A wyglądałam tak, czerwone włosy, wyregulowane brwi, pomalowane oczy w sukience i balerinach.
Sama nie wierzę, że to zrobiłam. Zjedliśmy wspólnie kolacje,
-No proszę proszę, wydoroślałaś, ale przez ten kolor wyglądasz jak wiewióra.
-Spadaj Justin.
Zaśmiałam się, późno położyłam spać. W poniedziałek po lekcjach Justin zaproponował mi wylot do Los Angeles. Zgodziłam się, bo już koniec roku i nie ma co robić w szkole. Do czwartku zleciało szybko a właśnie dzisiaj mamy samolot. Spakowani pojechaliśmy na lotnisko, fotoreporterzy jeszcze nie widzieli mnie po przemianie, dlatego dzisiaj też założyłam kaptur na głowę i okulary na oczy. Bieber śmiał się ze mnie, ale trudno. Podczas lotu robiliśmy sobie głupie zdjęcia i rysowaliśmy. To nasze ulubione zajęcie od jakiegoś czasu, zaraziłam Biebera rysowaniem. Na miejscu zapomniałam o kapturze i okularach. Paparazzi zrobili nam mnóstwo zdjęć, w tym rudych włosach. To znaczy czerwonych. Wróciliśmy do hotelu i dzisiaj Just miał wolne. Kolejnego dnia po śniadaniu brat zabrał mnie na próbę. Usiadłam na widowni a Justin ćwiczył piosenki. Po każdej komentowałam go
-Justin tutaj nie postarałeś się. Musisz poćwiczyć te końcówki.
-Tutaj musisz bardziej dociągać w ostatniej zwrotce.
Ten już wkurzał się na mnie,
-Ej Vicky przyniesiesz mi wody?
Z nudów poszłam do garderoby, a wracając usłyszałam głosy chłopaków z One Direction. Ups. Wpadka, nie chce ich widzieć. Szybko schowałam się do przypadkowego pomieszczenia i poczekałam aż odejdą.
Perspektywa Justina.
Vicky poszła po wodę, a po chwili przyszli chłopaki z One Direction. O nie, Ciekawe czy ona ich widziała. Pewnie nie chce ich widzieć.
-Chłopaki co wy tu robicie?
-Przyjechaliśmy cię odwiedzić. Pójdziemy na imprezę, pobawimy się.
-To świetnie.
Czekałem aż wejdzie tutaj Vicky.
Perspektywa Vicky.
Boże Vicky myśl myśl. Trzeba stąd spadać, ale jak? Pewnie wszędzie jest mnóstwo fanek. Po cichy doszłam w miejsce sceny i zawołałam Kennego. Justin zauważył mnie, ale ja mu kiwnęłam, że spadam i ma siedzieć cicho. Miłość znów wróciła. Dodatkowo ze zdwojoną siłą.
-Kenny pomóż mi stąd wyjść błagam. Zaprowadź mnie do tylnego wyjścia.
-Jasne, to chodź mała.
Powiedział to tak głośno, że usłyszałam
-Ej Justin przyprowadziłeś jakąś laskę? Przedstaw nas.
-Nie wydawało wam się, Kenny pewnie rozmawia z żoną.
Szybko wyszłam i podziękowałam olbrzymowi. Plątałam się po Los Angeles nie wiedząc gdzie mam iść. Doszłam do plaży i usiadłam na gorącym piasku. Patrzyłam jak młodzież wygłupia się, jak zakochani całują się w wodzie. Rozpłakałam się i płakałam do późna. Jednak musiałam coś zrobić, żeby wrócić do hotelu. Całą noc tutaj nie zostanę. Wybrałam numer brata
-Justin przyjedź po mnie, nie wiem jak wrócić.
-Dobra, zaraz coś wymyśle. A mam gości.
O czym on pierdoli? Ale zorientowałam się, że jest z chłopakami.
-Brat jestem na plaży, koło jakieś takiej dziwnej budki.
-Dobrze, wszystko załatwione. To proszę skontaktować się z moim menadżerem.
-Dzięki. Uwielbiam cię.
-Dziękuję, pozdrawiam.
Rozłączył się, ale po chwili przyjechał po mnie Kenny.
-Mała gdzie ty się gubisz co? Nie mogłaś zostać na próbie do końca?
-Nie, to długa historia. Dzięki, że przyjechałeś.
Wróciłam do hotelu i od razu zamknęłam się w pokoju. Wysłałam tylko sms do brata
"Jestem bezpieczna w domu, nie martw się o mnie. "
Jakby któryś mu zabrał telefon, to nie mogą się dowiedzieć, że jestem w L.A. Zasnęłam płacząc. Rano obudził mnie Justin,
-Czego chcesz?
-Przyszedłem zgarnąć cię na śniadanie i porozmawiać.
-Daj mi chwilę. Przygotuje się.
Odbyłam poranne czynności i ubrałam się. Brat już czekał przed moim pokojem,
-Wcześniej mnie nie mogłeś obudzić?
-Właśnie tak wachałem się i te pół godziny dłużej dałem ci.
W środku był taki szwedzki stół, zabraliśmy coś dla siebie i usiedliśmy przy stoliku.
-Chłopaki pytali o ciebie.
-I co im powiedziałeś?
-Odpowiedziałem na kilka ich pytań, ale nie mówiłem o twojej zmianie. Niall był smutny jak mówiliśmy o tobie.
-Z biegiem czasu zapomni o mnie. Justin mi też jest ciężko.
-Nie możecie do siebie wrócić?
-To nie jest takie proste. Nie przeżyję jak codziennie będę się zadręczać pytaniami co teraz robi, o czym myśli i w co jest ubrany i ile dziewczyn przytulił danego dnia. Nie chce tego.
-Dobra nie gorączkuj się. Rozumiem cię.
-To dobrze, nie rozmawiajmy o nim.
Po chwili podszedł do nas tancerze Justina i zjedliśmy z nimi. Poznałam ich już wcześniej i chyba mnie polubili. Jeden był strasznie pociągający.
-Justin co dzisiaj robicie?
-Właściwie to nic, ale chłopaki wymyślili, żeby iść do wesołego miasteczka.
-Nie no spoko,
-chodź z nami.
-Zwariowałeś? Z Niallem? Żebym pękła.
-Vicky a może pójdziesz z nami się poszwędać? Byłaś kiedy w L.A?-odezwał się ten pociągający.
-Niestety nie.
-To oprowadzimy cię, pokarzemy fajne miejsca. Będzie fajnie. -zaproponowała blondynka
-Widzisz Justin to wszystko mamy ustalone, Vicky idzie z nami a ty baw się dobrze.-odpowiedział, któryś z chłopaków.
Byłam zadowolona,
-Ej siostra SOS, mamy problem, chłopaki.
-Kurwa, to ja spadam. Wpadniecie po mnie do pokoju? 512?
Oni nie wiedzieli o co chodzi, ale zgodzili się. Wyszłam wpadając na Zayna, no ruszyć się nie mógł.
-Oj przepraszam śliczna.
-Nie ma za co.
Spuściłam głowę i weszłam do siebie. Boże mało brakowało. Nie wiedziałam, że to będzie tak wyglądało. Może powinnam zostać w domu? Przyszedł po mnie ten najprzystojniejszy mulat. Zapomniałam jak ma na imię,
-Co powiesz na to, żebym to ja cię odprowadził a reszta do nas dołączy później.
-Zgoda i tak nie mam nic do roboty.
Zabrałam torebkę, okulary i wyszliśmy.
.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz