piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział 14.

Nagle Pattie podniosła się i odpowiedziała
-Oczywiście, że tak.
Widziałam, że Pattie ma łzy w oczach. Justin spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Pomogłam posprzątać i pokroić ciasto. Siedzieliśmy w salonie i wszyscy rozmawialiśmy. Pattie jest bardzo szczęśliwa, widać to po jej oczach. Umiem coś takiego wyczytać z oczu. Później weszliśmy do pokoju Justina i oglądałam jego zdjęcia na ścianie.
-Fajne te zdjęcia.
-Wszystkie ważne osoby, które poznałem. Ty jesteś z Niallem?
-A skąd o tym wiesz?
-Bo wiesz ostatnio byłem u chłopaków i Harry się wygadał. I jako twój przyszły brat muszę się troszczyć o ciebie.
-Dobra dobra, ja sobie doskonale dam radę.
-Ale Niall nie zrobił jednej rzeczy, którą ja zrobię.
Podszedł do mnie i zrobił nam zdjęcie. Po chwili coś kombinował na telefonie.
-Wejdź na twittera.
Zobaczyłam tam nasze zdjęcie
z podpisem
"Święta w towarzystwie przyszłej siostry."
Zaśmiałam się, wieczorem wróciłam do domu z tatą. Widać, że jest bardzo szczęśliwy. Weszłam do swojego pokoju i położyłam się. Kolejnego dnia od rana przygotowaliśmy z tatą obiad na dziś, bo wymieniamy się. Dodatkowo wstawiłam do piekarnika ciasto, które po około godzinie wyjęłam. Wszyscy przyszli na 14 i wspólnie zjedliśmy. Około 18 dziadkowie Justina musieli jechać, bo mają samolot.
-Vicky jedziesz ze mną?
Kiwnęłam głową, ale jeszcze szybko spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, bo warto zostawić naszych nowożeńców. Na lotnisku jeszcze czekaliśmy aż samolot odleci.
-To co zostawimy ich co? Jedziemy do mnie?
-No pewnie, a moglibyśmy wcześniej jechać na cmentarz?
-Jasne.
Pod cmentarzem kupiliśmy znicz i kwiaty. Znam na pamięć drogę do mamy grobu, dlatego nawet po ciemku mogę iść. Doszliśmy do mamy i zapaliliśmy znicz, stare kwiatki wyrzuciłam a wstawiłam nowe.
-Dawno twoja mama zmarła?
-6 lat temu. Mama z bratem polecieli do dziadków i we czwórkę mieli przylecieć do Atlanty. Niestety samolot, którym lecieli rozbił się i nikt nie przeżył. Tego dnia straciłam mamę, kochanego brata i dziadków. Praktycznie straciliśmy wszystkich, bo została nam jedynie siostra taty, ale ona mieszka w Londynie no i nie widujemy się często. -Mówiąc o tym popłakałam się  a Justin przytulił mnie.
-Tak bardzo mi przykro.
Wróciliśmy do niego i przeglądaliśmy strony na internecie. W pewnym momencie na skypie zadzwonił Niall, chciałam skakać z radości, ale odsunęłam się i pokazałam Justinowi, żeby był cicho. Chłopaki rozmawiali i Justin co chwila spoglądał na mnie. Jednak nie wytrzymałam i przybliżyłam do brata. Z Niallem rozmawialiśmy dość długo a później oglądaliśmy telewizję i zasnęłam. Rano obudziłam się w obcym pokoju. Przeciągnęłam się i rozejrzałam. Odbyłam poranne czynności i zeszłam do kuchni. Tam włączyłam muzykę i przygotowałam śniadanie śpiewając. Po chwili leciała piosenka Justina, akurat tą znałam. Dołączył do mnie Biebs.
-Ślicznie śpiewasz. Nie myślałaś o karierze?
-Przestań. To tylko tak dla siebie.
Zjedliśmy śniadanie i ja pomyślałam, żeby iść do mamy na cmentarz. Muszę jej o wszystkim opowiedzieć. Spacerkiem doszłam na miejsce i usiadłam na ławeczce. Zaczęłam opowiadać mamie
-Wiesz mamuś dużo się pozmieniało ostatnio u nas. Mam chłopaka. Jest cudowny, opiekuńczy, kochany. Tylko, że mieszka w Londynie. Niall jest piosenkarzem, wokalistą znanego boysbandu One Direction. Dodatkowo tata...
Minęło kilka godzin i strasznie zmarzłam, ale opowiedziałam mamie wszystko dokładnie. Wróciłam do domu zmarznięta, od razu zrobiłam sobie gorącej czekolady, weszłam do siebie i schowałam pod kołdrę. Włączyłam laptopa i akurat dzwonił do mnie Niall.
-A co ty taka opatulona? Zimno ci?
-No, bo trochę zmarzłam. Byłam u mamy na cmentarzu.
-Nie mogłaś się ciepło ubrać?
-Oj nic mi nie będzie. Spokojnie.
Rozmawialiśmy całe popołudnie w wieczorem Niall śpiewał mi ich piosenki. Dni do sylwestra minęły bardzo szybko, a ogólnie to na sylwestra razem z przyjaciółmi idziemy do kumpla ze szkoły. Dzisiaj jest 30 Grudnia i idziemy z przyjaciółmi na zakupy. Trzeba jakoś wyglądać na tej imprezie. Około 10 przyszli po mnie i razem poszliśmy do centrum. Chodziliśmy po sklepach szukając dla nas sukienek a dla chłopaków jakiś ładnych koszul. W jednym sklepie sukienka bardzo mi się spodobała. Weszłam przymierzyć i pokazałam się przyjaciołom.
-No i jak?
-Wyglądasz cudownie. Tylko chwila. -powiedział Noah.
Po chwili przyszedł zzz...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz