Dostał po głowie od Liama, a ja przyjrzałam się. On szedł z jakąś dziewczyną i widać było, że byli radośni. Zrobiło mi się przykro.
-Może dosiądą się do nas. -Dodał lokowaty,
jedynie uśmiechnęłam się. Bo co miałam zrobić? Jak jest szczęśliwy to dobrze. Zawołali go i ten podszedł. Justin spojrzał na mnie niepewnie, jako nieliczny wie, że nadal kocham Nialla. Siedział koło mnie, więc szepnął
-Jak chcesz to możemy iść. Coś wymyślę.
Zaprzeczyłam kiwnięciem głowy, przy jedzeniu rozmawialiśmy. Co chwila czułam wzrok Nialla na sobie, widziałam, że jest speszony. Uśmiechałam się i głośno śmiałam. Po kolacji rozeszliśmy się i ja rozpłakałam. Usiedliśmy w parku i wtulona w brata płakałam. Przecież to ja z nim zerwałam, więc po co ten płacz. Przez cały ten czas łudziłam się, że on na mnie czeka i nadal kocha. Uspokoiłam się i wróciliśmy do mieszkania. Kolejnego dnia po południu wsiedliśmy do samolotu. Zanim wylecieliśmy dostałam sms
"Vicky nie poddawaj się. Walcz o rzeczy i osoby, które kochasz. Widziałem wczoraj, ale nie bój się nic nie powiem nikomu. Walcz. Liam."
"Liam daj spokój. Nie będę psuła mu związku. Dam sobię radę. Czasami trzeba odpuścić. Tak będzie lepiej."
Cały lot wygłupiałam się z Justinem a na miejscu był środek nocy, więc pojechaliśmy do hotelu i od razu położyliśmy. Obudziły mnie piski, no fakt mam pokój z oknem na ulicę. Na szafce czekała na mnie karteczka.
"Vicky my jesteśmy na próbie. Wrócimu po południu. Jedziesz z nami na wywiad, więc przygotuj się. " Zaspana wyjrzałam przez okno i zobaczyłam mnóstwo fanek. Akurat śpiewały piosenki Biebsa. Odbyłam poranne czynności, założyłam zwiewną sukienkę i zeszłam coś zjeść. Gdy miałam wracać do pokoju przyjechał Justin z rodzicami. Był uśmiechnięty, podbiegł do mnie i przytulił. Przebrał się i podjechaliśmy do studia. Tam mogliśmy usiaść na widowni. Słuchałam uważnie wywiadu i pojawiło się pytanie o mnie. Po chwili poprosili mnie na środek.
-Vicky powiedz nam jaki jest Justin Bieber jako brat?
-On jest normalnym człowiekiem. Jest zwariowany, ciągle uśmiechnięty a najważniejsze, że nie wywyższa się, że jest wielką gwiazdką.jest normalnym chłopakiem.
-Vicky a co planujesz dalej robić? Masz coś konkretnego zaplanowane?
-Coś tam myślałam, ale nie chcę zapeszać.
-Życzymy ci powodzenia, żebyś robiła to co sobie wymarzyłaś.
Skończyliśmy wywiad i poszliśmy trochę zwiedzić. Kolejnego dnia pojechaliśmy na podpisywaniu autografów. Chętnie wstałam i odbyłam poranne czynności. Dziś ubrałam. Na miejscu weszliśmy tylnym wejściem. Usiedliśmy przy stoliku., tam leżały markery, butelki z wodą, Justina zdjęcia. Fanek było mnóstwo, zanim zaczęliśmy to zrobiłam dziewczyną zdjęcia
-Ej Just zrób mi zdjęcie.
Wzięłam jedno jego zdjęcie i zrobiłam takie rozmarzone oczy. Później porobiłam jeszcze inne miny i siedziałam spokojnie przeglądając zdjęcia. Po kilku godzinach skończyliśmy, poszliśmy na obiad. Zjadłam bardzo dużo, ale głodna byłam.
-Przez ciebie przytyje. Dlatego zabierasz mnie na siłownię.
-A z chęcią, dawno nie byłem.
Rzeczywiście wieczorem poszliśmy ćwiczyć. Tam też wygłupialiśmy się, porobiliśmy mnóstwo zdjęć w lustrze. A po powrocie rozmawialiśmy z Rossie. Te kilka dni minęło bardzo szybko, było bardzo wesoło. Codziennie coś odwalaliśmy, na internecie było sporo filmików ze mną. W gazetach pojawiały się moje zdjęcia, Justin też wstawiał na twittera. Dziś niestety siedzimy już w samolocie i wracamy do Atlanty. Od samego początku zasnęłam, po kilku godzinach byliśmy już na miejscu. W Atlancie to już noc, więc powrocie do domu odrazu położyłam się spać. Obudziłam o 11, odbyłam poranne czynność i ubrałam luźnie. Zeszłam do salonu, ale nikogo nie było. Zrobiłam sobie musli i usłyszałam dzwonek. Poszłam odtworzyć i przyszedł Josh. Mocno przytuliłam przyjaciela i wpuściłam do środka. Zjedliśmy razem śniadanie i rozmawialiśmy.
-A co ty sam? Gdzie Noah i Rossie?
-Rossie to z Justinem siedzi od rana a Noah pojechał gdzieś do rodziny.
-Oj biedaku, ale ja wróciłam.
Do wieczora siedzieliśmy przed telewizorem a później wyszliśmy na spacer. Kolejny tydzień minął bardzo szybko, codziennie gdzieś wychodziliśmy. Było wesoło. Noah podobno zostaje u rodziny jeszcze długi czas, ale co się dziwić ma tak kuzyna podobnego do siebie, znaczy takiego, który lubi wypić i bawić się z dziewczynami. Dziś siedzimy u nas we czwórkę i myślimy co dalej robić, bo trzeba jakoś wykorzystać ten czas razem. Zaraz się rozchodzimy wszyscy. Josh jeszcze nie zdecydował się, ja do Londynu, Rossie zostaje w Atlancie. Noah jedzie do Nowego Yorku do pracy do ojca. Rozejdziemy się po świecie,
-Ej co wy na to, żeby jechać do mnie do Londynu na jakiś czas? Spędzimy razem czas.-zaproponowałam
-Dobry pomysł. Szkoda, że Noaha z nami nie ma, ale przynajmniej nasza czwórka pojedzie.
-Ej a kiedy byśmy mieli lecieć? -spytała Rossie.
-No wiesz możemy od razu, bo moje mieszkanie stoi puste.
-To ja na razie nie mogę, bo siostra ma przywieźć córkę do nas na wakacje i muszę się nią zaopiekować. Gdybyśmy mieli ustalić tak jak każdemu pasuje to nigdy byśmy nie pojechali, dlatego wymyśliliśmy, że ja z Joshem polecę odrazu a oni dołączą do nas. Trzeba coś pokupować do nowego mieszkania. Josh powiedział, że z chęcią mi pomoże. Dlatego spakowałam sporo rzeczy do walizek i dziś mamy samolot. Justin podwiózł mnie na lotnisko i pożegnał mocno przytulając. Znaleźliśmy swoje miejsca i całą drogę rozmawialiśmy. W Londynie taksówką podjechaliśmy do nowego mieszkania. Josh obejrzał je dokładnie.
-Ty w zasadzie mogłabyś z kimś mieszkać. Było by ci raźniej i mniejsze koszty.
-Wiesz, że w sumie nie pomyślałam nad tym. A masz kogoś na myśli?
-W sumie to może siebie, bo dostałem propozycje z uczelni w Londynie i tak się zastanawiam.
-Josh byłoby cudownie. Lepiej mieć kogoś znajomego blisko siebie.
-Jeszcze się nad tym zastanowię.
Do wieczora siedzieliśmy oglądając telewizję. Gdy obudziłam się było cicho. Podniosłam i zauważyłam, że Josh przygotował kanapki.
-Ojej zamieszkaj ze mną, będziesz mi codziennie takie śniadania robił.
-Zobaczymy.
Po śniadaniu ogarnęłam się i zdecydowaliśmy od razu iść na zakupy. Coś w mieszkaniu jest, ale nie ma nic do jedzeniam jakiś płyn do mycia naczyń się przyda, jakieś ręczniki. Takie dodatki do mieszkania są potrzebne. Doszliśmy do jakiegoś centrum handlowego i chodziliśmy po sklepach. Po jakimś czasie w oczy rzucił mi się salon fryzjerski. Weszliśmy do środka i zdecydowałam zmienić kolor, nowa uczelnia, więc trzeba pokazać się dobrze. Końcowy efekt podobał mi się strasznie. Kupiliśmy większość rzeczy, które chciałam i na końcu weszliśmy po jakieś jedzenie. Kupiliśmy tego mnóstwo, idąc do taksówki przechodziłam koło kiosku. Tam na większości gazet był...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz