewczyn. Kolejnego też z rana pojechałem.
Perspektywa Vicky.
Isabell jest taka śliczna. Nasze maleństwo. Poród trwał sporo, ale warto było. Ona jest urocza. Nie mogę oderwać od niej wzroku. Niall też jest bardzo zakochany, ciągle ją nosi i trzyma na rękach. Dzisiaj też rano przyjechał do nas i siedzimy sobie. Ja już się czuję coraz lepiej. Widzę to maleństwo sam uśmiech wchodzi na moją twarz. Po obiedzie przyjechali chłopcy, ciągle nosili maleńką i przynieśli prezenty dla niej. Czuję, że oni będą ją rozpieszczać. Wieczorem pojechali a my zostałyśmy same. Po kilku kolejnych dniach wypisali nas. Ubrałam się i malutką a Niall przywiózł fotelik do samochodu. Wiem, że ona w nim utonie, bo jest taka malutka.
-Pod hotelem jest mnóstwo fotoreporterów i fanek.
-Oby jej tylko nie wystraszyli.
-Damy radę. Ja ją wezmę, przykryjemy ją kocykiem, żeby nie udało im się zrobić zdjęcia.
-Kocham cię.
-A ja kocham was.
Zabraliśmy wszystko i wyszliśmy. Przed wyjściem zakryliśmy ją dokładnie. Oczywiście po wyjściu mnóstwo zdjęć i ludzi, ale jakoś przepchnęliśmy się do samochodu i odjechaliśmy. W domu była taka cisza, tatuś rozebrał córeczkę i zaniósł do łóżeczka a ja zrobiłam na herbaty. Po około dwóch dniach wszystko już chyba mamy ustalone i jestem coraz lepsza w przewijaniu i kąpaniu. Początkowo wszystko wydawało się takie trudne, ale teraz jest łatwiej. Czuję, że mam to we krwi. Od kilku dni Niall tak jakby unika mnie, wcale nie podchodzi do Isabell ani nic. Wychodzi gdzieś i wraca późno. Wiedziałam, że on pojedzie w trasę, ale samej jest mi ciężko. Mam tego dość, po śniadaniu włożyłam Isabell do wózeczka i czekałam na narzeczonego. Gdy przyszedł chciał od razu wejść na górę.
-Niall musimy pogadać. Mamy problem.
-Jaki problem? Co się stało?
-To, że unikasz mnie i nasze dziecko. Co się dzieje? Potrzebuje twojej pomocy.
-No dobra, ale usiądźmy. -usiedliśmy na kanapie i ten popatrzył mi prosto w oczy.
-Niall przez te początkowe dni było super, radziłeś sobie świetnie. Co jest grane?
-Przestraszyłem się. Ona jest taka malutka, co jeśli ją upuszczę albo coś jej zrobię. Boję się rozumiesz. Zdałem sobie sprawę, że przy dziecku jest dużo obowiązków. Boję się, że sobie nie poradzę.
-Ale kochanie jesteśmy w tym razem. Mamy dopiero po 20 lat, ja też się boję. Ale poradzimy sobie słyszysz. Bez ciebie nie dam rady. Wiem, że jest dużo obowiązków, ale tylko spójrz na tąa kruszynkę.
-Przepraszam cię. Przepraszam was.
-Nie masz za co. Ja też się cholernie boję.
Ten pocałował mnie i mocno przytulił. W tym momencie Isa zaczęła płakać.
-Zostań ja po nią pójdę.
Wrócił dawny Nialler,nasz kochany szczęśliwy tatuś. Uśmiechnęłam się.
-Widzisz nie ma się czego bać.
-Ej może zaprosimy chłopaków za 2 dni? Bo oni bardzo chcą przyjechać do maleństwa.
-Zgoda. To trzeba coś przygotować.
Kolejnego dnia Niall został z dzieckiem a ja podjechałam na zakupy. Na życzenie narzeczonego kupiłam też alkohol. Po powrocie rozpakowaliśmy wszystko i nakarmiłam maleństwo. Nie mam pokarmu, dlatego od razu musimy karmić Isabell butelką. Przygotowałam dzisiaj ciasto a kolejnego dnia przygotowałam kolację i przyjechali chłopcy i Perrie. Cieszę się, że przyjechała z nimi, bo sama to bym zwariowała. Po zjedzeniu przenieśliśmy się do salonu i chłopaki zaczęli pić. Maleństwo zaczęło płakać, dlatego przygotowałam mleko i weszłam do niej do pokoju. Ona za nic się nie uspakajała. Przyszła Perrie, ale nic nie pomagało. Przestawała na chwilę, ale po chwili znów strasznie krzyczała. Boże co jej jest? Kilka dni temu było podobnie, ale nie krzyczała tak głośno. Jeść nie chciała, pić też nie.
-Ej Perrie może podgrzej nam pieluszkę co? W moim pokoju jest żelazko to przynieś tutaj i wyprasuj pieluszkę jak możesz.
Po chwili przyłożyliśmy jej ciepłą pieluszkę do brzuszka i wtedy przyszedł też wcięty Niall.
-Co jest?
-Sama nie wiem. Nie chce się uspokoić.
-A może ja ją wezmę co?
-Niall nie. Nie w takim stanie. Idź sobie proszę.
Rozpłakałam się już, bo ona tak cierpi. Już miałam zamiar dzwonić po lekarza, ale przestała płakać po tej pieluszce. Bardzo ulżyło mi. Jednak nadal nie mogłam jej odłożyć, bo zaczynała płakać. Chodziłam z nią, ale jak zasnęła to usiadłam na kanapie, którą chłopaki wstawili.
-Nienawidzę jak ona tak płacze.
-Nikt nie lubi jak jego dzieci płaczą. Przynieść ci coś?
-Może wody?
Perrie przyniosła mi wodę i dodatkowo kawałek ciasta. Delikatnie napiłam się, ale jedząc obudziła się. Perrie wzięła ją i uspokoiła. Odłożyła ją i ta spała. Uspokoiłam się wreszcie, ale wychodząc usłyszałam krzyk chłopaków i płacz.
-Cholera jasna.
Mała znów nie chciała zasnąć, nosiłam ją a jak chciałam odłożyć to zaczynała płakać. Perrie zeszła na dół, ale słyszałam co mów
-Czy wy do cholery nie możecie się zachowywać ciszej? Przed momentem swoimi wrzaskami obudziliście maleństwo.
Ona jest świetna, po chwili wróciła a na dole była cisza. Siedziałyśmy dosyć długo w pokoiku malutkiej. Wreszcie jak zasnęła to zeszłyśmy do salonu a chłopaki spali.
-Ładnie ich uspokoiłaś.
-Dziękuję, ale trzeba ich obudzić, bo jedziemy do domów.
-Daj spokój. Mieszkają niedaleko, więc niech zostaną już.
-No dobrze, ale ja muszę wracać. Jutro mam próbę i wywiad. Więc uciekam do domku.
-Jasne, to do zobaczenia.
Dałam jej buziaka i pojechała a ja tylko przykryłam chłopaków i weszłam do siebie. W nocy obudziła mnie Isabell, więc resztę nocy spała ze mną. Rano jak się obudziłam to ta już patrzyła. Dałam jej buziaka i podniosłyśmy się. Przebrałam ją i sama ogarnęłam się szybko. Zeszłam na dół a oni jeszcze spali. Jak dzieci. Maleństwo leżało w wózeczku a ja przygotowałam śniadanie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz