środa, 8 stycznia 2014

Rozdział 21.

Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Usiadłam na ławce i wybuchłam płaczem. Włączyłam telefon i zadzwoniłam do Ethana. To on jedyny mnie rozumie.
-Vicky co słychać?
-Ethan. przyy-jeedziesz po mnie?
-Gdzie jesteś? Będę za 5 minut.
-Jestem na dworcu. Błagam szybko.
Chwile czekałam i przyjaciel przyjechał. Przytulił mnie i pocałował w głowę. Nie pytając co się stało zabrał do siebie. Tam siedzieliśmy na kanapie i ja płakałam. Nie wiem czy kiedyś łzy mi się skończą. Płaczę od dobru kilku godzin a nadal mi mało.
-Vicky nie wiem co się stało, ale nie możesz tak płakać. Nikt nie jest warty twoich łez,
Kiedy uspokoiłam się usiadłam prosto,
-Ehtan mogę zostać u ciebie na noc?
-Jasne. Nie ma problemu. Tylko co ci się stało? Skarbie nie mogę na to patrzeć.
-Zerwałam z Niallem.
Opowiedziałam wszystko i znów rozpłakałam się. Jakoś 23 zasnęłam w objęciach przyjaciela. O 7 obudził mnie, przygotował śniadanie.
-Idź weź prysznic, bo nie będę cię okłamywać wyglądasz strasznie.
-Wielkie dzięki przyjacielu.
Ogarnęłam się i zjadłam śniadanie.
-Teraz zawiozę cię do domu, tam przebierzesz się i pójdziesz grzecznie do szkoły jasne?
-A muszę?
-Nie karz, żebym cię pilnował.
-Dobra dobra. Pójdę do tej szkoły.
W domu przebrałam się i zapakowałam. Razem z bratem podjechaliśmy do szkoły.
-Ej Vicky co się dzieje?
-Justin wszystko gra. Nic mi nie jest.
W szkole chodziłam z przyklejonych uśmiechem, jednak bez żartów. Po ostatniej lekcji wyszłam i wróciłam do domu. Zjadłam obiad z uśmiechem i weszłam do siebie. Tam mogłam dać upust swoim emocjom.
Weszłam do łazienki i osunęłam się po ścianie płacząc. Wieczorem przyszedł do mnie Justin i wepchnął do mojego łóżka. Przytuliłam się do jego torsu i rozpłakałam.
-Vicky. Proszę cię powiedz co jest. Będę wiedział jak ci pomóc..
-Na złamane serce nic nie pomaga.
-Niall z tobą zerwał?
-Nie, ja zerwałam.
Kolejnej osobie opowiedziałam o wszystkim, ten bardzo mocno przytulił i pocałował w głowę. Po chwili bawił się moimi włosami aż zasnęłam. Kolejnego dnia jak weszłam do szkoły to znów pojawiły się pytania co jest, ale uśmiechałam się. Kiedy wyszłam ze szkoły czekała na mnie przyjaciółka, nic nie powiedziała tylko mocno przytuliła a ja znów rozpłakałam.
-Już ciii. Wiem, że jest ci ciężko, ale z czasem będzie łatwiej.
Minął już miesiąc odkąd zerwałam z Niallem, kiedy w telewizji coś mówią o One Direction wyłączam telewizje. Po dwóch tygodniach chłopaki odpuścili i przestali do mnie dzwonić. Na twitterze dostawałam mnóstwo wiadomości od fanek, że zniszczyłam życie Niallowi. Przestałam tam wchodzić a nawet myślę nad skasowaniem twittera. Nie potrzebne mi to. Już za tydzień ślub taty i Pattie, jestem mega szczęśliwa. Niby to ma być tylko uroczystość dla najbliższych, ale trzeba ładnie wyglądać. Dziś idę z Rosie i chłopakami na zakupy. Idzie z nami Justin, bo ostatnio zaprzyjaźnił się z moimi przyjaciółmi. Tom zaprzyjaźnił się z Rosie i Noahem, ale my za nim nie przepadamy. Wyszliśmy uśmiechnięci i doszliśmy w wygłupach do centrum. Tam zaczęliśmy chodzić po sklepach i chłopaki co chwila pokazywali mi sukienki, śmiałam się głośno, ale przymierzałam. Jednak co chwila słyszałam
-Nie, to ci nie pasuje.
-O fe na wieszaku była ładniejsza.
-Nie twój kolor.
W końcu znaleźliśmy odpowiednią i dobraliśmy dodatki. Justinowi kupiliśmy krawat i koszulę. Kupiłam też wiosenną sukienkę i spódniczkę. Zjedliśmy jeszcze obiad w McDonaldzie i tam zaczęliśmy się rzucać żarciem.
-Jeśli nie wyjdziecie to wezwę ochronę.
-Dobra dobra, pani się tak nie denerwuje, bo żyłka pani pęknie na czole. A złość piękności szkodzi. O to pani już nie zaszkodzi.
Wyszliśmy śmiejąc się, ale już tutaj nie zjemy. Wieczorem wróciłam do domu a kolejnego dnia Justin zaproponował, żebym poszła z nim na spotkanie z jego tatą. Czekaliśmy w parku i do Biebsa podbiegła dwójka dzieci, chłopiec i dziewczynka. Po chwili brat przedstawił mnie, chłopiec to Jason a dziewczynka Jasmine. Oboje przytulili mnie i poszliśmy na plac zabaw. Do wieczora bawiliśmy się. Poczułam się jak małe dziecko, ale to przyjemne. Wróciłam do domu z uśmiechem
-No Vicky wreszcie uśmiechnęłaś się tak szczerze.
-To dzięki tobie Justin. Uwielbiam cię,
Przytuliłam go i pocałowałam w policzek. Tydzień minął bardzo szybko, w sobotę od rana przygotowujemy się. Przyjechała ciocia z Londynu i dziadkowie Pattie. Szykujemy ją od rana, na koniec my wyszykowałyśmy się wszystkie i podjechaliśmy do kościoła. Po uroczystości pojechaliśmy do restauracji na rodzinny obiad. Z młodzieży była tylko nasza dwójka, dlatego trochę się nudziliśmy.
-Ej Vicky wyrwiemy się stąd? Drętwo trochę.
-No pewnie chodźmy.
Nic nie mówiąc wyszliśmy i spacerowaliśmy po mieście wygłupiając się. Jedna ze staruszek nawrzeszczała na nas, kiedy dopadli nas paparrazi to zaczęliśmy robić głupie miny i pozować. Wreszcie trochę odżyłam. Po kolejnym miesiącu mama Rosie urodziła, ona jest najszczęśliwsza na świecie. Od tygodnia nie ma jej w szkole, ale nie dziwię się. Od kilku dni myślę nad jakąś zmianą w swoim wyglądzie. Nudzi mnie ten wygląd. A podobno zmiany w życiu zaczyna się od wyglądu. Siedząc w salonie dosiadła się Pattie.
-Pattie pomogłabyś mi się zmienić?
-W jakim sensie?
-Chce zmienić coś w swoim wyglądzie. Nudzi mnie to.
-Stajesz się kobietą, dlatego. Z chęcią ci pomogę.
Kolejnego dnia wraz z Rosie i Pattie poszłyśmy do spa. Taki dzień dobrze nam zrobił, później odwiedziliśmy kosmetyczkę, która zajęła się regulacją moich brwi i ogólnym wyglądem twarzy a także paznokci. Pomalowała mi je na naturalny kolor i ładnie spiłowała. Później chodziliśmy po sklepach i kupowałyśmy nowe ciuchy. Na koniec czekał nas fryzjer, usiadłam na fotelu i myślałam nad zmianą. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. W końcu zdecydowałam się. Około 20 wróciłyśmy do domu, tam tata z Justinem oglądali mecz. Kiedy mnie zauważyli zaniemówili. A wyglądałam tak...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz